komiks, książki, książki dla dzieci, muzyka i inne rzeczy
niedziela, 09 lutego 2014
Życie z tworzenia komiksów

Taki świetny pasek Toma Gaulda na dzień dobry:

Tom Gauld Short story

Przeczytałem dzisiaj dwa wywiady z twórcami komiksów - Sławomirem Zajączkowskim i Przemysławem Truścińskim. W obu rozmowach poruszony jest wątek, dla każdego z nas - twórców komiksu - dość bliski, czyli jak żyć?

Jak żyć z robienia komiksów w Polsce?

Nijak.

Zajączkowski mówi wprost: fakt, że autorzy z samego robienia albumów wyżyć nie mogą to wina wydawców. Bo ci wolą tytuły zagraniczne niż promowanie i inwestowanie w rodzime komiksy i ich twórców. Trywializując - łatwiej i szybciej nachapać się wydając gotowy produkt z renomą z zagranicy niż promować coś nowego i polskiego od zera dodatkowo płacąc komiksiarzom godną kasiutę. To tak trochę jak w PL piłce nożnej. Łatwiej i szybciej ściągnąć szrot z zagranicy niż inwestować w szkolenie i wychowanków. A przecież zagranicą się inwestuje w autorów i młodych piłkarzy. Tak, tak, Francuzi wychowują pokolenia kolejnych rysowników i scenarzystów lepiej niż Polacy, a szkółka piłkarska Ajaksu Amsterdam czy Barcelony... STOP.

STOP moi mili.

Tu jest Polska, nie elegancja-Francja.

Zajączkowski z sensem mówi, że dola komiksiarza ciężka, a wydawcy mogliby w niego bardziej inwestować, lepiej promować i w ogóle - i tu zgoda. I nawet to wszystko w miarę logicznie argumentuje.

Tylko, że wychodzi od błędnego założenia porównując wydawnictwa komiksowe do wydawnictwa IPNu, w którym pracuje. Bardzo łatwo stawiać zarzuty jacy to wydawcy są źli z pozycji autora publikowanego przez PAŃSTWOWĄ INSTYTUCJĘ, suto dotowaną przez budżet kraju.

Oczywiście, że byłoby bajkowo, gdyby wydawnictwa komiksowe mogły płacić autorom stawki godne ilości pracy włożonej w zrobienie albumu. Byłoby fantastycznie, gdyby wydawnictwa były w stanie wypromować polskie komiksy za granicą i tam sprzedać licencję, bądź otworzyć własne odnogi i nie oglądając się na Lombard, Delcourt czy DC po prostu wydawać jednocześnie polskie komiksy w innych językach.

Ale.

Rynek przecież to już dawno zweryfikował Panie Sławomirze. Wydawnictwa nie robią nie wiadomo jakich pieniędzy na wydawanych komiksach. Nie mają nie wiadomo jak przepastnych zasobów gotówki na promowanie, inwestowanie i honoraria. Jest jak jest. Autor dostaje procent od ceny okładkowej razy nakład. Nie ma cudownych zastrzyków gotówki w postaci dotacji na realizowanie jakiejś polityki historyczno-światopoglądowej, za to twórcy mają możliwość odnalezienia tego o czym mówi Truściński - własnej drogi twórczej. I szczerze mówiąc mnie osobiście to dużo bardziej interesuje niż robienie czegoś bo tak chce sypiący pieniędzmi wydawca.

Zamiast narzekać na to jak twórcom jest źle może warto spojrzeć na inną stronę medalu. Autorzy polskich komiksów mają to o czym pewnie marzą autorzy taśmowo robionych serii we Francji czy Ameryce - robią co chcą i co im w duszy gra. A zarabiają gdzie indziej (czasem robiąc zlecenia komiksowe pod bardzo surowe dyktando - ale tu jest kwestia rozdzielenia tego co się robi dla kasy, a tego co się robi dla hmm "artystycznej ambicji"). Jasne, że w idealnym świecie powinno się zarabiać krocie na tym co się chce robić, ale idealny świat ma to do siebie, że jest tylko ideą.

IPN nigdy nie wyda komiksu SF albo horroru i nie zapłaci za to stawki jak za komiks historyczny. Wydawca komiksowy raczej nie wyda komiksu historycznego w stylu komiksów IPNu (żyjący z dotacji ZIN ZIN PRESS się nie liczy) za to wyda AUTORSKIE projekty, za które zapłaci mało. 

Bo Rynek w Polsce jest mały. Mało ludzi kupuje komiksy więc mało pieniędzy trafia do wydawców. Być może IPN nie musi się przejmować wynikami sprzedaży. Wydawcy komiksowi muszą. To jest podstawowa różnica.

 

niedziela, 10 lutego 2013
Możliwości!

Dinopopolous - Nick Edwards

Dziś będzie krótko bo w sumie czasu nie mam za bardzo. Trzeci albumik z imprintu Chalk Marks wydawnictwa Blank Slate Books, który przywiozłem z Londynu zrobił na mnie największe wrażenie. "Dinopopolous" Nicka Edwardsa, to prosta, humorystyczna historia o chłopcu Nigelu i dinozaurze Brianie, którzy w klimatach sf rozwiązują różne zagadki. Gdy trzeba odnaleźć skarb znajdujący się na końcu najeżonego pułapkami labiryntu to najlepiej sprawdzą się właśnie główni bohaterowie. Fabuła jest dość prosta, przewidywalna, choć ma swój urok i czyta się to bardzo przyjemnie. Jednak przede wszystkim ta historia jest pretekstem, do całej masy rewelacyjnej grafiki. Patrząc na okładkę pewnie pomyślicie "co on znowu za brednie wypisuje? Przecież to jakiś niczym nie wyróżniający się cartoon!" nic bardziej mylnego. Owszem Edwards porusza się w takiej stylistyce ale to co wyprawia na planszach... Kochani, facet jest po prostu niesamowity. Jest tu sekwencja, gdzie wszystko zagrało perfekcyjnie - kadrowanie, oddalenia, zbliżenia, detale, ruch "kamery", zaburzenie liniowej konstrukcji narracji. Na dwóch ułożonych koło siebie planszach Edwards wypróbował tyle możliwości, jakie daje komiks (i nie wysypał się na żadnej z nich), że szczęka mi opadła. Dwie plansze, na których można się zatrzymać na dobre pół godziny tylko by ogarniać masę dobra jaka się tam znalazła. R-E-W-E-L-A-C-J-A!

Serio, jeśli tylko będziecie mieli okazję kupcie tan album. Jest fenomenalny.

poniedziałek, 04 lutego 2013
Ktoś mu powinien dać po łapach

Ktoś z wydawnictwa. "A Long Day of Mr. James Teacher" Harveya Jamesa to przykład komiksu, którego najwyraźniej nie pocięły redaktorskie nożyce. A powinny. I to mocno.

A Long Day of Mr. James Teacher - Harvey James

Ten komiks to wprawka, storyboard, który mógłby być punktem wyjścia do naprawdę dobrej opowieści. Tylko ktoś niesamowicie autora skrzywdził i nie powiedział mu "weź to odłóż na pół roku i może przyjdzie Ci do głowy co tam można włożyć, żeby było lepiej, a można dużo" albo wskazać mu palcem gdzie wrąbał się na mieliznę.

Bo ten komiks to taki rejs od mielizny do mielizny.

Ja rozumiem, komiks obyczajowy, autobiograficzny. Autor przeżył coś ciekawego i chce o tym opowiedzieć. Super. Tylko, bez sensu jest robić ten typ komiksu na zasadzie "było tak i tak". Warto opisać swoje emocje, zwerbalizować refleksje, wyciągnąć wnioski z przedstawionych wydarzeń. Złapać do nich dystans i ocenić na chłodno.

Komiks Jamesa sprawia wrażenie jakby był zrobiony dzień po wydarzeniach. Bo nie ma w nim niczego o czym napisałem powyżej.

Zero.

Nul.

Jest tylko nijaka opowieść o kolesiu, który pojechał z Kanady do Korei uczyć dzieciaki z podstawówki angielskiego. I opisuje jeden dzień swej pracy. Wstaje rano, ma zaległości w konspektach lekcji a że traktuje tę robotę serio, to się denerwuje i nie potrafi być tak wyluzowany jak inni nauczyciele z importu. Spóźnia się na autobus. Ponadto ma wrednego przełożonego i trzęsie tyłkiem czy dzieciaki go lubią. Jak wraca do domu to pada i wtedy spotyka znajomego starszego pana. Przychodzi do domu, próbuje rysować komiks i idzie spać. Jeszcze są informacje ile kosztują w lokalnej walucie różne rzeczy. Tyle. Ot i cała historia.

Nic z niej nie wynika. I zajmuje 24 strony. 24 strony pieprzenia o niczym. Nie wiadomo po jaką cholerę.

James jest dużo lepszym rysownikiem niż scenarzystą. Jest tu kilka naprawdę klawych ilustracji, świetne są obie rozkładówki przed i po właściwym komiksie. Rozmowa ze starszym panem w deszczu też super narysowana. Jednak oprócz kadrów czy stron bardzo dobrych jest sporo niedopracowanych, puszczonych. Tak jakby James odwalał to czego nie chciało mu się rysować jak najszybciej i przysiadał do tego na co miał pomysł. Bardzo nierówny, niekonsekwentny album.

Patrząc na możliwości warsztatowe jakie ma autor, fabularny zalążek, który mógł zostać pięknie rozwinięty, fajne wydawnictwo, aż żal, że nikt solidnie nie przepracował z Jamesem tego albumu. Mogło być dużo, dużo lepiej.

środa, 25 stycznia 2012
Bez końca - Lipczyński i Garwol

Tak, tak "Bez końca" duetu Roman Lipczyński (scenariusz) i Paweł Garwol (rysunki) właśnie się drukuje - jak poinformowało wydawnictwo Kultura Gniewu. Autorzy pochodzący z Województwa Śląskiego przygotowali wysmakowany graficznie album, który będzie łakomym kąskiem dla wszystkich miłośników komiksu ot co!

Można też (dzięki wydawcy) zapoznać się ze sporym fragmentem komiksu klikając w ilustrację poniżej:

Bez końca - Roman Lipczyński, Paweł Garwol

"Bez końca"kibicował też Ziniol.

A wstęp do albumu napisał Marceli Szpak.

Nie wiem jak Wy ale ja się nie mogę doczekać!

poniedziałek, 04 lipca 2011
Komiks wychodzi do mas...

Dupa

Cyknięte dziś w moim ulubionym warzywniaku...

niedziela, 15 maja 2011
Przeczytane w pociągu

Festiwal Komiksowa Warszawa dobiegł końca, wracając z niego pociągiem przeczytałem trzy bardzo dobre komiksy. Teraz pokrótce o każdym z nich. Serio - po kilka zdań, bo trochę padam na twarz.

Mój syn - Olivier Schrauwen

Bardzo zabawny, bardzo pojechany album, w którym autor poszałał ze stylistyką rysunku nawiązując do komiksów z pierwszego trzydziestolecia ubiegłego wieku. Otóż ojciec i syn zwiedzają to i owo co jest punktem wyjścia do masy przekomicznych przygód. Ta w zoo to moja ulubiona!

Cafe Budapeszt - Alfonso Zapico

Bardzo dobrze napisana opowieść dokumentująca losy rodziny żydowskiej, która po II Wojnie Światowej osiedliła się w Izraelu. Autor przedstawia początki tego państwa, nieudolną opiekę Anglików i późniejsze coraz bardziej przerażające wydarzenia przez pryzmat codzienności zwykłych ludzi orbitujących wokół tytułowej kawiarni. Ludzie, którzy przyjaźnią się ze sobą, prowadzą interesy czy po prostu pozostają w dobrych stosunkach z dnia na dzień muszą opowiedzieć się po którejś ze stron barykady. "Cafe Budapeszt" to kawał dobrej historii obfitującej zarówno w elementy straszne jak i wzruszające czy humorystyczne. Troszkę momentami rysunek nierówny ale całkowicie wynagradza to naprawdę bardzo dobra treść.

Wybryki Xinophixeroxa - Tony Sandoval

Kolejny komiks Tony'ego Sandovala opublikowany w Polsce, to tym razem horrorek ale taki z przymrużeniem oka. Spokojna wieś opanowana przez demony z piekła rodem, szaleństwo, zżeranie zwłok, wyrastające macki i błękitne fruwające meduzy. Przyjemna lektura, jak zwykle świetnie zilustrowana i opowiedziana. No i ja bardzo lubię jak Sandoval rysuje dziewczyny.

A tak poza tym to zakupiłem nieco zinków i albumików ale o nich kiedy indziej.

 

sobota, 19 marca 2011
Komiksy w Wyborczej i komiks na Śląsku

Czyli minirecenzja i wnioski z durnowatego flejmu.

Najpierw o piątkowym komiksowym dodatku do "Gazety Wyborczej", będącym jednym z elementów strategii starań o przyznanie Katowicom miana ESK 2016. Projekt nadzorował znany z "Ultramaryny" Marceli Szpak, zaś dyrektorem artystycznym został Maciej Pałka. Efekt pracy - przerobienie lokalnego dodatku na komiks; a właściwie artykułów i newsów (ogłoszenia i reklamy pozostały bez zmian). Świetny pomysł, przy okazji spora ekipa polskich komiksiarzy miała szansę dotrzeć do dużo większej niż na codzień publiczności (i pewnie przyzwoicie zarobić - co też w tym naszym komiksie jakoś specjalnie częste nie jest). Jednak, niestety, komiksowy dodatek nie powala. Jako czytelnika, mało który z komiksów fabularnie wywarł na mnie jakieś wielkie wrażenie. I to absolutnie nie jest wina komiksiarzy, po prostu z tych artykułów niewiele dało się wycisnąć. Tego typu teksty, które nie pobudzają (w normalnych wydaniach gazety) we mnie żadnych emocji, w wersji komiksowej też tych emocji nie wzbudziły. Na szczęście nie wszystkie. Absolutnym hitem jest komiks "42 dni" lub "Ucieczka pod ziemię" ze scenariuszem Karola Konwerskiego i rysunkami Mateusza Skutnika. Fenomenalnie poprowadzona historia, ze świetnie rozegraną puentą. Autorzy ponadto dają perfekcyjną lekcję 60 tysiącom potencjalnych czytelników jak pokazać upływ czasu za pomocą komiksu. Czapki z głów. Kolejnym świetnym komiksem jest przedstawienie odkrycia gatunku nietoperza skomiksowane przez Pawła Wojciechowicza. Lekko, dowcipnie, pomysłowo. Marek Turek bawi się wprowadzając na ulice Katowic hordy zombie, Marek Rudowski nieco w stylu "Komiksu W-wa" opowiada historię z "życia wziętą", zaś Unka Odya pokazuje wiecznie bolesny problem koni, które trafią do rzeźni. Maciej Pałka, Artur Chochowski, Leszek Wicherek i Wojciechowicz dorzucają po sprawnie narysowanych szorciakach, Michał Śledziński wizualizuje wywiad z szefem projektu ESK 2016, zaś za dział sportowy biorą się: Rafał Szłapa, Chochowski oraz Dominik Szcześniak w duecie z Maciejem Wodzem i kwartecie z Pałką, Tomaszem Kleszczem i kolorystą Biramem Ba. Jedynym moim zdaniem nieudanym komiksem jest historyczny "Z kosami na plebiscyt" narysowany przez Olgierda Ciszaka. Za gęsty, przeładowany tekstem, który gdy jest umieszczony na czarnym tle i zapisany na biało - niestety staje się mało czytelny.

Reasumując: śląski dodatek w formie komiksu to bardzo ciekawe i udane przedsięwzięcie, gdzie niestety w większości przypadków forma (w sensie poziomu) plastyczna góruje nad historiami. Bardzo dobrzy rysownicy narysowali nijakie historyjki - jasne, że prawdziwe itd. ale dla mnie jako "czytelnika komiksów" mało ciekawe. Niemniej jednak dwa kciuki w górę. Bardzo elegancko to wyszło.

 

Natomiast na blogu Marka Turka doszło do wymiany ciosów, która mnie nieco zmroziła. Mariusz Zawadzki i Turek dość ostro dyskutują czy na Śląsku jest ekipa, która mogłaby udźwignąć taki projekt jaki właśnie wykonała ekipa pod przewodnictwem Marcelego i Macieja, a która w przeważającej większości ze Śląska się nie wywodzi. I skłaniam się ku temu co pisze Marek. Tu nie ma zwartej skonsolidowanej ekipy. Tu jest grupka solistów, którzy się często wzajemnie nie znają. A skoro się osobiście nie znają to trudno żeby znali swoje możliwości, styl i szybkość pracy - a więc elementy niezbędne do wykonania szybko dużego projektu. Ja np. przypadkiem się dowiedziałem, że Chochowski jest z Katowic, a w moich rodzinnych Gliwicach zamieszkuje Grzegorz Pawlak. No to jak taka ekipa ma się zebrać i coś razem zrobić? Przecież to niemożliwe. Inną sprawą (i teraz zaczynam srać do własnego gniazda) jest to, że my - śląscy komiksiarze, tak naprawdę nie mamy się czym pochwalić. Jedynie Marek Turek ma "pozycję" w środowisku i jest de facto znany przez czytelników oprócz hardkorowych znawców komiksu, którzy czytują wszystkie ziny, antologie, blogaski i fora. Gabrysia Becla i Zbyszek Tomecki robią komiksy, które jednak pozostają poza obrębem zainteresowania stricte komiksowych czytelników a reszta (i tu bez obrazy moi mili bo to się też do mnie odnosi), nie ma w swoich dokonaniach nic na tyle dużego, żeby statystyczny czytelnik, który czasem sobie coś kupi w empiku miał szansę choćby kojarzyć nazwisko lub konkretny komiks. Czyli jesteśmy na marginesie. A według tego co jest napisane tu o, to koordynator projektu jest właśnie takim "statystycznym czytelnikiem", który skontaktował się z twórcami, których zna, a których prac nie musiał szukać po jakichś efemerycznych zinach. Więc nie ma co drzeć szat i narzekać, że nas olano i wykluczono, tylko spiąć dupska, spotkać się kilka razy, coś razem zrobić większego, a nawet (żart) proklamować śląską autonomię komiksową. A jak będziemy mieli jako ekipa zrealizowany jakiś duży projekt, to zleceniodawcy się znajdą.

 

piątek, 21 stycznia 2011
Osiedle Promieniste i Skład główny

Czyli dziś pokrótce o dwóch ostatnio przeczytanych komiksach.

"Osiedle Promieniste"

Osiedle Promieniste - Inio Asano

Inio Asano jest znany w naszym kraju głównie za sprawą rewelacyjnej obyczajowej dylogii "Solanin". Nie ukrywam, że komiks ten wywarł na mnie ogromne wrażenie i z entuzjazmem sięgnąłem po kolejne dzieło jego autora. I niestety odczuwam pewien niedosyt. "Osiedle Promieniste" jest oczywiście dobrym komiksem ale na pewno nie tak dobrym jak wcześniej opublikowany w naszym kraju tytuł. Niby wszystko gra; są niezłe, niebanalne pomysły, ciekawi bohaterowie, fabuły poszczególnych opowiastek są bardzo dobrze poprowadzone i elegancko się ze soba splatają, rysunkowo też komiks stoi na wysokim poziomie. Niestety brakuje tego "czegoś", swoistego zaskoczenia i jakiejś takiej szczerości obecnej w "Solaninie". Także przeczytałem z przyjemnością ale nie mogę powiedzieć, żebym miał po zakończeniu lektury uczucie, że obcowałem z dziełem wyjatkowym. Nota bene - o co chodzi z tymi samobójstwami na osiedlach w Japonii jako inspiracją dla komiksiarzy? Katsushiro Otomo też coś takiego miał przy "DOMU: A Child's Dream"...

"Skład główny"

Skład główny - Loisel i Tripp

A tu Jean-Louis Tripp do spółki z Regisem Loiselem opowiadają spokojną historię zabitej dechami dziury w Kanadzie. Ten obyczajowy komiks został niesamowicie wręcz wycmokany przez polskich recenzentów. Nie bardzo rozumiem dlaczego. Jasne, to naprawdę dobry komiks ale czy jest aż takim objawieniem? Eee, chyba nie bardzo. Małomiasteczkowy klimat, nowy osobnik wkraczający weń i niejako wywracający do góry nogami dotychczasowy porządek; rodzące się uczucia; ciekawe postacie ze swoimi dziwactwami (jak np. sympatyczny ksiądz będący pod obserwacją surowych "moheretanek") to taki w sumie dość popularny schemat. Podczas lektury miałem nieustanne skojarzenia z filmem "Czekolada" (jak widać nie tylko ja) i nieco rzadsze z serialem "Przystanek Alaska". Na pewno "Skład główny" jest komiksem pełnym uroku i ciepła, pokazującym codzienne życie malutkiej społeczności, bardzo sprawnie zrealizowanym i pięknie narysowanym, ale żeby aż tak się nim zachwycać? Bez przesady.

 

Na dzisiaj tyle. Jakoś mało komiksów czytam ostatnio...

poniedziałek, 10 stycznia 2011
Zapiski z życia nieudacznika

Dostałem w prezencie komiks "Hilarious Consequences", którego autorem jest mało znany Babak Ganjei, zamieszkały w Londynie muzyk i komiksiarz.  Ten liczący sto stron album wydał niezależny label muzyczny Records (x4) wzbogacając go o płytę z soundtrackiem, na którym jest trochę sympatycznego gitarowego plimplania również z udziałem kapeli Ganjei'ego Bardzo fajna inicjatywa i może hint dla rodzimych niezależnych wydawców?

 

Hilarious Consequences - Babak Ganjei

Ale do rzeczy, czyli o komiksie. "Hilarious Consequences" to autobiograficzny, składający się z wielu kilkustronicowych (każda strona to sześć kadrów) szorciaków, w miarę spójny albumik. Bohater komiksu - Babak - to ojciec i mąż ale kiepsko się sprawdza w roli głowy rodziny. Wciąż marzy o odniesieniu sukcesu na scenie, tyle, że czas mija, włosów na głowie ubywa, dzieciak rośnie, robota jakoś się w rękach nie pali a perspektywa występów paraliżuje. Generalnie sytuacja życiowa Babaka jest kiepska. Gość zresztą ma nieustanną depresję, jest mistrzem świata w użalaniu się nad sobą i ciągłym marudzeniu na wszystko. Chcąc jakoś zwalczyć beznadzieję swojej codzienności łapie dorywczą pracę w knajpie (scena rozmowy kwalifikacyjnej to jeden z lepszych momentów albumu), ale oczywiście nowy etat przysparza jeno kolejnych kompleksów i powodów do narzekania. I cały ten komiks to taki snuj, gdzie główny bohater nadaje na wszystko i jest wiecznie pokrzywdzony. Ale narracja płynie, Ganjei wplata w nią nieco humoru więc czyta się to naprawdę nieźle. Czasem można się uśmiechnąć, czasem westchnąć, czasem zadumać. Jak już fabuła wciągnie to nie przeszkadzają nawet rysunki...

Bo rysunki w tym albumie są koszmarne. Baaaardzo amatorskie, sprawiają wrażenie pośpiesznie smarowanych na kolanie. Nie wiem czy to stylizacja (być może - Ganjei powołuje się na pokrewieństwo stylistyczne z Jeffrey'em Brownem) czy faktyczny brak warsztatu i talentu ale praktycznie każdy element graficznej konstrukcji albumu kuleje Na pierwszy rzut oka "Hilarious Consequences" odrzuca i odstrasza. Ale jak się już zacznie czytać... To się da te bohomazy jakoś przełknąć.

Reasumując, komiks Ganjei'ego to ciekawy albumik w jakiś tam sposób będący "głosem pokoleniowym" współczesnych neurotycznych trzydziestolatków. Przyzwoicie wydany z fajnym dodatkiem w postaci płyty z muzyką. Na pewno jeśli będę miał okazję chętnie zapoznam się z następnymi komiksami autora "Hilarious Consequences" licząc jednocześnie na jakiś znaczący skok jakości rysunków.

wtorek, 21 grudnia 2010
HY! Uzumaki po naszemu!

Jak podaje Gildia ten świetny komiks Junji Ito wyjdzie w Polsce dzięki wydawnictwu JPF. Rewelacja!

600 stron za 60 zł! To się piękna cegiełka szykuje!

O komiksie pisałem już tukej.

Filmu nie widziałem ale najwyraźniej muszę się zapoznać! Ktoś z Was zna?

No to jeszcze ilustracja z "Uzumaki":

 

Uzumaki - Junji Ito

 

Ale się cieszę!

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
Zakładki:
Blogi
Fotoblogi
Galerie i inne miejsca z kulturą
Komiksy i nie tylko na facebooku
Komiksy internetowe
Link do wszystkiego (prawie) komiksowego PL
POLISH'D SILENCE
Serwisy/magazyny
Strony www
Wydawnictwa komiksowe
Tagi