komiks, książki, książki dla dzieci, muzyka i inne rzeczy
piątek, 03 maja 2013
Profanum #1 i #2

Ekipa magazynu "Profanum" szykuje smakowitości na Festiwal Komiksowa Warszawa. Przede wszystkim, jako że pierwszy numer rozszedł się dość szybko, redakteurzy zdecydowali by zrobić dodruk, z nieco inną okładką. Więc fajnie, bo Ci, którzy nie zdążyli kupić, teraz mają szansę nadrobić - a wewnątrz bardzo dobre komiksy w tym m.in. moje i Mikołaja Ratki "Perpetuum Mobile". Nowa (stara) okładka poniżej...

Profanum - Okładka - Dodruk

Podlinkuję jeszcze kilka recenzji, których dotąd nie linkowałem:

  • Ziniol - chyba najmilsze słowa o moich komiksach jakie usłyszałem przez te iks lat
  • Przemek Pawełek
  • Tomasz Pstrągowski
  • Karol Konwerski

Pozostałe recenzje linkowałem już tutaj oraz tutaj.

Ale tymczasem WTEM! Bo drugi numer magazynu jest gotowy i będzie miał premierę na warszawskim festiwalu.

Miałem przyjemność zajrzeć już do środka (zwolennicy teorii spisku i anonimy pultające się na rzekome sitwy i TWA - macie wodę na młyn) i kurde, jest dobrze. Bardzo dobrze nawet, ale w sumie co się dziwić? W składzie numeru takie osobistości jak Grzegorz Janusz, Tomasz Kontny, Rafał Kołsut, Marek Lachowicz, Rafał Szłapa, Krzysztof Małecki, Janusz Wyrzykowski, Tomasz Grządziela, Piotr Michalczyk... czyli ekstraklasa.

No i ja.

Robaczywe jabłka - Profanum #2 - Daniel Gizicki, Krzysztof Małecki

Zrobiliśmy do tego numeru z Krzyśkiem "Robaczywe jabłka" (kadr powyżej) - 26 stron, społecznie zaangażowanego komiksu. Krzysiek wymiata - co tu dużo gadać!

Ale inne historie, też kopią tyłki. Serio.

Więc szukajcie albumu w formacie A5 z taką okładką:

Profanum #2 - Janusz Wyrzykowski

Nie zawiedziecie się!

Warto też śledzić fanpage magazynu na facebooku.

środa, 24 kwietnia 2013
FEST antologia komiksów z Województwa Śląskiego

No właśnie, projekt, nad którym sporo się napracowaliśmy wreszcie się ukaże. Przedpremiera 17 maja w Katowicach oczywiście w Rondzie Sztuki. Premiera podczas Festiwalu Komiksowa Warszawa 18 maja na Stadionie Narodowym w Warszawie.

FEST antologia komiksów z Województwa Śląskiego

Klik w okładkę po więcej info.

Można też poczytać o antologii na stronie jednego z naszych patronów - Dziennik Zachodni.

-----------------------

A pamiętacie grę "The Fog Fall 4" do której napisałem scenariusz? Zagrało w nią już ponad milion osób!

 

niedziela, 14 kwietnia 2013
Opowieści z najdalszych przedmieść - Shaun Tan

Właściwie najlepsza recenzja tej książki zawiera się w jednym słowie i brzmi "WOW!".

Opowieści z najdalszych przedmieść - Shaun Tan - wyd. Kultura Gniewu

Ale jednak co nieco napiszę. To nie jest książka dla dzieci. To znaczy może być, dla tych takich trochę starszych.

Publikacja składa się z kilkunastu metaforycznych opowiadań o niesamowitym dusznym, pełnym zadumy i momentami przerażającym nastroju. Niektóre są pogodne, inne smutne, jeszcze inne dotykają bardzo poważnych problemów. Największe wrażenie zrobiły na mnie chyba "Patyczaki". 

Wiadomo, ile lektur tyle interpretacji, ja tę opowieść odczytałem jako odniesienie do sytuacji rdzennych mieszkańców Australii. Nadinterpretuję? Być może.

Tak czy inaczej każda z zawartych w książce historii jest warta lektury i chwili zastanowienia. Autor dodatkowo potęguje nastrój pięknymi ilustracjami. Już po wydanym kilka lat temu "Przybyszu" wiedziałem, że Tan to ekstraklasa światowa. Mistrz obrazkowej narracji i rewelacyjny rysownik. W "Opowieściach z najdalszych przedmieść" pokazuje, swą niesamowitą biegłość w wielu technikach. To jest tak uniwersalny a jednocześnie fenomenalny twórca, że szczęka opada. Książka jest nie tylko zbiorem pięknym opowiadań ale i genialnych w swej różnorodności ilustracji. Można ją przeglądać w nieskończoność.

To jedna z najlepszych książek jakie czytałem w ostatnim czasie.

WOW!

Dzieła Shauna Tana można kupić np. tu - w Księgarni Tracz.

czwartek, 14 marca 2013
PR po polsku

Gdy to dziś zobaczyłem, miałem nadzieję, że na Śląsku czas płynie wolniej i w Łodzi mają już prima aprilis. I że to tylko głupi żart. Niestety...

Na początek obrazek, postanowiłem go trochę ulepszyć:

konkurs przy MFKiG? Wolne żarty!

Od zarania dziejów przy odbywającym się co roku w Łodzi Festiwalu Komiksów odbywa się konkurs na krótką formę komiksową. Co roku spływa nań ponad 100 prac autorstwa profesjonalistów i amatorów, z kraju i z zagranicy. Wśród laureatów są nazwiska tuzów polskiego komiksu. Jacek Frąś, Grzegorz Janusz, Krzysztof Gawronkiewicz, Paweł Zych, Rafał Szłapa... zresztą przejrzyjcie sobie sami, na każdym serwisie komiksowym czy na stronie festiwalu można się zapoznać z listą nazwisk autorów uhonorowanych nagrodami.

Tak, brałem w tym konkursie udział nie raz. Raz moja praca narysowana przez Marka Lachowicza została nagrodzona. Poczytuję to jako zaszczyt.

To w tym konkursie debiutowała masa twórców. Ten konkurs był impulsem do robienia komiksów. Ten konkurs, choć to w sumie tylko konkurs na krótki komiks, był najbardziej prestiżowym konkursem w Polsce. Nie trzeba było się naginać do kuriozalnych tematów, spełniać dziwacznych wymogów organizatorów. Liczyło się tylko to jaki jest pomysł i jakie wykonanie.

Ten konkurs to tradycja. Ważny punkt w komiksowym kalendarzu. Zwróćcie uwagę, że często twórcy, którzy porzucili robienie komiksów na rzecz zarabiania kasy, raz w roku się spinali i robili coś na ten konkurs.

Włodarze MFKiG dziś ogłosili kolejną edycję konkursu. Tylko, że ma ona narzucony temat. "Prawdy i mity o obrocie bezgotówkowym". Gruba kasa do zgarnięcia bo sponsorem jest NBP.

 

Jak poinformował ktoś z organizatorów festiwalu na Facebooku, będzie to jedyny konkurs w tym roku.

 

Pojawiały się głosy (sam tak mówiłem), że dotychczasowe nagrody w konkursie były za małe - w stosunku do jego prestiżu. Nigdy jednak przez myśl mi nie przeszło, że w celu powiększenia kwot przyznawanych laureatom można PRZEHANDLOWAĆ ideę, tradycję i znaczenie konkursu na komiksowej mapie Polski.

 

Ja w takim konkursie udziału brać nie zamierzam.

Jak większość twórców komiksu w tym kraju, wykonuję zlecenia. Robię komiksy promujące coś tam. Często mam niesmak, że naginam się do jakichś dziwnych wyznaczników by zadowolić zleceniodawców. Ale robię to dla pieniędzy - to praca.

Nie chcę brać udziału w konkursie, który ograniczy moją wolność twórczą w celu wykonania reklamy czemuś tam.

Liczę, że organizatorzy MFKiG pójdą po rozum do głowy i wrócą z rozwiązaniem. Niech sobie będzie konkurs na reklamę a obok niech będzie normalny konkurs jak Pan Bóg przykazał.

A jeśli nie, to liczę, że inny festiwal przejmie konkurs i podtrzyma jedną z zacniejszych tradycji polskiego komiksowa.

Naprawdę niepojętym posunięciem byłoby zaprzepaszczenie tak świetnej inicjatywy.

 

 

 

p.s. Chcielibyście kupić antologię komiksów o prawdach i mitach w obrocie bezgotówkowym?  

niedziela, 10 marca 2013
Na własne ryzyko

To bardzo przyjemny film. Ciepły, pogodny o zakręconych ludziach, obyczajowy z elementami SF. Bardzo mnie urzekł, więc jeśli nie macie pomysłu na niedzielne popołudnie to warto obejrzeć.



niedziela, 10 lutego 2013
Możliwości!

Dinopopolous - Nick Edwards

Dziś będzie krótko bo w sumie czasu nie mam za bardzo. Trzeci albumik z imprintu Chalk Marks wydawnictwa Blank Slate Books, który przywiozłem z Londynu zrobił na mnie największe wrażenie. "Dinopopolous" Nicka Edwardsa, to prosta, humorystyczna historia o chłopcu Nigelu i dinozaurze Brianie, którzy w klimatach sf rozwiązują różne zagadki. Gdy trzeba odnaleźć skarb znajdujący się na końcu najeżonego pułapkami labiryntu to najlepiej sprawdzą się właśnie główni bohaterowie. Fabuła jest dość prosta, przewidywalna, choć ma swój urok i czyta się to bardzo przyjemnie. Jednak przede wszystkim ta historia jest pretekstem, do całej masy rewelacyjnej grafiki. Patrząc na okładkę pewnie pomyślicie "co on znowu za brednie wypisuje? Przecież to jakiś niczym nie wyróżniający się cartoon!" nic bardziej mylnego. Owszem Edwards porusza się w takiej stylistyce ale to co wyprawia na planszach... Kochani, facet jest po prostu niesamowity. Jest tu sekwencja, gdzie wszystko zagrało perfekcyjnie - kadrowanie, oddalenia, zbliżenia, detale, ruch "kamery", zaburzenie liniowej konstrukcji narracji. Na dwóch ułożonych koło siebie planszach Edwards wypróbował tyle możliwości, jakie daje komiks (i nie wysypał się na żadnej z nich), że szczęka mi opadła. Dwie plansze, na których można się zatrzymać na dobre pół godziny tylko by ogarniać masę dobra jaka się tam znalazła. R-E-W-E-L-A-C-J-A!

Serio, jeśli tylko będziecie mieli okazję kupcie tan album. Jest fenomenalny.

czwartek, 07 lutego 2013
Gilles McCabe

Co nieco przerobiony.

Basia Okrasa mistrzem świata!

Gilles McCabe - scenariusz Daniel Gizicki, rysunki Barbara Okrasa

Główni bohaterowie - Gilles McCabe (w kapeluszu) i Jack O'leary (z moleskinem).

Gilles McCabe - scenariusz Daniel Gizicki, rysunki Barbara Okrasa 1a

Strona 9.

Gilles McCabe - scenariusz Daniel Gizicki, rysunki Barbara Okrasa 1

Strona 10.

Jak Wam się podoba?

 

poniedziałek, 04 lutego 2013
Ktoś mu powinien dać po łapach

Ktoś z wydawnictwa. "A Long Day of Mr. James Teacher" Harveya Jamesa to przykład komiksu, którego najwyraźniej nie pocięły redaktorskie nożyce. A powinny. I to mocno.

A Long Day of Mr. James Teacher - Harvey James

Ten komiks to wprawka, storyboard, który mógłby być punktem wyjścia do naprawdę dobrej opowieści. Tylko ktoś niesamowicie autora skrzywdził i nie powiedział mu "weź to odłóż na pół roku i może przyjdzie Ci do głowy co tam można włożyć, żeby było lepiej, a można dużo" albo wskazać mu palcem gdzie wrąbał się na mieliznę.

Bo ten komiks to taki rejs od mielizny do mielizny.

Ja rozumiem, komiks obyczajowy, autobiograficzny. Autor przeżył coś ciekawego i chce o tym opowiedzieć. Super. Tylko, bez sensu jest robić ten typ komiksu na zasadzie "było tak i tak". Warto opisać swoje emocje, zwerbalizować refleksje, wyciągnąć wnioski z przedstawionych wydarzeń. Złapać do nich dystans i ocenić na chłodno.

Komiks Jamesa sprawia wrażenie jakby był zrobiony dzień po wydarzeniach. Bo nie ma w nim niczego o czym napisałem powyżej.

Zero.

Nul.

Jest tylko nijaka opowieść o kolesiu, który pojechał z Kanady do Korei uczyć dzieciaki z podstawówki angielskiego. I opisuje jeden dzień swej pracy. Wstaje rano, ma zaległości w konspektach lekcji a że traktuje tę robotę serio, to się denerwuje i nie potrafi być tak wyluzowany jak inni nauczyciele z importu. Spóźnia się na autobus. Ponadto ma wrednego przełożonego i trzęsie tyłkiem czy dzieciaki go lubią. Jak wraca do domu to pada i wtedy spotyka znajomego starszego pana. Przychodzi do domu, próbuje rysować komiks i idzie spać. Jeszcze są informacje ile kosztują w lokalnej walucie różne rzeczy. Tyle. Ot i cała historia.

Nic z niej nie wynika. I zajmuje 24 strony. 24 strony pieprzenia o niczym. Nie wiadomo po jaką cholerę.

James jest dużo lepszym rysownikiem niż scenarzystą. Jest tu kilka naprawdę klawych ilustracji, świetne są obie rozkładówki przed i po właściwym komiksie. Rozmowa ze starszym panem w deszczu też super narysowana. Jednak oprócz kadrów czy stron bardzo dobrych jest sporo niedopracowanych, puszczonych. Tak jakby James odwalał to czego nie chciało mu się rysować jak najszybciej i przysiadał do tego na co miał pomysł. Bardzo nierówny, niekonsekwentny album.

Patrząc na możliwości warsztatowe jakie ma autor, fabularny zalążek, który mógł zostać pięknie rozwinięty, fajne wydawnictwo, aż żal, że nikt solidnie nie przepracował z Jamesem tego albumu. Mogło być dużo, dużo lepiej.

niedziela, 03 lutego 2013
Dekada

Katastrofa 8 - okładka by Krysztof Kałuszka

Tak jakoś się złożyło, że w okolicach maja stuknie mi dziesięciolecie pisania scenariuszy. W maju 2003 zadebiutowałem w ósmym, cyberpunkowym numerze fanzinu "Katastrofa" redagowanym przez Mariusza Zawadzkiego. Kilkuplanszowy komiks "Nikt nam kurwa nie podskoczy" został narysowany również przez debiutanta - Piotra "Dismasa" Zdanowicza. Marcin Herman napisał o tym w "Esensji", że fabuła prowadzi donikąd. Trudno się nie zgodzić.

Heh, stare dzieje.

Tak czy inaczej 10 lat pisania scenariuszy.

Uparty jestem.

 

 

 

______________

Turu - zrobisz mi wystawę?

 

środa, 30 stycznia 2013
The Survivalist - Box Brown - komiksie obyczajowy - na drzewo!!

W sumie dawno nie pisałem jakoś tak szerzej o żadnym komiksie. Generalnie jest tak, że ostatnio bardzo mało komiksów czytam. Niewiele kupuję, później z tego czytam jakieś 20%. Nie wiem dlaczego. Cały czas czytam książki, oglądam filmy czy seriale, a komiksów jakoś mi się nie chce. Serio, jak mam coś przeczytać wolę sięgnąć po książkę. Ale może to chwilowe.

The Survivalist - Box Brown

W każdym razie wczoraj wieczorem przeczytałem jeden z komiksów, które ostatnio przywiozłem z Londynu. "The Survivalist" to album autorstwa amerykańskiego autora Boxa Browna. Został opublikowany przez brytyjskie wydawnictwo Blank Slate Books w imprincie Chalk Marks. O czym jest ten komiks możecie sobie przeczytać na stronie wydawcy - nie za bardzo chcę mi się to streszczać. Generalnie to miks komiksu obyczajowego z postapo. Dużo więcej jest obyczaju. Czytając miałem wrażenie, że obcuję z metakomiksem, który ma bardzo swoistą wymowę. Wymowę, której nie popieram, z którą się nie zgadzam, a którą (mam wrażenie dość bezmyślnie) powtarza wielu tu i ówdzie, także w Polsce.

Że trzeba robić komiksy obyczajowe. Opowiadające o realnych przeżyciach, uczuciach, otaczającej rzeczywistości, bo inaczej nikt spoza grajdołu po to nie sięgnie and that kind of crap.

Bo jak się okazuje, komiks obyczajowy to taki komiks, po który sięgną te wszystkie super fajne osoby co to nie czytają komiksów na co dzień. A jakaś tam fantastyka, superbohatery czy inne kryminały to tylko dla geeków. Chcesz panie, robić komiksy dla ludzi, rób obyczajówy! O dorastaniu, zawodach miłosnych, ciężkich chorobach, myciu zębów. Tylko to musi być w określony sposób zrobione - żadnej fantastyki, żadnych statków kosmicznych, żadnego tego typu gówna.

"Komiksy nie mogą być komiksowe! Niekomiksowi znajomi po to nie sięgną! Komiksowe komiksy nigdy nie wyjdą z getta!" krzyczy Sebastian Frąckiewicz, w tekście o "Profanum" na swoim blogu.

Podobne zdanie wypowiada bohaterka komiksu Browna - Fatima, do głównej postaci, Noaha, który jest domorosłym rysownikiem komiksów. Się chłopaczyna nasiedział przy swoim pierwszym albumie i pokazuje go jej z wypiekami na twarzy. A dziewczyna na to: "Na chuj w tym komiksie zombie? Kogo to obchodzi? Dawaj jakieś historie prawdziwe! O rzeczywistości jaka nas otacza!"

A niby dlaczego?

Poniekąd zgadzam się z tym o czym mówi Jakub Ćwiek, w wywiadzie dla Kolorowych Zeszytów. Najbliższym środowiskiem dla polskiego komiksowa jest środowisko miłośników fantastyki. Nie artworld jak chce Frąckiewicz, to tu jest te mityczne "wyjście z getta". Czytelnicy fantastyki są z komiksem oswojeni, to są naturalni odbiorcy historyjek obrazkowych. Ich nie trzeba edukować od zera i burzyć murów uprzedzeń.

Nie mówię, że nagle wszyscy mają zacząć robić fantastykę. Nie mówię, że taki czy inny typ komiksu jest lepszy czy gorszy. Mówię, że uważam za durnotę wygadywanie, że wszyscy powinni robić komiksy obyczajowe bo inne skazane są na gnicie w getcie.

Niech se każdy robi takie komiksy jakie chce. W historię stricte SF można wpleść masę obyczajowych, filozoficznych, reporterskich czy JAKICHKOLWIEK innych obserwacji, które wcale nie będą gorsze od tych serwowanych przez twórców obyczajówek.

Survivalist 1

Nie jest ważna przynależność gatunkowa. Każdy komiks mniej lub bardziej opowiada o ludziach i o rzeczywistości, choć oczywiście przefiltrowanej przez sztafaże, dekoracje itd.

Jak już wywołałem fantastykę to niech będzie - posłużmy się przykładem.

"Piknik na skraju drogi" Strugackich. O czym jest ta książka?

Czy to jest książka o szalonych przygodach stalkerów w strefie czy może jest ponurym obrazem ludzkiej cywilizacji i miotających się w niej jednostek? Przecież to zależy od tego jak to się odczyta.

Czy jak w historii jest zombie, mutant albo statek kosmiczny to ta już nie może opowiadać o tych samych sprawach, za które tak bardzo chwalone są obyczajówy?

Weźmy takie "Scalped" albo "Strażników" na przykład. Odrzućmy na chwilę sensacyjną intrygę i przyjrzyjmy się co autorzy mówią o rzeczywistym świecie, uczuciach, relacjach międzyludzkich. Serio te komiksy są mniej wartościowe i godne polecenia niż dzieła Craiga Thompsona czy innego Setha? Ale nie! Fuj! Za bardzo komiksowe! Niekomiksowi znajomi nie sięgną!

No to niech nie sięgają.

Jeśli ktoś chce przeczytać dobry komiks ale twierdzi, że jak bohaterem jest superbohater, albo agent FBI to on nie czyta (nawet jak mu to proponuje znajomy, który się przecież na komiksie zna i raczej byle gówna nie poleci), to oznacza tylko i wyłącznie, że ma klapy na oczach. On musi mieć obyczaj inaczej nie sięgnie. Dostrzegacie absurd?

Wszyscy się zgadzają, że "Wiedźmin" jest zajebisty, a Dukaj wymiata, i nikomu jakoś nie przeszkadza, że to fantastyka. Ale jak komiks nie opowiada o otaczającej rzeczywistości, własnych przeżyciach to od razu źle i za bardzo komiksowe.

To tak jakby mówić, że należy pisać tylko literaturę faktu albo kręcić kino moralnego niepokoju. Albo robić tylko obyczajowe komiksy.

Bo się nie zdobędzie zainteresowania tych niekomiksowych znajomych. Niekomiksowych czyli tych, których nie interesują komiksy. Nie zdobędzie się zainteresowania tych, których to i tak nie interesuje. Przecież to jest bez sensu.

Tak więc postulatom: róbcie obyczajówy bo te komiksy co robicie są za bardzo komiksowe i nie wyjdziecie z getta (na kanapę w TVNie) blablabla...

mówię:

PRYT!

 

 

A tak w ogóle "The Survivalist" to bardzo udany komiks.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39
Zakładki:
Blogi
Fotoblogi
Galerie i inne miejsca z kulturą
Komiksy i nie tylko na facebooku
Komiksy internetowe
Link do wszystkiego (prawie) komiksowego PL
POLISH'D SILENCE
Serwisy/magazyny
Strony www
Wydawnictwa komiksowe
Tagi