komiks, książki, książki dla dzieci, muzyka i inne rzeczy
piątek, 17 maja 2013
Daughter, Submotion Orchestra i Lucy Rose

Słucham sporo! Macie tu zapisy występów.

Daughter:



Submotion Orchestra:



Lucy Rose:



niedziela, 10 lipca 2011
Niemiecki Hip-Hop cz.2 - Hamburg a)

Okej, dziś druga część wspominkowego cyklu o niemieckim Hip-Hopie i jednocześnie podpunkt "a" o kapelach z Hamburga. No właśnie poprzednio jakoś tak padło na Stuttgart, a że zapowiedziałem rychłe przejście do Hamburga, to zamierzam dotrzymać słowa. W Hamburgu działała sobie wytwórnia Eimsbush, której założycielem był Jan Delay aka Eisfeldt - czyli 1/3 zespołu Absolute Beginner. W ogóle w Hamburgu działał naprawdę mocny kolektyw o nazwie Mongo Clikke. W jgo skład wchodziło wiele kapel i solistów i w pewnym momencie to oni trzęśli niemiecką sceną. Można chyba powiedzieć, że podstawą Mongo Clikke były grupy Absolute Beginner, Funf Sterne Deluxe, Doppelkopf, Dynamite Deluxe (z niej wyszedł i gwiazdą został Samy Deluxe), Einz Zwo. Orbitowali m.in. Ferris MC czy D-Flame. Pozytywny klimat, przymrużenie oka, ciekawe klipy - to charakteryzowało członków kolektywu.

Eimsbush

No dobra, "prezentuję" zespoły.

Mój zdecydowanie ulubiony niemiecki zespół Hip-Hopowy to Absolute Beginner właśnie. Trzy osoby - wspominany wyżej Eisfeldt o charakterystycznym nosowym głosie, ciemnoskóry Denyo (koleżanki twierdziły, że bardzo przystojny) oraz DJ Mad. Kilka albumów - najlepiej znam "Bambule" - rewelacyjny pełen pozytywnej energi, świetnej muzyki i wpadających w ucho kawałków.

No dobra czas na klipy.

"Hammerhart"


Absolute Beginner - Hammerhart przez Pierrot68

"Fuchse" (tu razem z Samym Deluxe)



"Liebes Lied"



Potem Eisfeldt zaczął robić jakieś swoje rzeczy - dość wesołe zresztą.



Jak już wywołałem Samego Deluxe to może co nieco o nim. Najpierw był filarem grupy Dynamite Deluxe, potem zaczął pracować solo. Kupę fajnych rzeczy zrobił. Niektóre mam w odsłuchiwaczu do teraz (w sumie oprócz niego tylko kilka niemieckich kapel Hip-Hopowych słucham nadal).

"Ladies & Gentleman"



i solo:

"Weck mich auf"


Samy deluxe - weck mich auf przez safira

Potem skumał się z Afrobem (MC kręcążcy się przy Kolchose) i zrobili razem projek ASD. Tam powstał ten absolutnie cudowny kawałek:

"Hey Du"


ASD~~Hey du



Tymczasem w Hamburgu działało kilka innych ciekawych kapel zrzeszonych w Mongo Clikke. Jedną z nich jest grupa Funf Sterne Deluxe. W jej skład wchdziło 2 MC - czyli Der Tobi, Das Bo, DJ Coolman i człowiek od fotografii, grafiki, klipów, który czasem też rapował czyli Marcnesium.

"Dein Herz Schlagt schneller" (tu kliknijcie link, nie da się tego embedować a to najlepsza wersja tej piosenki z fajną zmianą pod koniec)

A Der Tobi i Das Bo sobie jeszcze robili rzeczy razem i w sumie dośc mocno na jaja.

"Is mir egal"



Może na dziś tyle, ale nastepnym razem wciąż Hamburg!

środa, 15 czerwca 2011
Niemiecki Hip-Hop cz.1

Koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, czyli okres przypadający na moje liceum, to czas gdy wraz z kilkoma kolegami mieliśmy ostrą zajawkę na kulturę Hip-Hopową. Kleciliśmy rymy do prostych bitów, lataliśmy po mieście z puszkami farby, jeździliśmy na rolkach i deskorolkach. Ale przede wszystkim chłonęliśmy muzykę. Polscy wykonawcy z tamtych lat mieli jednak dużo mniej do zaoferowania niż ich koledzy zza Odry. Bo rodzimy Hip-Hop był jakoś mało zróżnicowany - poza świetnymi płytami takich zespołów jak Stare Miasto, Grammatik i Warszafski Deszcz/Trzyha; stojących nieco z boku Kalibra 44 i Afrokolektywu oraz będącego kompletnie na marginesie Stasia, cała reszta jakoś w mojej pamięci zlewa się w smętne, jednostajne rymowanie o ławkach, blantach i złej policji. Jakość klipów, okładek płyt to już w ogóle szkoda gadać. Tymczasem Niemcy mieli Hip-Hop zróżnicowany, profesjonalnie zrobiony, a poza tym twardość ich języka moim zdaniem dobrze pasuje do charakteru muzyki. Już nie mówiąc o tym, że gdy się niewiele rozumie z tekstu, to się go jakoś przyjemniej słucha niż śmiertelnie poważne i w większości... coż, nienajwyższych lotów próby literackie rodzimych mc. 

Ale do rzeczy. Nie do końca jestem świadom podziałów na niemieckiej scenie, więc będę to przybliżał tak jak mi się zawsze wydawało.

Nie będę się jakoś strasznie rozpisywał, po prostu kilka słów o zespole i ze dwa kawałki...

Zacznę może od chyba najbardziej znanego zespołu, który chyba był tak trochę na uboczu. Wypłynął wcześniej i myślę,że miał nieco inną publiczność (czyli tak jak u nas działo się z Kalibrem). Zwie się Fantastischen Vier. Kapela ze Stuttgartu, w skład której wchodzili And.Ypsilon, Thomas D., Smudo i Hausmarke. Całkiem sporo płyt, różne solowe projekty. I klika kawałków, które - mam wrażenie - wyszły poza krąg odbiorców Hip-Hopu.

"Raus"



"Sie ist weg"



Jak już jestem przy zespołach ze Stuttgartu, to nie wypada nie wspomnieć o ekipie Freundeskreis. Właściwie od ich wspólnego kawałka z Mellowbag i Mr.Gentelmenem zaczęło się moje zainteresowanie niemieckim Hip-Hopem. To wielki hicior był. Przez Freundeskreis przewinęła się masa ludzi, najważniejszym fundamentem zespołu był Max Herre, który brał udział w masie projektów. Zespół ten należał do kolektywu Kolchose, wokół którego orbitowało iks składów i mc ale podstawą Kolchose było właśnie Freundeskreis i drugi zespół Massive Tone.

"Tabula Rasa"



"Esperanto"



Właśnie, Massive Tone. Najpierw na ekipę składało się czterech kolesi: DJ Alex i trzech mc: Ju, Schowi i Wasi. Wasi odszedł, zostało trio, które nagrało sporo dobrych kawałków... po czym chyba im sodówa uderzyła bo ostatnie klipy jakie widziałem, to kręcące tyłkami laski itd.

"Rapgame"



Niesamowicie dynamiczny kawałek ze Spaxem - "Optik"



Dobrze, może na razie tyle. Następnym razem Hamburg i zespoły orbitujące wokół labelu Eimsbush.

poniedziałek, 14 lutego 2011
Soundtrack do Postapo#3

Siedzę właśnie nad końcówką scenariusza trzeciego rozdziału/zeszytu "Postapo" (tytuł roboczy). Trochę to pisanie już trwa. A głównie dlatego, że różne wydarzenia mnie nieco odrywały od pracy. Pękające rury w ścianach, junkersy grożące eksplozją, odpadające kafelki. Ale też mi się dużo dobrego dzieje ostatnio ale nie moge o tym pisać co by sobie nie psuć imidżu bucowatego, sfrustrowanego malkontenta. No, a podczas tych ostatnich dwóch tygodni, kiedy główkowałem, pisałem, zmieniałem koncepcje, pisałem od nowa (i tak dalej) ten nieszczęsny trzeci rozdział/zeszyt to sobie słuchałem różnistej muzyki. Część z tych piosenek kompletnie nie pasuje klimatem do nota bene dość przygnębiającej historii, ale i tak mi w jakiś tam sposób towarzyszyły, inspirowały itd.

A więc po kolei, po jednej piosence od każdego.

Pustki "Lugola"

 

Olafur Arnalds "00:40"

 

Adelle "Rolling in The Deep"

to fajny klip jest tak w ogóle...

Jacaszek "Lament"

generalnie Jacaszek to mi od początku pracy nad "Postapo" (tytuł roboczy) towarzyszy...

Bonobo - "Recurring"

 

Polecam!

czwartek, 30 grudnia 2010
Video killed the... imagination?

Nie wiem jak Wy ale ja sobie lubie czasem pooglądać jakieś klipy. Kompletnie nie jestem na czasie więc jak mam okazję to "badam" co nowego w stylistyce teledysku się objawia. I tak - mam wrażenie, że teraz jest jakaś straszna moda na lata 80-te (jeśli walę oczywistościami to sorry - naprawdę nie jestem na bieżąco), wiadomo - nigdy z użycia nie wyjdą obrazki grających zespołów czy machający łapami raperzy, tudzież schematyczne paraobyczajowe fabułki. Takich mistrzów wizualu jak Chris Cunningham nigdy nie będzie wielu. Ale swoistym typem teledysków są te nawiązujące do jakichś dzieł popkultury; najczęściej filmów. Jedne bardziej udane, inne mniej - standard. Czy to Kanye West chcący być jak Tetsuo czy to Guru i Dj Premier odtwarzający Lucasowską antyutopię czy wreszcie Jay-Z bawiący się w Keysera Soze. Znacie jeszcze jakieś takie? Zapodawajcie w komentarzach!

Ale jak się zaczyna cytować (w dość nieudolny sposób) klipy w klipach, to ja nie wiem ale czy to czasem nie jest już jakieś błędne koło?

Vide:

świetny klip Chemical Brothers:

i polska koszmarna animacja:

(clue gdzieś w okolicach 3 minuty tego teldysku).

Pytanie na ile to świadome zapożyczenie? Czy może jest trochę tak; jak kiedyś w rozmowie o polskiej fantastyce ze stajni Fabryki, rozprawiali Dukaj, Szostak i Orbitowski; że współczesny człowiek atakowany obrazami ze wszystkich stron już nie potrzebuje opisów bo on wszystko widział. Wie jak wygląda sala balowa, jak wygląda bitwa armii zakutych w płytowe zbroje itd.

Czy więc obrazy z popularnych filmów/teledysków/reklam przysłaniają odbiorcom ich własne wyobrażenia? Myśląc, czytając (np. w scenariuszu), że "bohater wpływa w otwierającą się paszczę wieloryba" widzi się kadr z klipu Chemical Brothers? Kultura obrazkowa zabiła wyobraźnię?

poniedziałek, 02 listopada 2009
Jazzowe Radiohead?

Nie byłem na sierpniowym koncercie Radiohead w Poznaniu, choć miałem być. No ale wyszło tak, że w końcu nie byłem. A Radiohead bardzo lubię. I ostatnio całkowitym przypadkiem snując się po empiku, natrafiłem na płytkę, gdzie jakaś pani wzięła na warsztat ich piosenki i zapodała jazzowe interpretacje. Pani się nazywa Eliza Lumley, a płytka ma tytuł "She Talks In Maths".

E. Lumley - She Talks In Math

I szczerze mówiąc mam mieszane uczucia. Bo spodziewałem się faktycznych interpretacji, jakiegoś twórczego podejścia do tych piosenek, a w większości przypadków, Lumley śpiewa dokładnie tak samo (oczywiście jej głos różni się od głosu Thoma Yorke'a), w ten sam sposób wskakując na wyższe czy niższe tony, w tych samych miejscach robiąc przerwy i na ten sam rytm (jestem muzycznym laikiem więc nie znam fachowej terminologii by to opisać). Muzycznie różni się to tym, że elektronikę zastąpiły akustyczne instrumenty. I tak naprawdę to taki zbiór coverów, który szumnie nazwano "interpretacjami". Ok niby np. "How To Dissapear Completely" jest inaczej zagrany i zaśpiewany, ale taki "Street Spirit" to oprócz innej barwy głosu niczym się nie różni od oryginalnego wykonania.

Lumley śpiewa czysto, ma ładny głos i generalnie płyta jest spokojna i przyjemna dla ucha ale jakoś jestem rozczarowany. Spodziewałem się chyba większej odwagi w "masakrowaniu" oryginałów. U tu jest tak grzecznie.

poniedziałek, 15 czerwca 2009
Znowu na szybko wpadam

bo czasu wciąż brak.

A tymczasem Herbie Hancock i koledzy:

czwartek, 11 czerwca 2009
uch!

Dłubię w jednym scenariuszu, w międzyczasie dopinam jeden albumik. Kupa roboty kurde!

A słucham sobie przy okazji takiego zespołu co się MUM nazywa.

Posłuchajta!

"We have a map of the piano"

"The ghosts you draw on my back"

"I can't feel my hand any more"

 

Strasznie fajny Mum jest!

wtorek, 09 czerwca 2009
Znowu nie mam czasu!

Bo jestem bardzo zajęty najważniejszymi sprawami.

I tylko zapodam link do niesamowitej piosenki...

czwartek, 28 maja 2009
Już wkrótce nowe wpisy

A tymczasem muzyczka pikna.

edit:

I jeszcze jedna.

 
1 , 2
Zakładki:
Blogi
Fotoblogi
Galerie i inne miejsca z kulturą
Komiksy i nie tylko na facebooku
Komiksy internetowe
Link do wszystkiego (prawie) komiksowego PL
POLISH'D SILENCE
Serwisy/magazyny
Strony www
Wydawnictwa komiksowe
Tagi