komiks, książki, książki dla dzieci, muzyka i inne rzeczy
czwartek, 15 sierpnia 2013
Okładka Postapo

No to oficjalnie prezentuję okładkę naszego albumu

Postapo: Nienormalna normalność - scenariusz: Daniel Gizicki, rysunki: Krzysztof Małecki

Na fantastyczny projekt Krzyśka, fenomenalne kolory położył Tomasz Grządziela a o wystrzałowe typo zadbał Robert Sienicki. Komiks wyda wydawnictwo Dolna Półka.

Ja tam się nie mogę doczekać.

 

niedziela, 11 sierpnia 2013
Postapo, Robaczywe jabłka i inne rzeczy

Dziś trochę o moich komiksach.

Ziniol kibicuje Postapo!

Postapo - scenariusz Daniel Gizicki, rysunki Krzysztof Małecki

Oto projekt okładki. Komiks jest na ukończeniu. Ukaże się najprawdopodobniej na MFKiG'13 dzięki wydawnictwu Dolna Półka. Komiks raczej będzie czarno-biały. Plansze w kolorze pokazujemy tylko w sieci.

Ale to nie jedyne co z Krzyśkiem zrobiliśmy. Nasz wspólny komiks "Robaczywe jabłka", który został zamieszczony w drugim numerze magazynu "Profanum" zbiera dość mieszane recenzje. Jednym bardzo się podoba dla innych to jakieś nieporozumienie.

Co mnie bardzo cieszy.

No to linki do recenzji:

Motyw Drogi - Konrad Hildebrand

Komiksomania - Tomasz Pstrągowski

Gildia - Mirosław Skrzydło

Demland - Jakub Dębski

Półka z Kulturą - Jaroslaw_D (w tym tekście w ogóle skupiono się tylko na naszym komiksie)

Outline - Sebastian Frąckiewicz

BTW - na fanpage'u "Profanum" można już zobaczyć okładkę nowego komiksu do 3 numeru, nad którym pracujemy z Mikołajem Ratką. Komiks ma tytuł "Dzieci swoich rodziców" - fajny, nie?

"FESTA" też recenzują - w Kazecie.

A "Gilles McCabe" też na finiszu.

Dobra, na dzisiaj chyba tyle.

środa, 24 lipca 2013
Gilles McCabe w Rondzie Sztuki

Może niektórzy z Was wiedzą, że pierwszy album komiksu "Gilles McCabe" był jednocześnie pracą dyplomową Basi Okrasy obronioną z wyróżnieniem na łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych. Basia tak dała czadu, że uczelnia zdecydowała się zgłosić komiks do konkursu Design28 - czyli do 28 najlepszych dyplomów z siedmiu uczelni artystycznych z Polski. Dziś w katowickim Rondzie Sztuki odbył się wernisaż i wręczenie nagród. Gilles i Jack, choć tracą zdrowie by ganiać złoczyńców po Londynie nie znaleźli uznania w oczach jury... hehe. Nagrody zdobyły inne prace - w tym designerski rower miejski, który mi się osobiście bardzo spodobał (pełne wyniki można znaleźć TU). Ale to nie koniec zmagań! Do końca sierpnia (czyli do końca trwania wystawy) można głosować lajkami na facebooku - a jedna z prac dostanie nagrodę publiczności (jaka to będzie nagroda - nie wiadomo).

Więc jeśli chcecie klikajcie tu jest bezpośredni link do lubienia akurat komiksu "Gilles McCabe"

Gillesa można ponadto oglądać (i pomacać) w Rondzie Sztuki.

Poniżej kilka fotek:

1

2

3

4

5

6

czwartek, 27 czerwca 2013
DIY - "Kamień przeznaczenia" Tomy 2-3 - Kleszcz - Akcja "Piszmy o polskich komiksach" #7

Tak jak pierwszy tom "Kamienia przeznaczenia" Tomasza Kleszcza mnie zainteresował tak dwa następne tomy już nie są tak wciągające. Niestety.

Od razu zaznaczam, że moje opinie są czysto subiektywne, wynikają z moich upodobań i jakiejś tam wizji komiksu i sposobu opowiadania jaki preferuję. Dlatego proszę o dystans do tych wpisów, bo choć czasem będą surowe, to nie mam na celu nikogo obrażać.

Kamień Przeznaczenia T.2 - scenariusz i rysunki Tomasz Kleszcz

Darzę ogromnym szacunkiem Tomasza Kleszcza. To autor, który nie ogląda się na nic i nikogo tylko zapieprza nad swoimi komiksami. Jednocześnie czytając jego wypowiedzi, trudno nie czuć do gościa sympatii, wszak to facet skromny, pełen pokory i świadomy niedoskonałości swojego warsztatu. Facet, który ma w sobie nieskończone pokłady pasji. Kleszcz nie narzeka na wszystko (no dobra, zdarza mu się wylewanie gorzkich żali) jak niektórzy krzykacze co zrobili dwie plansze i domagają się pokłonów, tylko siedzi i robi. Szlifuje, poprawia, pracuje.

Tylko, że jakoś wielkiego progresu nie widać. Kleszcz jest dobry w tym co mu zawsze najlepiej wychodziło - w dynamicznych scenach (zwłaszcza samochodowych pościgów), nieźle wychodzi mu architektura, tła. Warto docenić dbałość o szczegóły dekoracji. Ale wizerunki postaci - czyli to co najważniejsze wciąż nie są zbyt udane. Zdarzają się co prawda wyjątki*, kadry perełki, ale generalnie to bohaterowie rysownikowi nie wychodzą. Mężczyźni, zwłaszcza ci przypakowani, cierpią na "syndrom goryla" czyli przerost przedramion i dłoni, tu i tam zachwiane są proporcje, często ludzie przedstawiani są w dziwacznych pozach, które tylko podkreślają  braki warsztatowe. 

Tak jak wcześniej przymykałem na to oko dając kredyt zaufania Kleszczowi jako rysownikowi na poczet fabuły, tak tym razem już tego nie będę robić. Historia odjeżdża w jakąś dziwną stronę, która mnie ani trochę nie rajcuje, narracja jest coraz mniej ciekawie poprowadzona - rympucympu od bijatyki do pościgu. Dialogi chrzęszczą - być może wyjściem byłoby podsunięcie ich do wygładzenia jakiemuś doświadczonemu scenarzyście?

Kamień Przeznaczenia T.3 - scenariusz i rysunki Tomasz Kleszcz

Generalnie wielki szacunek za ambitne pociągnięcie dużego projektu. Na pewno autor się przy okazji jego realizacji sporo nauczył. Myślę jednak, że Kleszczowi najlepiej zrobiłaby współpraca z drobiazgowym i czepialskim scenarzystą lub tandemem scenarzysta-redaktor, którzy po prostu wnikliwie będą z rysownikiem analizować kolejne narysowane strony. Nie na zasadzie "ale fajnie narysowałeś moją historię" ale "ten kadr ok, tamten do poprawy dlatego i dlatego. Dasz radę! Możesz wycisnąć z tego więcej!".

Bo takie mam ogólne wrażenie. Kleszcz mógł z tego wycisnąć (dużo) więcej.

______________________

* ale i dziwne kadry, zupełnie nie w stylu autora a w stylu np. Franka Millera czy Johna Romity Jr. - tom 2 strona 39 - mały kadr ze zbliżeniem profilu - bardzo delikatna szkicowa kreska, nieco inna od tego co na ogół rysuje Kleszcz

niedziela, 23 czerwca 2013
Komiksy a chemia

chemiczne komiksy - Daniel Gizicki, Anna Miśkiewicz

Jakiś czas temu dostałem zlecenie, żeby wykonać komiksy promujące studiowanie na Wydziale Chemicznym Politechniki Łódzkiej. Z zaproponowanych przeze mnie rysowników, zleceniodawcy wybrali Annę Miśkiewicz. Powstało pięć plansz komiksu. Jednoplanszówka i składająca się z czterech plansz historyjka o superbohaterze wykorzystującym chemię do walki ze zbrodnią. Fajne zlecenie, mieliśmy dużo swobody więc się pobawiłem historyjkami (każde zlecenie mogłoby tak przebiegać jak to).

Plansze można zobaczyć tu (jeszcze nie wszystkie ale są sukcesywnie publikowane)

czwartek, 13 czerwca 2013
Ale kadr!

To jeden z moich ulubionych kadrów z powstającego właśnie komiksu "Gilles McCabe"

Gilles McCabe - scen. Daniel Gizicki, rys. Barbara Okrasa

Rysuje oczywiście Basia Okrasa.

sobota, 08 czerwca 2013
Crowdfunding, kickstarter, polakpotrafi, przedsprzedaż, dotacje

Zasada jest prosta, ktoś coś chce zrobić komiksowego (jako że interesują mnie komiksy to 0 tego typu przedsięwzięciach zamierzam pisać*), ale nie ma na to środków. Prosi więc o wsparcie potencjalnych zainteresowanych efektem finalnym. Opcja idealna dla debiutantów. Obywatele pomożecie?

No kurwa niechętnie.

Bo zależy jak to jest przeprowadzane.

Jeśli tak jak w przypadku "Statku namiętności" godai'ego i au, to okej. Chłopaki trzasnęły webkomiks, chcą go wydać na papierze, w kolorze. Spoko, papier i kolor drogi więc robią przedsprzedaż. Płacisz z góry i potem dostajesz album. Jasne i klarowne, bez nachalnego namawiania na wpłacanie kasy. Dwoje autorów, którzy na tym nie zarabiają, ot taki ukłon w stronę fanów i czysta satysfakcja z możliwości zaistnienia komiksu w namacalnej formie.

Można tak jak w przypadku "Projektu Tequila". Zasady jasno określone. Wpłacasz którąś z możliwych kwot i w zamian dostajesz konkretne rzeczy. Autorzy przy okazji też dostaną honorarium więc wszystko w porządku. Ale...

Nie do końca mnie ta cała Tequila przekonuje. Abstrahując już od tego, że niespecjalnie wabią te rysunki, fakt, kto stoi za projektem i jak to wygląda niezbyt mi się podoba. Bo za projektem stoi wydawnictwo, które wydaje magazyn, zatrudnia jakąś tam ekipę, więc teoretycznie ma jakieś środki. Ale ok, mnie to razi, innych nie. Jestem dziwakiem - już dawno się z tym pogodziłem. Polubiłem profil projektu na Facebooku by śledzić jak to będzie wyglądało. I codziennie byłem kilkukrotnie bombardowany tym, że proszą, że mam zamawiać, że niczym nie ryzykuję, że Tequila needs me i do tego rysunki takie o:

Tequila - Grzeszkiewicz, Babis

Wyskakuj z kasy?

Odlajkowałem, nie wyskoczyłem z kasy. Nie lubię jak ktoś mnie tak cały czas atakuje. Tequila zebrała tyle ile chcieli (a nawet więcej), więc najwyraźniej tylko ja jestem jakiś nie tego i mnie taka forma zbierania środków odrzuciła.

Natomiast to co zrobił Sebastian Skrobol wzbudziło u mnie niesmak. Autor bardo utalentowany, strugający fajne komiksy (choć moim zdaniem wszystkie na jedno kopyto) dostał STYPENDIUM Sklepu Gildii na swój album (6 tysięcy złotych). Zaraz po tym otwiera taką oto stronę - sebastianneedsmoney.com.

I wali w łeb, że chce kasę na życie, żeby nie musiał sprzedawać duszy babilonowi trzaskając zlecenia, tylko żeby mógł robić swoje "niekomercyjne" komiksiki. Jak mu wszyscy dadzą przynajmniej dolca to się spełnią jego marzenia

Będziesz taki miły i dasz mi dolca (albo więcej)? Proszę?

BITCH PLEASE!

Sorry ale to jest jakieś życzeniowe myślenie na zasadzie, dajcie mi kasę bo jestem taki fajny. Co to dla was?

No kurwa koleś, chyba Cię pogrzało. Masz komfortową sytuację, dostałeś już kasę (nie są to jakieś kokosy ale też 6 patyków to nie w kij dmuchał) na robienie komiksu, wydawcę też będziesz miał, więc pewnie dostaniesz jeszcze za album honorarium. Stawiasz stronę gdzie walisz łzawymi komunałami o spełnianiu marzeń i złym babilonie. Nie mówisz tak jak inni, co za dotację dotujący dostanie (a o to w tym przecież chodzi). Zero konkretów, tylko jakieś mgliste beblanie Jasia, który by chciał sobie rysować komiksy. Godai i au dali konkret, chcecie komiks na papierze - kupcie w przedsprzedaży. Tequilowcy podobnie - masz cennik, wpłacasz tyle i tyle za to i tamto. 

A tu? Bez jaj.

Sebastian potrzebuje pieniędzy by spełnić swe marzenia.

Ja też potrzebuję i miliony ludzi na świecie podobnie. Więc chodzimy codziennie do roboty. Za zarobione pieniądze próbujemy spełniać jakiś ułamek swoich marzeń.

Zawsze marzyłem, żeby robić komiksy. Robię je więc po godzinach, bo to moje hobby. Tak jak większości twórców w tym kraju. Nie widziałem, żeby którykolwiek z dużo bardziej znanych (więc i pewnie łatwiej by takiemu przyszło zebranie kasy na kickstarterze) komiksiarzy prosił ludzi o pieniądze.

Zawsze marzyłem, żeby kupić sobie niewielką żaglówkę. Taką, żebym mógł sobie pośmigać w weekendy na pobliskim jeziorku. Kiedyś może uda mi się odłożyć i kupić używaną łódkę. W myśl podejścia Sebastiana powinienem postawić stronkę i prosić o dolca (co to dla was?) na spełnienie tego marzenia.

Śmieszne.

Już nie mówiąc o ludziach którzy potrzebują dolca dziennie by spełnić swoje marzenie jakim jest np. ciepły posiłek.

______

Wiem, że jest jakaś afera w Stanach, że aktor Zach Braff, który na sitcomach dorobił się nie małych pieniędzy teraz prosi o kasę na zrobienie nowego filmu. No a przecież nie powinien mieć problemów ze znalezieniem sponsorów, producentów whatever.

niedziela, 19 maja 2013
Rycerz Ciernistego Krzewu - różni autorzy - Akcja "Piszmy o polskich komiksach" #6

Akcji "piszmy o polskich komiksach" odsłona szósta. "Rycerz Ciernistego Krzewu" to projekt w który zaangażowanych było bardzo dużo twórców (a to przecież tylko wątły 40 stronicowy zeszyt) i który już przed premierą wzbudził sporo emocji.

Od razu zaznaczam, że moje opinie są czysto subiektywne, wynikają z moich upodobań i jakiejś tam wizji komiksu i sposobu opowiadania jaki preferuję. Dlatego proszę o dystans do tych wpisów, bo choć czasem będą surowe, to nie mam na celu nikogo obrażać.

UWAGA W TEKŚCIE POJAWIĄ SIĘ SPOILERY - jeśli nie chcesz psuć sobie lektury komiksu, nie czytaj!!

Rycerz Ciernistego Krzewu

Na tym blogu od jakiegoś czasu trwała promocja projektu "Rycerz Ciernistego Krzewu". Można było obejrzeć szkice, plansze wreszcie poczytać wywiady z twórcami (w których padały czasem dość buńczuczne tezy i deklaracje). Wreszcie na Festiwalu Komiksowa Warszawa 2013 komiks się ukazał, nakładem Wydawnictwa Komiksowego.

I jest to niestety pozycja bardzo nieudana.

Jeden scenarzysta (debiutant), jeden kolorysta, dwudziestu rysowników (każdy narysował po 2 plansze). Już przy pierwszej informacji o takiej konstrukcji albumu może się zapalić ostrzegawcze światełko. To raczej karkołomny pomysł.

Album otoczył opieką redakcyjną Wojciech Szot, głównodowodzący Wydawnictwem Komiksowym, znany niegdyś z prowadzenia oficyny Abiekt, która opublikowała trzy bardzo ciekawe komiksy (w tym naprawdę świetne "Fun Home" Alison Bechdel), ale czytając "RCK" trudno nie odnieść wrażenia, że faktycznej redakcji zabrakło. Gdy ukazuje się album debiutującego scenarzysty, który nie ma na koncie nawet kilku opublikowanych szortów, to powinnością redaktora jest z takim autorem solidnie projekt przepracować (zresztą tak jak i z rysownikami), wskazać niedociągnięcia, nakazać zmiany, choćby miały być bardzo gruntowne.

Najwyraźniej nic takiego nie miało miejsca.

Komiks jest niesamowicie chaotyczny. Zaczyna się jednak ciekawie. Dawid Kuca (scenarzysta) wprowadza dwóch bohaterów Magnata Fryderyka vel RCK i Mikołaja Kopernika oraz kontekst historyczny. Z kilku pierwszych plansz wynika, że bohaterowie się znają, łączy ich jakaś wspólna przeszłość, która być może później zostanie przywołana w retrospekcjach itp. Razi jednak, że przedstawienie postaci odbywa się za pomocą łopatologicznych wstawek narracyjnych. Można to było przecież wpleść w dialogi, zasugerować rysunkami... I tak nawet jest to zrobione. Kopernik jest narysowany tak, że przypomina wizerunki słynnego astronoma (które znane są chyba każdemu obywatelowi tego kraju), Fryderyk zastaje go spoglądającego przez teleskop w niebo i nazywa po imieniu i tu już nikt nie mógł mieć wątpliwości kto zacz, po czym Kuca przywala wstawką narracyjną: "Człowiek renesansu, Mikołaj Kopernik". Tak się nie robi, gdyż jest to dublowanie tekstem narracyjnym informacji podanej rysunkiem i dialogiem, nie mówiąc już, że czytelnik może odczuć, że jego inteligencja jest obrażana. Następnie Kopernik sugeruje, że Fryderyk powinien ruszyć do boju samotnie jako RCK a nie jako magnat ze swoimi oddziałami (a jak wiadomo magnaci w XVI wieku często utrzymywali prywatne armie) co już samo w sobie jest nielogiczne (przecież zapewnianie przeciwnikowi przewagi liczebnej do najmądrzejszych strategii nie należy) a ponadto pod koniec albumu, do RCK i tak dołączają polskie wojska* i ratują mu skórę (czyli jednak dodatkowe miecze i oszczepy się przydają). Po czym Fryderyk otrzymuje wynalezioną przez Kopernika broń, która mu pomoże w walce (to już jest strasznie wytarta klisza - rębajło ma kumpla geniusza, który mu robi super zabawki do zabijania).

Później następuje dziwaczna i w sumie zbędna scenka uwięzienia Fryderyka w domu w lesie. Byłaby ona jeszcze do przełknięcia, gdyby nie fakt jak została skonstruowana i jak jest nielogiczna. Fryderyk wchodzi do domu, w którym "uwięzieni" są trzej jegomoście. A nie mogli wyjść dlatego, że drzwi nie mają klamki od wewnątrz. Pierwszy kadr tej scenki pokazuje Fryderyka stojącego w otwartych drzwiach, podczas gdy jegomoście siedzą przy stole. I co? Uwięzieni szlachcice zamiast krzyczeć coś w stylu "Nie zamykaj drzwi!" czekają, aż te się zamkną i... przedstawiają się Fryderykowi. Nie zasugerowano, że wejście w jakiś sposób się zatrzasnęło i nie można go otworzyć, za to trzech (a potem czterech) dorosłych facetów z czego przynajmniej jeden jest uzbrojony nie są w stanie sobie poradzić z drewnianymi drzwiami.

Potem zaserwowano sceny walk z potworami, zombiakami i Krzyżakami. Aż do finałowego pojedynku z Albrechtem Hohenzollernem i ostatniej sekwencji najwidoczniej zapowiadającej kontynuację. I tyle.

Z tej historii zieje pustka. Kuca spłodził pretekstową fabułkę sprowadzającą się tylko i wyłącznie do tego, żeby pokazywać jak to RCK zabija wrogów (rzucając dookoła nadętymi tekstami) i że Krzyżacy potrafią jedynie uciekać w krzaki. Bohaterowie nie zdradzają żadnych rysów psychologicznych, dialogi są drętwe i sztuczne i tak naprawdę wszystko sprowadza się do nawalanki.

Kompletnie bez sensu. Komiks to przede wszystkim fabuła. Nawet najlepsze rysunki nie obronią słabej historii.

A rysunki w tym albumie niestety najlepsze nie są. Tak jak mówiłem już sama koncepcja albumu, przy którym pracowało tak wielu twórców, wydawała mi się dziwna, bo wątpiłem czy album będzie spójny. Moje obawy się spełniły.

Autorzy "RCK" a przede wszystkim scenarzysta (i redaktor), powinni dbać o graficzną harmonię albumu. Bo album komiksowy, który opowiada jedną zwartą historię musi być spójny (chyba że brak spójności jest uzasadniony fabularnie - tu tak nie jest). Album jest utrzymany w konwencji realistycznej tylko, że nie wszyscy rysownicy się w takiej stylistyce odnajdują. Większości najzwyczajniej brakuje warsztatu. O ile pierwsze 6 plansz wygląda dobrze - rysują kolejno Tomasz Kleszcz, Waldemar Juszczyk, Grzegorz Lubas - którzy operują w miarę podobną kreską (choć Lubas "już" zmienia Fryderykowi fryzurę...) o tyle kilka następnych plansz jest już o klasę gorszych i widać, że ich autorzy nie radzą sobie w rysunku realistycznym. I generalnie przez cały album jest taka przeplatanka: kilka dobrych plansz potem kilka plansz słabiutkich. Najdobitniej taką opozycję widać gdy po Annie Helenie Szymborskiej swe plansze prezentuje Maciej Kachel. Szymborska rysuje z polotem lekko, na jej kadra widać, że autorka rozumie na czym polega specyfika opowiadania komiksem. Zaraz potem Kachel serwuje rysunki, w których szwankuje dosłownie wszystko. Proporcje postaci są zaburzone, pozostawiono szkicowe kreski, w tle pokazuje się kuriozalne przedstawienie architektury. Przykłady można by mnożyć. Dynamiczne sceny walki do narysowania dostali autorzy, którzy sobie z tym kompletnie nie radzą (np. plansze 30-31). To jest jednak zarzut przede wszystkim do scenarzysty. To on powinien dopasować fragmenty scenariusza  do umiejętności i preferencji rysowników.

Kolory Kamila Karpińskiego nie pomagają "RCK" a czasem wręcz przeciwnie. Zbyt ciemne, zlewające się, powodują że rysunki stają się nieczytelne a szczegóły gubią się. Poza tym tak jednostajna paleta barw jest błędem, ponieważ kolorowane plansze bardzo się od siebie różnią, wszak autorzy rysują inaczej. Jednym kolory nałożone przez Karpińskiego służą, zaś innym szkodzą.

"Rycerz Ciernistego Krzewu" jest bardzo nieudaną publikacją. Płytka, pretekstowa, pełna nielogiczności fabuła okraszona zróżnicowanymi poziomem rysunkami, często przytłoczonymi kolorami. To niespójny graficznie album, który nie oferuje czytelnikowi zbyt wiele dobrego.

 

_________

*Nota bene dowódca oddziału przychodzącego w sukurs RCK też jest przedstawiony wstawką narracyjną "Dowódca oddziału Korony, karzeł Walenty Kumor" - po co pisać, że to karzeł skoro jest to doskonale widoczne na rysunkach? Gdy RCK pojawia się po raz pierwszy w pełnej krasie też przedstawia go taka wstawka. Po co? Przecież już został przedstawiony na okładce i w rozmowie z Mikołajem a na stronie 36 sam mówi "Jam jest RCK"...

piątek, 17 maja 2013
Daughter, Submotion Orchestra i Lucy Rose

Słucham sporo! Macie tu zapisy występów.

Daughter:



Submotion Orchestra:



Lucy Rose:



czwartek, 16 maja 2013
FEST NA FACEBOOKU

No właśnie, facebook to takie wygodne urządzenie do prowadzenia strony poświęconej antologii FEST. Więc wszystkie informacje jej dotyczące można tam śledzić. Dostępne dla wszystkich!

Proszę się nie obawiać i klikać!

A tak apropo Gillesa McCabe'a...

Pierwszy album jest gotowy...

Gilles McCabe - scenariusz Daniel Gizicki, rysunki Barbara Okrasa

Ja się jaram!

A i jeszcze jedno info. Jak już pisałem na Festiwalu Komiksowa Warszawa będzie można nabyć "FESTA", magazyn "Profanum" (oba numery) gdzie są moje komiksy, ale i mój tekst też się pojawi w 5 numerze zina "Biceps".

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39
Zakładki:
Blogi
Fotoblogi
Galerie i inne miejsca z kulturą
Komiksy i nie tylko na facebooku
Komiksy internetowe
Link do wszystkiego (prawie) komiksowego PL
POLISH'D SILENCE
Serwisy/magazyny
Strony www
Wydawnictwa komiksowe
Tagi