komiks, książki, książki dla dzieci, muzyka i inne rzeczy
sobota, 26 października 2013
Komu potrzebne są szorciaki?

Kilka dni temu zmusiłem Grzegorza Pawlaka, by udał się ze mną na trening siatkówki. Wcześniej posiedzieliśmy sobie u mnie w domu, pogadaliśmy o komiksach, o planach i pomysłach na nowe rzeczy. Podczas rozmowy Grzesiek mimochodem rzucił kwestię, nad którą sobie od kilku dni rozmyślam. "Nie ma gdzie publikować szorciaków".

Czy aby na pewno? Faktycznie - jest z tym problem.

Bo szorciaki, generalnie to przeszłość. Reminiscencja minionej epoki, publikacji w zinach gdy wydanie albumu graniczyło z cudem. Teraz nikomu w sumie krótkie komiksy nie są potrzebne. Antologie, magazyny - cieszą się dużo mniejszym zainteresowaniem czytelników niż pełnoprawne albumy. W sumie trudno się dziwić.

Szorciaki cały czas funkcjonują jako treść konkursów komiksowych. Tylko czy to naprawdę ma długofalowy sens? Popatrzcie ile nazwisk i świetnych komiksów przewinęło się przez rozgrywany iks lat konkurs przy MFKiG. A ilu z tych twórców zrobiło albumy?

Czy nie lepiej byłoby rozgrywać konkursy na projekty albumów? Wtedy rynek komiksowy zasiliłyby nowe moce ale skoro autorzy przyzwyczaili się do krótkiej formy (stąd też głosy o "zamknięciu" programu stypendialnego Nowej Gildii), to trudno ich przekonać do większych nakładów pracy by stworzyć coś pokaźniejszego i poważniejszego. Bo czy ktoś traktuje serio szorciaki? Wątpię.

Poza tym co potem robić z tymi komiksami? Publikować w prasie niekomiksowej? Mało prawdopodobne. Zinów niewiele, żadne z polskich wydawnictw nie ma mocnej bazy krótkich komiksów publikowanych w internecie (jak to jest w przypadku choćby internetowego przedłużenia wydawnictwa Top Shelf - TS.2.0 - choć to też w sumie jakoś zdycha), można współpracować z branżowymi portalami ale śmiem twierdzić, że odzew i zainteresowanie tego typu publikacjami jest nikłe.

Po kilku dniach już nikt o króciakach nie pamięta.

Jasne, krótkie komiksy to świetna forma dla młodych autorów na przećwiczenie różnych rozwiązań itd. ale czy jednak nie lepiej brać się po prostu za robienie pełnego metrażu? Jeśli nad taką pracą w pewnym momencie zacznie czuwać ktoś redagujący to autor dużo więcej się przy takiej pracy nauczy. Nauczy się przede wszystkim chwytów ważnych przy robieniu albumów, których nie liźnie przy króciakach.

Nie chce mi się już robić krótkich komiksów.

A Wam?

sobota, 19 stycznia 2013
Where the magic happens

Czyli fotorelacja z akcji: jak zamienić kawałek okropnej podłogi w księgarni w coś wyjątkowego?

Proste! Niezbędne: księgarnia, artysta, środki na honorarium & farby, kilka godzin sobotniego popołudnia.

Miejsce - Antykwariat-Księgarnia, ul. Wieczorka 22, Gliwice.

Artysta - Mirosław Pietruszka. Biegły zarówno w malarstwie jak i w wyrobach unikalnych mebli, oraz renowacji różnego typu wiekowych wyrobów meblarskich i nie tylko.

Sobotnie popołudnie - 19 styczeń 2013.

No to foty:

Mirosław Pietruszka zamienia podłogę księgarni w dzieło sztuki 1

Gruntowanie i przygotowywanie podłogi pod obraz.

Mirosław Pietruszka zamienia podłogę księgarni w dzieło sztuki 2

Przygotowanie do pracy.

Mirosław Pietruszka zamienia podłogę księgarni w dzieło sztuki 3

Pierwsze pociągnięcia pędzlem.

Mirosław Pietruszka zamienia podłogę księgarni w dzieło sztuki 4

Naniesienie wcześniej przygotowanego szablonu.

Mirosław Pietruszka zamienia podłogę księgarni w dzieło sztuki 5

No to jazda!

Mirosław Pietruszka zamienia podłogę księgarni w dzieło sztuki 6

Praca postępuje. Obok miniaturka obrazu.

Mirosław Pietruszka zamienia podłogę księgarni w dzieło sztuki 7

Mirosław Pietruszka zamienia podłogę księgarni w dzieło sztuki 8

Obserwowanie takiego aktu twórczego, to niezapomniane przeżycie.

Mirosław Pietruszka zamienia podłogę księgarni w dzieło sztuki 9

Ostatnie wykończenia.

Mirosław Pietruszka zamienia podłogę księgarni w dzieło sztuki 10

Już tylko podpisać i...

Mirosław Pietruszka zamienia podłogę księgarni w dzieło sztuki 11

GOTOWE!

Obraz Mirka, można zobaczyć w godzinach pracy księgarni, a więcej prac autora można zobaczyć na jego stronie mirek.carbonmade.com

 

środa, 16 stycznia 2013
Rok 2012 był i się zmył

Początek 2013 (praca!) mnie wyłomotał tak po kościach, że snuję się jak żywy trup i mogę "zagrać" zombiaka bez charakteryzacji. Więc jestem zmęczony i się mnie nic nie chce. Normalka w sumie. No właśnie a tu się rok skończył, jak wszyscy go podsumowują wszędzie na wszelkie możliwe sposoby a nikt mnie nie zaprosił to se sam zrobię podsumowanie, tego co wyszło i co nie wyszło.

Rok 2012 to kolejny rok, w którym nie opublikowałem albumu komiksowego. Jest mi z tym faktem z roku na rok coraz gorzej. 2013 na 99,999999999(i z 1500 dziewiątek jeszcze)% przerwie ten cholerny zaklęty ciąg.

Rok 2012 to jakieś 60 stron opublikowanych komiksów do moich scenariuszy. Antologia gliwicka - "Niczego sobie", magazyn "Profanum", brytyjskie pismo "Anorak", magazyn "Kolektyw", antologia "Ziniol best of". Albumik "Kwaziu" zaliczył drugie wydanie - na czytniki i inne tablety.

Rok 2012 to kilka poprowadzonych, lub współprowadzonych przeze mnie warsztatów.

Rok 2012 to prowadzenie kilku spotkań-dyskusji i czynny udział w burzach w szklance wody - dotyczących sorry artu, chujowości tego i tamtego i nie tylko.

Rok 2012 to fenomenalny koncert Julii Marcell w katowickim Rondzie Sztuki i równie fenomenalny koncert Submotion Orchestra w Hipnozie (a może to było w 2011? nie pamiętam).

Rok 2012 to lektura kilku świetnych książek (np."HHhH") i kilku gorszych.

Rok 2012 to czas, w którym utwierdziłem się, że repertuar festiwalu Nowe Horyzonty w 88% nie jest skierowany do mnie.

Rok 2012 to premiera pierwszej gry, do której napisałem scenariusz - The Fog Fall#4 (gra właśnie została nominowana do nagrody "bestofwkategoriiwktórejitakwygraMateuszSkutnik")

Rok 2012 to zrealizowanie (w formie scenariusza) 3 na 7 z projektów, których wykonanie sobie założyłem i zapisałem w palmtopie.

Rok 2012 to rok, w którym nie zrealizowałem, żadnej wystawy komiksu.

...

Tu byłby jakiś obrazek albo link do jutuba, ale mi się nie chce.

Nie wiem w sumie jaki był ten rok. Było sporo wydarzeń, które poczytuję sobie za sukces, było kilka rozczarowań i porażek.

I generalnie to mnie się zlewa ten rok z poprzednim itd.

A! Komiksy! Bo się sypią rankingi i trzeba podawać 10 naj roku. Nie wiem, czy przeczytałem nawet 10 komiksów wydanych w 2012. Gdybym więc miał wskazać jeden polski komiks, który mi najbardziej przypasił to chyba było by to "Kwiatuszku".

czwartek, 10 stycznia 2013
Tymczasem w Londynie

A bo widzicie, okres ferii świąteczno-noworocznych spędziłem w Londynie, gdzie poznałem kilkoro świetnych ludzi z różnych stron świata oraz widziałem masę świetnych rzeczy. I jadłem masę przepychot huhu!

Generalnie mocno zwiedzaniowo było, widziałem na żywca prace takich artystów jak Rothko, Degas, Breughel, Memling choć największe wrażenie zrobił na mnie uwaga: CANALETTO. Tak, ten od widoczków ulic Warszawy. Gość ma w National Gallery swoją salę, gdzie są dość duże obrazy przedstawiające Wenecję - no i co tu dużo gadać, facet wymiata. Ponadto utwierdziłem się w niechęci do sztuki współczesnej, rzeczy, które podobały mi się w Tate Modern można policzyć na palcach jednej ręki wliczając księgarnię i same zagospodarowanie budynku. Fajne za to to było:

LiMAC - Sandra Gamarra

Otóż pani Sandra Gamarra z braku muzeum sztuki współczesnej w Limie postanowiła sobie zrobić własne. I zrobiła, tylko całkowicie fikcyjne. Naprodukowała gadżetów, jakie można by kupić w muzealnym sklepiku, naprodukowała dzieł sztuki - także reprodukcji, odpaliła stronę www, która normalnie funkcjonuje. Genialny pomysł i czapa z bani.

No a jak wiadomo potem były łowy komiksowe. Odwiedziłem dwa sklepy: Gosh! London (Soho) i Orbital Comics (koło Soho), oba nieźle zaopatrzone, oba z kompetentną obsługą. I trochę kupiłem. Ok, no to się chwalę (także gwiazdkowym prezentem).

Voice of the fire - Alan Moore

To prezent właśnie, który ze smakiem przeczytam, obawiam się jeno, że mój angielski może być na zbyt niskim poziomie by w pełni docenić walory tej książki.

ZINY

Ziny, ten mniejszy to jakiś hardkor postapo (też prezent), ten większy to kilka fajnych szorciaków plus ciut publicystyki (m.in. wywiad z Adrianem Tomine).

niezależne albumiki

3 albumy wydane przez wydawnictwo Blank Slate Books w imprincie Chalk Marks. Wszystkie w takim samym formacie, z obwolutami, widać że wydawca ma bardzo konkretny i konsekwentnie realizowany pomysł na ten cykl. Taki album kosztuje 5,50 funta czyli jakieś 30 zł. Samo dobro!

Mapy do diabła!

A to jest chyba najciekawsze co przywiozłem. Antologia "Solipstic Pop #4", której tematem są mapy. Edytorski cymesik. Zestaw zawiera: teczka-etui (to niebieskie), antologia, 3 komiksowe pocztówki, mapa - po złożeniu obwoluta antologii. A wewnątrz całkiem udane komiksy - przynajmniej te, które na razie przeczytałem. No, to jest taka publikacja, że proszę siadać.

Tylko kiedy ja to wszystko przeczytam?

 

środa, 19 grudnia 2012
uch!

Ostatnio trochę bida na blogu, wybaczcie. Pracuję nad czymś co będzie duże i (mam nadzieję) dobre. Nie będzie to ani komiks ani gra. Może za jakiś czas więcej info. Na razie częstotliwość wpisów na blogu drastycznie spadnie.

A tak w ogóle to biegam. Dla zdrowia i urody. I mi wczoraj drogę przebiegł lisek. Mimo, że biegał koło drogi z jego łapami było wszystko w porządku. Kitę miał taką, że hoho! Na dzisiejsze bieganie biorę aparat, kto wie, może uda się mu cyknąć fotkę. A może to początek pięknej przyjaźni?

A to strasznie fajne jest!



Soniamiki - "Lemoniada"

środa, 04 kwietnia 2012
Praca za promocję? GTFO!!

Uwaga! To nie jest wpis dla komiksiarzy. My to znamy aż za dobrze.

mem - ja wam dam

Zleceniodawco! Zanim wyślesz maila, zadzwonisz, czy umówisz się na spotkanie ze mną czy z jakimkolwiek innym twórcą komiksu zastanów się co chcesz i co możesz zaoferować. I gdy już sobie to przemyślisz to zastanów się jeszcze czy rzeczywiście jest sens by tracić czas komiksiarza i swój.

Bo jeśli kolejny raz dostanę mejla żebym narysował komiks dla "świetnej firmy" w zamian za "promocję" i zero innego honorarium to klnę się na honor, że zapłacę mojemu znajomemu hakerowi, żeby wszedł na komputery waszej firmy i wam wszystko rozpieprzył w drobny mak.

Zanim więc skontaktujesz się ze mną czy z innym twórcą to:

  • Sprawdź dokładnie kim jestem i co zrobiłem. Mam dość tego, że kontaktują się ze mną ludzie, którzy są święcie przekonani, że skoro robię komiksy to muszę być rysownikiem. Istnieje coś takiego jak "scenarzysta", zawód jak każdy inny, polegający na wymyślaniu, spisywaniu i rozplanowywaniu historii. I nie, nie jest to "praca", która zajmuje "10 minut spisania na kolanie". Jak Świetlicki napisze wiersz składający się z 8 wersów to nikt nie będzie miał czelności mu powiedzieć, że to twórczość wykonana w "10 minut na kolanie".
  • Zamiast beblać jakieś głupoty o "promocji", zapytaj o stawkę. Może Cię ona satysfakcjonować albo nie - zawsze można negocjować. Ale nie zakładaj z góry, że twórca komiksu to frajer, który sobie dla idei (to wasza idea, nie komiksiarza) będzie wypruwał flaki. My też mamy rachunki do zapłacenia a na zlecenie poświęcamy czas - a jak wiadomo czas to pieniądz. Skoro płacicie w swoich firmach każdemu, to zapłacicie też twórcy komiksu - albo komiksu nie będziecie mieli.
  • Ta mityczna "promocja", o której w kółko bredzicie, nie działa. Gdyby działała, to każdy z nas by już dawno pracował dla DC, Dargaud, "New Yorkera" czy "Le Figaro". I mielibyśmy wille na Majorce albo w szwajcarskich Alpach.
  • Najpierw zdecydujcie czego chcecie - nawet jak płacicie dobrą stawkę. Żaden twórca nie ma ochoty robić pięćdziesiąt korekt, bo się nie potrafiliście zdecydować o czym ma być komiks czy jak ma wyglądać bohater.

To w sumie tyle podstawowych zasad.

Na koniec - wyobraźcie sobie analogiczną sytuację. Jest sobie klaun, który żyje z tego, że rodzice wynajmują go by przychodził na przyjęcia urodzinowe dzieci. No i dzwoni do niego rodzic i mówi: "Wie pan, ja panu nie zapłacę, ale się pan u mnie na imprezie dziecka podpromuje, że hoho! Inne dzieci pana zobaczą, powiedzą swoim rodzicom a oni pana zatrudnią i zapłacą - będzie miał pan ruch w interesie!"*. Absurdalne prawda? Ale jakoś komiksiarzom nagminnie się taki system pracy proponuje i nikt absurdu nie dostrzega.

Dziękuję za uwagę.

 

_______________________________

* Być może nie znam realiów w zawodzie klauna, ale nie sądzę, żeby Was tak traktowano jak nas.

niedziela, 19 lutego 2012
Komiksy i nie tylko na facebooku

Tak, nie do końca to jeszcze ogarniam ale można lubić ten blog na facebooku i stamtąd czerpać informacje o aktualizacjach itd.

O właśnie tu.

 

huhu.

sobota, 24 grudnia 2011
Story Art - WTF?

Dobra, chciałem napisać długi tekst o zawartości 34 numeru magazynu "Ha!art" ale mi się odechciało. Musiałbym dużo literek nastukać a nie mam na to czasu (i w sumie ochoty też nie). Generalnie jest tak, że w tym piśmie jest kilka bardzo ciekawych tekstów, są rozmowy z twórcami, których twórczość lubię i szanuję...

Ha!art 34 - Story Art

Jednak ogólna wymowa "Ha!artu" budzi u mnie sprzeciw, więc wyciągnę jeno moje pokrętne wnioski. Potem już będzie można się ze mnie śmiać, żem niewyedukowany, że się czepiam itd.

Trudno nie odnieść wrażenia, że na łamach pisma zagnieździło się TWA, które sobie wzajemnie poleruje pazury. I to jest to samo TWA, które sobie wcześniej robiło jakieś tam Małe historie w Krakowie. Jednocześnie jest to TWA, które poniekąd ustawia się na pozycji lepszych, bardziej świadomych, eksperymentujących i nowatorskich niż ten komiksiarski plebs. 

To nie są rysownicy i scenarzyści. To są artyści.

A przepraszam, Artyści.

A jakoś tak te całe komiksy eksperymentalne, Story Art czy sztuka współczesna - reprezentowana przez wspomniane TWA to jest wyważanie dawno otwartych drzwi. Najpierw Pszren se wymyślił, że stworzy coś nowego - poemiks - teraz Artyści se wymyślili Story Art.

Właśnie - co to jest u diabła ten Story Art? Bo ja tego ni w ząb nie łapię. Czym to się różni od komiksu?

Żeby wejść na salony sztuki współczesnej jak twierdzi Łukasz Ronduda "słowo komiks musiałoby zostać tutaj pominięte". No to super nazwijmy se komiksy (seriously większość komiksów czy też Story Artów prezentowanych w magazynie wywołuje raczej chęć krzyknięcia GTFO!) Story Artem i już prawda, możemy pić winko w galeriach a nie piwo na konwentach z komiksiarzami (copyright MRW). Bo my jesteśmy Artysty panocku.

Nie pierdolta.

Być może to ja jestem jakiś nie tego, ale sztuka współczesna (większość przynajmniej) a reprezentantami tejże chcą być Story Arciarze (patrzcie rymuje się z komiksiarze!), to... no chujowa jest po prostu. 

Wolę komiksy, książki i filmy niż pralki w galeriach, przerost formy... wait dominację formy bo treść jest szczątkowa i bazgraninę Story Arciarzy.

Dziękuję za uwagę.

 

Życzę wesołych świąt.

niedziela, 27 listopada 2011
Arteon – o komiksie na odczepnego

Arteon - numer o komiksie

Kupiłem sobie „Arteon” pismo z Pozniania, z dumnym podtytułem „Magazyn o sztuce”. Przeczytałem uważnie artykuł „naszego” czyli Sebastiana Frąckiewicza, przyjrzałem się mapie komiksu w PL, pobieżnie przejrzałem pozostałe 3 teksty. Pismo z okładką ozdobioną pracą Jakuba Woynarowskiego krzyczy do odbiorcy „KOMIKS”, taki jest zresztą temat numeru. I szczerze mówiąc to mi trochę ręce opadły.

Temat numeru jest „załatwiony” tak naprawdę po najmniejszej linii oporu. Blok otwiera tekst Frąckiewicza o trudnych związkach komiksu z polskim światem sztuki, następnie jest mapa polski komiksowej, potem tekst o polityce w komiksie, tekst o najnowszym albumie Woynarowskiego i recenzje dwóch publikacji. To tyle… 5 tekstów. WOW!

Redaktor naczelna „Arteonu” Magdalena Moskalewisz pisze we wstępniaku że: „Zależało nam na spojrzeniu na rasowy komiks, i to na spojrzeniu od wewnątrz”. No cóż, najwyraźniej wnętrze zależy od punktu widzenia, bo odnoszę wrażenie, w „Arteonie” prześlizgnięto się po obrzeżach, a do tego z bloku tekstów jakoś tak mimochodem wynika, że stolicą polskiego komiksu jest Poznań (z całym szacunkiem).

Trochę mi się śmiać zachciało jak popatrzyłem na stworzoną przez Rafała Wójcika i Witolda Tkaczyka Komiksową Mapę Polski. Mylą się ci, spodziewający się przedstawienia na mapie najważniejszych ośrodków, wymienienia najważniejszych twórców itd. itp. Zamiast tego można dowiedzieć się, że na wschodzie kraju komiksu w ogóle nie ma, zaś w wyliczeniu „Istniejących czasopism publicystyczno-komiksowych” wymieniono wszystkie te, które de facto już nie istnieją. A przynajmniej nie istnieją w formie tradycyjnej. Wskazano na „Ziniol” (aktualnie jedynie w formie strony internetowej na blogowym silniku), „Karton” (pismo zostało zawieszone), „Komiks-Forum” (heh – jeden numer w przeciągu ostatnich 8 lat?), poznańskie „AQQ” (HAHAHAHAHA ostatni numer w 2004? Coś tam się niby obecnie online dzieje ale... to czasem nie powinno być w kategorii "Wybrane strony www"?), „Strefa komiksu” (obecnie bardziej będąca imprintem Wydawnictwa Roberta Zaręby) i wsio. Niedawno ukazał się dziewiąty numer „Kolektywu” ale najwyraźniej jest to tylko „nieistniejący” magazyn. Podobne kwiatki w zestawieniu „wybranych fanzinów” – a jak wiadomo aktualnie ta forma publikacji przeżywa prawdziwy renesans – no to mamy „Deus ex Machina” (słusznie), „Biceps” (słusznie) i poznański „Maszin” (heh, ostatni numer w 2006?). Mało coś, ile fanzinów ukazało się na MFK? Piętnaście?

I tak to jakoś dziwnie wygląda – wiem, czepiam się.

Ale konia z rzędem temu, kto mi wyjaśni na czym polega to rzekome spojrzenie na „rasowy komiks” (cokolwiek to znaczy) i spojrzenie nań „od wewnątrz”. Tekst Frąckiewicza o sytuacji twórców i gatunku na tle innych twórców i innych gatunków, sprawny, sensowny jednak w gruncie rzeczy nie mówiący nic nowego; Komiksowa Mapa Polski; artykuł o konkretnym typie komiksu; tekst o książce Woynarowskiego , która jakoś na rasowy komiks, z której strony by nie patrzeć, nie wygląda; a potem recenzje książki o komiksie i zbiorczego reprintu pasków komiksowych z lat 50-tych (nota bene obie recenzowane publikacje pod redakcją Wójcika – tego samego, który stworzył Mapę, obie wydane w Poznaniu). To jest właśnie moi mili spojrzenie od wewnątrz.

Boję się myśleć jak wygląda spojrzenie od zewnątrz.

A gdzie o twórcach z Polski i zagranicy? O wyjątkowych komiksach? O rożnych nurtach? Gdzie szersza prezentacja dorobku jakiegoś twórcy? Gdzie rozmowa z kimkolwiek, kto coś w komiksie PL robi (scenarzystą, rysownikiem, wydawcą)?

We wstępniaku naczelna pisze, że komiks to dla odbiorcy sztuki z obiegu galeryjno-muzealnego margines. Mimo wszystko cieszy, że „Arteon” dołożył cegiełkę, do zmiany sposobu patrzenia tego odbiorcy na historie obrazkowe. Szkoda tylko, że ta cegła taka jakaś mała, nie do końca wypalona.  

piątek, 05 sierpnia 2011
Ech ten polski komiks

Zadymy nowe!

Najpierw jak to katowicki festiwal OFF umył łapki od komiksu. Pozdrawiamy. Starałem, się tak wszystko w pracy i w życiu poustawiać coby chłopakom pomóc w namiocie. Jedyny z tego pozytyw, że mam wolną niedzielę. Dziękujemy!

A teraz jak się okazuje, nie dość, że większość tak zwanych poważnych instytucji (tu rozumiem zarówno instytucje sensu stricte jak i właśnie różne festiwale, kongresy i inne szmegesy) opędza się od komiksiarzy jak od natrętnych much, to najwyraźniej insidowcom grajdołu też właściwie twórcy zaczynają zawadzać. Vide kolega Śledziu & kolega Mati kontra... no właśnie. Kontra nasi, niestety.

Jasne, pewnie krótka wymiana mejli przed wydarzeniem by wszystko załatwiła. Więc czemu jakoś się nie udało? Zresztą casus olewki informacyjnej i komunikacyjnej to jakiś leitmotiv organizacyjny wszelkich przedsięwzięć w grajdole. Pamiętam, że kiedyś chyba kolega Adler dowiedział się z niusa na serwisie, że będzie z nim spotkanie na Festiwalu (konieczne przez duże "F"), nie mówiąc jak to wspominany wyżej kolega Mati odbił się od zamkniętych drzwi sali, w której miał prowadzić spotkanie podczas któregoś tam WSK.

A tak na serio, to po co nam te wystawy? W sensie - jest z nich jakiś pożytek? Któryś z wystawianych twórców dzięki wystawie podpisał kontrakt z DC albo Dargaud?

Kolega Śledziu bardzo mądrze pisze to co zresztą ja sam już poniekąd postulowałem:

"Po trzecie, najtrudniejsze, jak skłonić działaczy do tego, aby zamiast wywalać kasę w błoto, na abstrakt, przekonać ich do idei grantów na publikacje dla autorów, gwarantujących wysoką jakość pracy? I, kurwa, mam na myśli autorskie projekty, nieskażone urzędniczą pazernością czy pomysłowością."

Po raz kolejny szacun dla CDJacka i sklepu Gildii, którzy pierwsze takie stypendium ufundowali.

 

 

 

:D - na wszelki wypadek.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Zakładki:
Blogi
Fotoblogi
Galerie i inne miejsca z kulturą
Komiksy i nie tylko na facebooku
Komiksy internetowe
Link do wszystkiego (prawie) komiksowego PL
POLISH'D SILENCE
Serwisy/magazyny
Strony www
Wydawnictwa komiksowe
Tagi