komiks, książki, książki dla dzieci, muzyka i inne rzeczy
sobota, 08 czerwca 2013
Crowdfunding, kickstarter, polakpotrafi, przedsprzedaż, dotacje

Zasada jest prosta, ktoś coś chce zrobić komiksowego (jako że interesują mnie komiksy to 0 tego typu przedsięwzięciach zamierzam pisać*), ale nie ma na to środków. Prosi więc o wsparcie potencjalnych zainteresowanych efektem finalnym. Opcja idealna dla debiutantów. Obywatele pomożecie?

No kurwa niechętnie.

Bo zależy jak to jest przeprowadzane.

Jeśli tak jak w przypadku "Statku namiętności" godai'ego i au, to okej. Chłopaki trzasnęły webkomiks, chcą go wydać na papierze, w kolorze. Spoko, papier i kolor drogi więc robią przedsprzedaż. Płacisz z góry i potem dostajesz album. Jasne i klarowne, bez nachalnego namawiania na wpłacanie kasy. Dwoje autorów, którzy na tym nie zarabiają, ot taki ukłon w stronę fanów i czysta satysfakcja z możliwości zaistnienia komiksu w namacalnej formie.

Można tak jak w przypadku "Projektu Tequila". Zasady jasno określone. Wpłacasz którąś z możliwych kwot i w zamian dostajesz konkretne rzeczy. Autorzy przy okazji też dostaną honorarium więc wszystko w porządku. Ale...

Nie do końca mnie ta cała Tequila przekonuje. Abstrahując już od tego, że niespecjalnie wabią te rysunki, fakt, kto stoi za projektem i jak to wygląda niezbyt mi się podoba. Bo za projektem stoi wydawnictwo, które wydaje magazyn, zatrudnia jakąś tam ekipę, więc teoretycznie ma jakieś środki. Ale ok, mnie to razi, innych nie. Jestem dziwakiem - już dawno się z tym pogodziłem. Polubiłem profil projektu na Facebooku by śledzić jak to będzie wyglądało. I codziennie byłem kilkukrotnie bombardowany tym, że proszą, że mam zamawiać, że niczym nie ryzykuję, że Tequila needs me i do tego rysunki takie o:

Tequila - Grzeszkiewicz, Babis

Wyskakuj z kasy?

Odlajkowałem, nie wyskoczyłem z kasy. Nie lubię jak ktoś mnie tak cały czas atakuje. Tequila zebrała tyle ile chcieli (a nawet więcej), więc najwyraźniej tylko ja jestem jakiś nie tego i mnie taka forma zbierania środków odrzuciła.

Natomiast to co zrobił Sebastian Skrobol wzbudziło u mnie niesmak. Autor bardo utalentowany, strugający fajne komiksy (choć moim zdaniem wszystkie na jedno kopyto) dostał STYPENDIUM Sklepu Gildii na swój album (6 tysięcy złotych). Zaraz po tym otwiera taką oto stronę - sebastianneedsmoney.com.

I wali w łeb, że chce kasę na życie, żeby nie musiał sprzedawać duszy babilonowi trzaskając zlecenia, tylko żeby mógł robić swoje "niekomercyjne" komiksiki. Jak mu wszyscy dadzą przynajmniej dolca to się spełnią jego marzenia

Będziesz taki miły i dasz mi dolca (albo więcej)? Proszę?

BITCH PLEASE!

Sorry ale to jest jakieś życzeniowe myślenie na zasadzie, dajcie mi kasę bo jestem taki fajny. Co to dla was?

No kurwa koleś, chyba Cię pogrzało. Masz komfortową sytuację, dostałeś już kasę (nie są to jakieś kokosy ale też 6 patyków to nie w kij dmuchał) na robienie komiksu, wydawcę też będziesz miał, więc pewnie dostaniesz jeszcze za album honorarium. Stawiasz stronę gdzie walisz łzawymi komunałami o spełnianiu marzeń i złym babilonie. Nie mówisz tak jak inni, co za dotację dotujący dostanie (a o to w tym przecież chodzi). Zero konkretów, tylko jakieś mgliste beblanie Jasia, który by chciał sobie rysować komiksy. Godai i au dali konkret, chcecie komiks na papierze - kupcie w przedsprzedaży. Tequilowcy podobnie - masz cennik, wpłacasz tyle i tyle za to i tamto. 

A tu? Bez jaj.

Sebastian potrzebuje pieniędzy by spełnić swe marzenia.

Ja też potrzebuję i miliony ludzi na świecie podobnie. Więc chodzimy codziennie do roboty. Za zarobione pieniądze próbujemy spełniać jakiś ułamek swoich marzeń.

Zawsze marzyłem, żeby robić komiksy. Robię je więc po godzinach, bo to moje hobby. Tak jak większości twórców w tym kraju. Nie widziałem, żeby którykolwiek z dużo bardziej znanych (więc i pewnie łatwiej by takiemu przyszło zebranie kasy na kickstarterze) komiksiarzy prosił ludzi o pieniądze.

Zawsze marzyłem, żeby kupić sobie niewielką żaglówkę. Taką, żebym mógł sobie pośmigać w weekendy na pobliskim jeziorku. Kiedyś może uda mi się odłożyć i kupić używaną łódkę. W myśl podejścia Sebastiana powinienem postawić stronkę i prosić o dolca (co to dla was?) na spełnienie tego marzenia.

Śmieszne.

Już nie mówiąc o ludziach którzy potrzebują dolca dziennie by spełnić swoje marzenie jakim jest np. ciepły posiłek.

______

Wiem, że jest jakaś afera w Stanach, że aktor Zach Braff, który na sitcomach dorobił się nie małych pieniędzy teraz prosi o kasę na zrobienie nowego filmu. No a przecież nie powinien mieć problemów ze znalezieniem sponsorów, producentów whatever.

poniedziałek, 30 stycznia 2012
DIY, Smallpress.pl i polskie komiksy niezależne

Smallpress.pl

No właśnie, dzisiaj Ziniol rozpoczął kibicowanie większemu projektowi Łukasza Kowalczuka. Czyli niezależnemu wydawnictwu Smallpress.pl. Od razu zapowiedziano trzy interesujące tytuły. Super sprawa co nie? Wkrótce ruszy strona, więc będzie można na bieżąco śledzić doniesienie o postępach w pracach.

Przy okazji ziniolowo-smallpressowej rewelacji przyszła mi do głowy myśl. Być może zacierająca nieco pewne elementy idei DIY. Ale (poniekąd czuję się częścią polskiego komiksowego DIY więc będę mówił "my") co Wy na to aby się połączyć? Mamy kilka zinów, ludzi działających solo, niezależnych wydawców mniej lub bardziej aktywnych. Połączmy się. Nie chcę tłamsić niczyjej niezależności, ale chciałbym, żeby taki sojusz działał jako platforma wymiany hmm "uprzejmości". Ktoś nie radzi sobie np. ze składem, a ktoś inny jest w tym mistrzem, jedni świetnie czują się jako twórcy inni jako organizatorzy czy wydawcy - połączmy siły, współpracujmy. Jednocześnie musiałaby powstać wspólna strona internetowa, będąca katalogiem polskiego DIY, może co pewien czas anglojęzyczna antologia (łotewski "Kuś" właśnie dostał nagrodę w Angouleme - dlaczego polski projekt nie miałby czegoś takiego zdobyć?). Być może warte uwagi byłoby założenie stowarzyszenia - osobowość prawna ułatwiła by starania o granty i dofinansowania, które byłoby łatwiej uzyskać na projekty gdzie dużo ludzi poruszających się w różnorodnych stylistykach chce robić fajne rzeczy (nikt raczej nie da dotacji na pojedynczy albumik czy zina). Polskie mniej lub bardziej profesjonalne wydawnictwa nie udźwigną same tak szerokiego wachlarzu rodzimej twórczości. Mają ograniczone zasoby i moce przerobowe. My, którzy i tak coś tam robimy na własną rękę, możemy się stać nową siłą w polskim a może nawet europejskim komiksowie.

Być może to mrzonki, ale co o tym sądzicie?

Zakładki:
Blogi
Fotoblogi
Galerie i inne miejsca z kulturą
Komiksy i nie tylko na facebooku
Komiksy internetowe
Link do wszystkiego (prawie) komiksowego PL
POLISH'D SILENCE
Serwisy/magazyny
Strony www
Wydawnictwa komiksowe
Tagi