komiks, książki, książki dla dzieci, muzyka i inne rzeczy
niedziela, 19 maja 2013
Rycerz Ciernistego Krzewu - różni autorzy - Akcja "Piszmy o polskich komiksach" #6

Akcji "piszmy o polskich komiksach" odsłona szósta. "Rycerz Ciernistego Krzewu" to projekt w który zaangażowanych było bardzo dużo twórców (a to przecież tylko wątły 40 stronicowy zeszyt) i który już przed premierą wzbudził sporo emocji.

Od razu zaznaczam, że moje opinie są czysto subiektywne, wynikają z moich upodobań i jakiejś tam wizji komiksu i sposobu opowiadania jaki preferuję. Dlatego proszę o dystans do tych wpisów, bo choć czasem będą surowe, to nie mam na celu nikogo obrażać.

UWAGA W TEKŚCIE POJAWIĄ SIĘ SPOILERY - jeśli nie chcesz psuć sobie lektury komiksu, nie czytaj!!

Rycerz Ciernistego Krzewu

Na tym blogu od jakiegoś czasu trwała promocja projektu "Rycerz Ciernistego Krzewu". Można było obejrzeć szkice, plansze wreszcie poczytać wywiady z twórcami (w których padały czasem dość buńczuczne tezy i deklaracje). Wreszcie na Festiwalu Komiksowa Warszawa 2013 komiks się ukazał, nakładem Wydawnictwa Komiksowego.

I jest to niestety pozycja bardzo nieudana.

Jeden scenarzysta (debiutant), jeden kolorysta, dwudziestu rysowników (każdy narysował po 2 plansze). Już przy pierwszej informacji o takiej konstrukcji albumu może się zapalić ostrzegawcze światełko. To raczej karkołomny pomysł.

Album otoczył opieką redakcyjną Wojciech Szot, głównodowodzący Wydawnictwem Komiksowym, znany niegdyś z prowadzenia oficyny Abiekt, która opublikowała trzy bardzo ciekawe komiksy (w tym naprawdę świetne "Fun Home" Alison Bechdel), ale czytając "RCK" trudno nie odnieść wrażenia, że faktycznej redakcji zabrakło. Gdy ukazuje się album debiutującego scenarzysty, który nie ma na koncie nawet kilku opublikowanych szortów, to powinnością redaktora jest z takim autorem solidnie projekt przepracować (zresztą tak jak i z rysownikami), wskazać niedociągnięcia, nakazać zmiany, choćby miały być bardzo gruntowne.

Najwyraźniej nic takiego nie miało miejsca.

Komiks jest niesamowicie chaotyczny. Zaczyna się jednak ciekawie. Dawid Kuca (scenarzysta) wprowadza dwóch bohaterów Magnata Fryderyka vel RCK i Mikołaja Kopernika oraz kontekst historyczny. Z kilku pierwszych plansz wynika, że bohaterowie się znają, łączy ich jakaś wspólna przeszłość, która być może później zostanie przywołana w retrospekcjach itp. Razi jednak, że przedstawienie postaci odbywa się za pomocą łopatologicznych wstawek narracyjnych. Można to było przecież wpleść w dialogi, zasugerować rysunkami... I tak nawet jest to zrobione. Kopernik jest narysowany tak, że przypomina wizerunki słynnego astronoma (które znane są chyba każdemu obywatelowi tego kraju), Fryderyk zastaje go spoglądającego przez teleskop w niebo i nazywa po imieniu i tu już nikt nie mógł mieć wątpliwości kto zacz, po czym Kuca przywala wstawką narracyjną: "Człowiek renesansu, Mikołaj Kopernik". Tak się nie robi, gdyż jest to dublowanie tekstem narracyjnym informacji podanej rysunkiem i dialogiem, nie mówiąc już, że czytelnik może odczuć, że jego inteligencja jest obrażana. Następnie Kopernik sugeruje, że Fryderyk powinien ruszyć do boju samotnie jako RCK a nie jako magnat ze swoimi oddziałami (a jak wiadomo magnaci w XVI wieku często utrzymywali prywatne armie) co już samo w sobie jest nielogiczne (przecież zapewnianie przeciwnikowi przewagi liczebnej do najmądrzejszych strategii nie należy) a ponadto pod koniec albumu, do RCK i tak dołączają polskie wojska* i ratują mu skórę (czyli jednak dodatkowe miecze i oszczepy się przydają). Po czym Fryderyk otrzymuje wynalezioną przez Kopernika broń, która mu pomoże w walce (to już jest strasznie wytarta klisza - rębajło ma kumpla geniusza, który mu robi super zabawki do zabijania).

Później następuje dziwaczna i w sumie zbędna scenka uwięzienia Fryderyka w domu w lesie. Byłaby ona jeszcze do przełknięcia, gdyby nie fakt jak została skonstruowana i jak jest nielogiczna. Fryderyk wchodzi do domu, w którym "uwięzieni" są trzej jegomoście. A nie mogli wyjść dlatego, że drzwi nie mają klamki od wewnątrz. Pierwszy kadr tej scenki pokazuje Fryderyka stojącego w otwartych drzwiach, podczas gdy jegomoście siedzą przy stole. I co? Uwięzieni szlachcice zamiast krzyczeć coś w stylu "Nie zamykaj drzwi!" czekają, aż te się zamkną i... przedstawiają się Fryderykowi. Nie zasugerowano, że wejście w jakiś sposób się zatrzasnęło i nie można go otworzyć, za to trzech (a potem czterech) dorosłych facetów z czego przynajmniej jeden jest uzbrojony nie są w stanie sobie poradzić z drewnianymi drzwiami.

Potem zaserwowano sceny walk z potworami, zombiakami i Krzyżakami. Aż do finałowego pojedynku z Albrechtem Hohenzollernem i ostatniej sekwencji najwidoczniej zapowiadającej kontynuację. I tyle.

Z tej historii zieje pustka. Kuca spłodził pretekstową fabułkę sprowadzającą się tylko i wyłącznie do tego, żeby pokazywać jak to RCK zabija wrogów (rzucając dookoła nadętymi tekstami) i że Krzyżacy potrafią jedynie uciekać w krzaki. Bohaterowie nie zdradzają żadnych rysów psychologicznych, dialogi są drętwe i sztuczne i tak naprawdę wszystko sprowadza się do nawalanki.

Kompletnie bez sensu. Komiks to przede wszystkim fabuła. Nawet najlepsze rysunki nie obronią słabej historii.

A rysunki w tym albumie niestety najlepsze nie są. Tak jak mówiłem już sama koncepcja albumu, przy którym pracowało tak wielu twórców, wydawała mi się dziwna, bo wątpiłem czy album będzie spójny. Moje obawy się spełniły.

Autorzy "RCK" a przede wszystkim scenarzysta (i redaktor), powinni dbać o graficzną harmonię albumu. Bo album komiksowy, który opowiada jedną zwartą historię musi być spójny (chyba że brak spójności jest uzasadniony fabularnie - tu tak nie jest). Album jest utrzymany w konwencji realistycznej tylko, że nie wszyscy rysownicy się w takiej stylistyce odnajdują. Większości najzwyczajniej brakuje warsztatu. O ile pierwsze 6 plansz wygląda dobrze - rysują kolejno Tomasz Kleszcz, Waldemar Juszczyk, Grzegorz Lubas - którzy operują w miarę podobną kreską (choć Lubas "już" zmienia Fryderykowi fryzurę...) o tyle kilka następnych plansz jest już o klasę gorszych i widać, że ich autorzy nie radzą sobie w rysunku realistycznym. I generalnie przez cały album jest taka przeplatanka: kilka dobrych plansz potem kilka plansz słabiutkich. Najdobitniej taką opozycję widać gdy po Annie Helenie Szymborskiej swe plansze prezentuje Maciej Kachel. Szymborska rysuje z polotem lekko, na jej kadra widać, że autorka rozumie na czym polega specyfika opowiadania komiksem. Zaraz potem Kachel serwuje rysunki, w których szwankuje dosłownie wszystko. Proporcje postaci są zaburzone, pozostawiono szkicowe kreski, w tle pokazuje się kuriozalne przedstawienie architektury. Przykłady można by mnożyć. Dynamiczne sceny walki do narysowania dostali autorzy, którzy sobie z tym kompletnie nie radzą (np. plansze 30-31). To jest jednak zarzut przede wszystkim do scenarzysty. To on powinien dopasować fragmenty scenariusza  do umiejętności i preferencji rysowników.

Kolory Kamila Karpińskiego nie pomagają "RCK" a czasem wręcz przeciwnie. Zbyt ciemne, zlewające się, powodują że rysunki stają się nieczytelne a szczegóły gubią się. Poza tym tak jednostajna paleta barw jest błędem, ponieważ kolorowane plansze bardzo się od siebie różnią, wszak autorzy rysują inaczej. Jednym kolory nałożone przez Karpińskiego służą, zaś innym szkodzą.

"Rycerz Ciernistego Krzewu" jest bardzo nieudaną publikacją. Płytka, pretekstowa, pełna nielogiczności fabuła okraszona zróżnicowanymi poziomem rysunkami, często przytłoczonymi kolorami. To niespójny graficznie album, który nie oferuje czytelnikowi zbyt wiele dobrego.

 

_________

*Nota bene dowódca oddziału przychodzącego w sukurs RCK też jest przedstawiony wstawką narracyjną "Dowódca oddziału Korony, karzeł Walenty Kumor" - po co pisać, że to karzeł skoro jest to doskonale widoczne na rysunkach? Gdy RCK pojawia się po raz pierwszy w pełnej krasie też przedstawia go taka wstawka. Po co? Przecież już został przedstawiony na okładce i w rozmowie z Mikołajem a na stronie 36 sam mówi "Jam jest RCK"...

piątek, 17 maja 2013
Daughter, Submotion Orchestra i Lucy Rose

Słucham sporo! Macie tu zapisy występów.

Daughter:



Submotion Orchestra:



Lucy Rose:



czwartek, 16 maja 2013
FEST NA FACEBOOKU

No właśnie, facebook to takie wygodne urządzenie do prowadzenia strony poświęconej antologii FEST. Więc wszystkie informacje jej dotyczące można tam śledzić. Dostępne dla wszystkich!

Proszę się nie obawiać i klikać!

A tak apropo Gillesa McCabe'a...

Pierwszy album jest gotowy...

Gilles McCabe - scenariusz Daniel Gizicki, rysunki Barbara Okrasa

Ja się jaram!

A i jeszcze jedno info. Jak już pisałem na Festiwalu Komiksowa Warszawa będzie można nabyć "FESTA", magazyn "Profanum" (oba numery) gdzie są moje komiksy, ale i mój tekst też się pojawi w 5 numerze zina "Biceps".

piątek, 03 maja 2013
Profanum #1 i #2

Ekipa magazynu "Profanum" szykuje smakowitości na Festiwal Komiksowa Warszawa. Przede wszystkim, jako że pierwszy numer rozszedł się dość szybko, redakteurzy zdecydowali by zrobić dodruk, z nieco inną okładką. Więc fajnie, bo Ci, którzy nie zdążyli kupić, teraz mają szansę nadrobić - a wewnątrz bardzo dobre komiksy w tym m.in. moje i Mikołaja Ratki "Perpetuum Mobile". Nowa (stara) okładka poniżej...

Profanum - Okładka - Dodruk

Podlinkuję jeszcze kilka recenzji, których dotąd nie linkowałem:

  • Ziniol - chyba najmilsze słowa o moich komiksach jakie usłyszałem przez te iks lat
  • Przemek Pawełek
  • Tomasz Pstrągowski
  • Karol Konwerski

Pozostałe recenzje linkowałem już tutaj oraz tutaj.

Ale tymczasem WTEM! Bo drugi numer magazynu jest gotowy i będzie miał premierę na warszawskim festiwalu.

Miałem przyjemność zajrzeć już do środka (zwolennicy teorii spisku i anonimy pultające się na rzekome sitwy i TWA - macie wodę na młyn) i kurde, jest dobrze. Bardzo dobrze nawet, ale w sumie co się dziwić? W składzie numeru takie osobistości jak Grzegorz Janusz, Tomasz Kontny, Rafał Kołsut, Marek Lachowicz, Rafał Szłapa, Krzysztof Małecki, Janusz Wyrzykowski, Tomasz Grządziela, Piotr Michalczyk... czyli ekstraklasa.

No i ja.

Robaczywe jabłka - Profanum #2 - Daniel Gizicki, Krzysztof Małecki

Zrobiliśmy do tego numeru z Krzyśkiem "Robaczywe jabłka" (kadr powyżej) - 26 stron, społecznie zaangażowanego komiksu. Krzysiek wymiata - co tu dużo gadać!

Ale inne historie, też kopią tyłki. Serio.

Więc szukajcie albumu w formacie A5 z taką okładką:

Profanum #2 - Janusz Wyrzykowski

Nie zawiedziecie się!

Warto też śledzić fanpage magazynu na facebooku.

Zakładki:
Blogi
Fotoblogi
Galerie i inne miejsca z kulturą
Komiksy i nie tylko na facebooku
Komiksy internetowe
Link do wszystkiego (prawie) komiksowego PL
POLISH'D SILENCE
Serwisy/magazyny
Strony www
Wydawnictwa komiksowe
Tagi