komiks, książki, książki dla dzieci, muzyka i inne rzeczy
czwartek, 30 grudnia 2010
Video killed the... imagination?

Nie wiem jak Wy ale ja sobie lubie czasem pooglądać jakieś klipy. Kompletnie nie jestem na czasie więc jak mam okazję to "badam" co nowego w stylistyce teledysku się objawia. I tak - mam wrażenie, że teraz jest jakaś straszna moda na lata 80-te (jeśli walę oczywistościami to sorry - naprawdę nie jestem na bieżąco), wiadomo - nigdy z użycia nie wyjdą obrazki grających zespołów czy machający łapami raperzy, tudzież schematyczne paraobyczajowe fabułki. Takich mistrzów wizualu jak Chris Cunningham nigdy nie będzie wielu. Ale swoistym typem teledysków są te nawiązujące do jakichś dzieł popkultury; najczęściej filmów. Jedne bardziej udane, inne mniej - standard. Czy to Kanye West chcący być jak Tetsuo czy to Guru i Dj Premier odtwarzający Lucasowską antyutopię czy wreszcie Jay-Z bawiący się w Keysera Soze. Znacie jeszcze jakieś takie? Zapodawajcie w komentarzach!

Ale jak się zaczyna cytować (w dość nieudolny sposób) klipy w klipach, to ja nie wiem ale czy to czasem nie jest już jakieś błędne koło?

Vide:

świetny klip Chemical Brothers:

i polska koszmarna animacja:

(clue gdzieś w okolicach 3 minuty tego teldysku).

Pytanie na ile to świadome zapożyczenie? Czy może jest trochę tak; jak kiedyś w rozmowie o polskiej fantastyce ze stajni Fabryki, rozprawiali Dukaj, Szostak i Orbitowski; że współczesny człowiek atakowany obrazami ze wszystkich stron już nie potrzebuje opisów bo on wszystko widział. Wie jak wygląda sala balowa, jak wygląda bitwa armii zakutych w płytowe zbroje itd.

Czy więc obrazy z popularnych filmów/teledysków/reklam przysłaniają odbiorcom ich własne wyobrażenia? Myśląc, czytając (np. w scenariuszu), że "bohater wpływa w otwierającą się paszczę wieloryba" widzi się kadr z klipu Chemical Brothers? Kultura obrazkowa zabiła wyobraźnię?

sobota, 25 grudnia 2010
Scott Pilgrim vs. Scott Pilgrim

Niedawno obejrzałem filmową wersję przygód Scotta Pilgrima i... ech. Do pewnego momentu jest to świetna zabawa, dopóki autorzy filmu w miarę wiernie trzymają się komiksowego pierwowzoru. Jak tylko jednak sami zaczynają kombinować z fabułą ta robi się coraz bardziej głupkowata.

 

Scott Pilgrim komiks

Ale może po kolei. Opowieść o pierdołowatym Kanadyjczyku Scottcie autorstwa znanego u nas z "Zagubionej duszy" Bryana Lee O'Malley'a, to romantyczna komedia z elementami szeroko rozumianych "sztuk walki". Scott to kretyn, serio, jego głupota mogłaby przenosić góry, ale w swym rozmemłaniu i niezaradności jest postacią niezwykle sympatyczną. Podczas akcji komiksu, która wypełnia 6 tomików bohater ten zmienia się, bierze do kupy, może nie jest to klasyczny przykład na schemat fabularny "from zero to hero" ale różne aspekty znajomości z Ramoną Flowers mają niebagatelny wpływ na to jaki jest Scott. Przede wszystkim jednak, komiks ten w swej "snujowatości" dokładnie nakreśla główne postacie (i te poboczne też) i pozwala czytelnikowi na poznanie masy infromacji, które dookreślają nie tylko poszczególne osoby ale i cały świat w którym funkcjonują. O'Malley bardzo lekko opowiada masę historyjek, których niestety zabrakło w filmie. Czytając kolejne odsłony nietrudno odnieść wrażenie, że to nie pojedynki z kolejnymi "złymi byłymi" Ramony są esencją fabuły, ale przedstawienie zwykłego, codziennego życia grupy młodych mieszkańców Toronto, zawiłości związków, usamodzielnianie się, granie w kapeli itp. itd.

Natomiast scenarzyści filmu (nie wiem jaki wpływ na całościowy scenariusz miał autor komiksu) wykręcili fabułę "Scotta Pilgrima" jak mokry ręcznik. Za dużo wyciekło, zostało niewiele. Niektóre wątki całkowicie wywalono, inne zostały w postaci szczątkowej. Filmowcy skupili się na kolejnych pojedynkach, przez co obraz stał się nudny i pusty. Jeden z bohaterów filmu (ten, który wszystkich zna) w końcowych scenach niejako w tle wygłasza opinię, że komiks jest dużo lepszy niż ekranizacja. Niewiadomo o jaki tytuł mu chodzi, ale jeśli o "Scotta Pilgrima" to trudno się nie zgodzić. Fabuła ekranizacji bowiem trzyma się kupy, gdzieś do drugiego pojedynku. Potem, niestety, rozsypuje się. Początek filmu jest dobry głównie dlatego, że bardzo dokładnie przeniesiono na duży ekran kolejne sekwencje z komiksu. Troszkę wzbogacono tu i tam (jeszcze są to twórcze i udane innowacje - bollywood z Patelem, czy dublerzy Lucasa Lee) ale potem chyba nagle okazało się, że "trzeba skracać bo się nie zmieścimy z wszystkim!". I wyszła chała. Film kompletnie traci charakter zmieniając się w nudną przeplatankę - kilka scen dialogowych - pojedynek - kilka scena dialogowych - pojedynek... Zniknął wątek ojca Knives, starcia Ramony i Knives, zniknęły retrospekcje o związku Scotta i Kim, koszmar pt. "Envy" skrócono, tak jak i całe przedstawienie faktycznego obrazu długofalowej relacji dwojga głównych bohaterów. W filmie Scott momentami aż taką pierdołą nie jest, to on rzuca do swych oponentów tekstami, którymi to oni rzucali do niego w papierowej wersji ale z drugiej strony dziwnie się zachowuje choćby podczas schadzki z Ramoną u siebie, która w komiksie skończyła się wspólnie spędzoną noca zaś w filmie, Scott zaczyna panikować i wychodzą na miasto... Bez sensu.

 

Scott Pilgrim film

Gwoździem do trumny są natomiast końcowe sekwencje filmu, gdy Knives daje dobre rady Scottowi. Co to za łzawa puenta w ogóle?

Zaletą filmu jest na pewno pierwsza część kiedy widz dostaje udaną adaptację komiksu, no i wizualna strona bo sceny pojedynków skręcone są naprawdę dobrze, a wszyscy miłośnicy naparzanek tpp będą usatysfakcjonowani. Muzyka jest ok, tak jak i w miarę porządna gra aktorska (najlepiej wypada Kieran Culkin w roli Wallace'a Wellsa). Ale generalnie film jest kiepski. Przy komiksie świetnie się bawiłem a oglądając film nie bardzo. Także jeśli Kultura Gniewu wyda "Scotta Pilgrima" to warto się z tym tytułem zapoznać. Filmową wersję raczej należy sobie odpuścić. Może gdyby adaptacja nie była jednym filmem ale np. sześcioodcinkowym serialem byłoby dużo lepiej, ale jako samodzielny pełenmetraż "Scott Pilgrim vs. The world" w ogóle się nie broni.

 

środa, 22 grudnia 2010
W prezencie maluchowi

Właśnie! Wszyscy czytelnicy tego bloga, którzy znają te wpisy sprzed kombeku, wiedzą zapewne, że jestem wielkim miłośnikiem pięknie zrobionych książek dla dzieci. I jakoś niedawno jedno z rodzimych wydawnictw, które zawsze dba o elegancką i często-gęsto designerską sferę edycji przygotowało cudowną kolekcję malutkich (i niedrogich - 9,90 zł) szesnastostronicowych książeczek, które staną się idealnym prezentem dla dzieci, lubiących uczyć się klasycznych wierszyków. Zaś dla tych większych dzieci, które cenią sobie to jak książka wygląda, będą one równie udaną niespodzianką.

A wszystko to dzięki wydawnictwu DWIE SIOSTRY i ilustratorce Katarzynie Boguckiej odpowiedzialnej za całościowy projekt publikacji.

A oto i okładki:

"Paweł i Gaweł"

Paweł i Gaweł

"Chory kotek"

Chory kotek

"Stefek Burczymucha"

Stefek Burczymucha

"Małpa w kąpieli"

Małpa w kąpieli

Polecam wszystkim!

 

wtorek, 21 grudnia 2010
HY! Uzumaki po naszemu!

Jak podaje Gildia ten świetny komiks Junji Ito wyjdzie w Polsce dzięki wydawnictwu JPF. Rewelacja!

600 stron za 60 zł! To się piękna cegiełka szykuje!

O komiksie pisałem już tukej.

Filmu nie widziałem ale najwyraźniej muszę się zapoznać! Ktoś z Was zna?

No to jeszcze ilustracja z "Uzumaki":

 

Uzumaki - Junji Ito

 

Ale się cieszę!

 

niedziela, 19 grudnia 2010
Wydawać czy nie wydawać?

Wydawać. Kiedyś...

No właśnie. Część z Was pewnie nie pamięta albo nie wie; ale kiedyś "realizowałem się" wydając komiksy swoje i różnych znajomych na mikroskalę. I bardzo fajnie się przy tym bawiłem, choć czasami było nerwowo. W tym całym procederze pewnie bym zginął, gdyby nie wydatna pomoc kilku osób a przede wszystkim Tomka Pastuszki, Marka Turka i Pawła Timofiejuka. Było dla mnie też ogromnym zaszczytem, że tak wspaniali twórcy chcieli wydać u mnie swoje prace, gdzie często jedyną gratyfikacją był uścisk dłoni i egzemplarz autorski. Mogę się jednak pochwalić, że w czasach największego "prosperiti" mojego "wydawnictwa" płaciłem honoraria autorskie - skromne bo skromne - czego pewnie nie robili żadni wydawcy z tej samej półki co ja.

Tak czy inaczej policzyłem sobie ostatnio, że wydałem w sumie 8 komiksów/albumików jak zwał tak zwał. Trzy w formie mocno partyzanckiego ksero* (i tych trzech nie mam nawet fizycznie w domu), pozostałe pięć już bardziej "profesjonalnie". Czyli zostały one wydrukowane przez mniej lub bardziej sprawdzone drukarnie. Zresztą foto poniżej:

huhu!

Nazwa "wydawnictwa" z biegiem czasu się zmieniała, ale idea zawsze była taka sama. Wydawać komiksy, sprzedawać je tanio. Tylko żeby się koszty własne zwróciły. Dlatego być może wyda się Wam to śmieszne, ale wszystkie sklepy komiksowe dostawały ode mnie egzemplarze po kosztach druku.

No i sobie ostatnio pomyślałem, że może ja bym znów coś wydał? Ofkors, jeśli materiał będzie i finanse pozwolą. Co Wy na to?

 

* Jeśli ktoś ma jeszcze w domu "Farmę" jedynkę proszę o foto, bo to kuriozalna forma wydania była hehe.

Miracle Fish

Byłem ostatnio na pokazie filmów krótkometrażowych i najbardziej podobał mi się obraz "Miracle Fish" Luke'a Doolana. Bardzo dobrze skonstruowany szorciak, w którym jest odpowiednio dawkowane napięcie przy zastosowaniu znanych chwytów z filmów grozy (wydłużające się korytarze, pojawiające się znienacka, ale wciąż ukryte przed bohaterem ślady tajemniczych wydarzeń) aż do rewelacyjnej puenty. Wszystko zwarte i konsekwentne. Film jest ponadto bardzo ładnie nakręcony i obudowany pasującą i podbudowującą klimat muzyką. No rewelacja!

Obejrzyjcie koniecznie!

"Miracle Fish" było nominowane do Oscara w kategorii najlepszy film krótkometrażowy.

sobota, 18 grudnia 2010
Komiks Roku

komiks roku

Wreszcie, choć z małą obsuwą ruszyło głosowanie na komiks roku "2010". No właśnie rok dałem specjalnie w cudzysłowie - ale o tym za chwilę.

Pod tym adresem można głosować na 50 tytułów zasugerowanych przez pięciu ekspertów.

Jakub Demiańczuk, Sebastian Frąckiewicz, Kuba Oleksak, Maciej Reputakowski i Marek Turek przygotowali zestawienia 10 tytułów, które ich zdaniem powinny się ubiegać o tytuł the best of the best itd.

Ja już zagłosowałem, zgodnie z własnym sumieniem i przekonaniami; na polskie rzeczy i na zagraniczne. Po cichu obstawiam faworyta i sądzę, że nie ma bata, żeby ten tytuł nie wygrał.

Zagłosujcie. Im więcej głosów tym lepiej!

Ale teraz trochę pomarudzę.

Falstart akcji był zniechęcający, tak jak i fakt, że dalej coś tam z tą stroną nie gra do końca (przynajmniej tak twierdzi mój komputer). Ale grunt, że w końcu działa.

Nie będę też wypisywał, że ja bym dokonał innego wyboru, że w swoją listę wstawiłbym inne tytuły, które bardziej mi się podobały, wszak o zestawienia poproszono konkretne osoby i one takie listy przygotowały według własnego gustu. Więc jaki by miało sens pitolenie, że według mnie taki a taki komiks nie zasługuje na nominację i że to skandal, że nia jakiegoś tam innego? Szkoda na to czasu i miejsca.

Ale...

To nie jest przytyk, jednak trochę mnie dziwi to zestawienie. Komiks Roku 2010. I w wykazie sporo komiksów, które - owszem, polską premierę miały w ciągu ostatnich 12 miesięcy; jednak poza granicami naszego kraju są już znane od kilku (jeśli nie "wielu") lat. No to jak to tak? Zawężamy do komiksów "po polsku" czy robimy radosną składaninę dobieraną nie wiadomo według jakiego klucza? No nie wiem, jeśli by np. "Przeminęło z wiatrem" weszło do polskich kin i na dvd nad Wisłą, dopiero w 2010 to by też miało szansę wejść do takich zestawień? Albo płyty Elvisa czy Beatlesów?

No bo kiedy ukazał się "Dziennik podróżny" Thompsona w Top Shelfie? Albo "Fistaszki"? Ile lat temu?

Być może marudzę, ale trochę to dziwne jednak.

czwartek, 16 grudnia 2010
Warto pójść!

Jeśli jesteś z Gliwic i okolic to musisz się dziś konieznie wybrać do kina!

"Zapraszamy Was na ostatni pokaz DKF w tym roku. Future Shorts przypomni wam swoje najmocniejsze punkty programowe roku 2010.

Miłośnikom wideoklipów przypomnimy ilustracje do piosenek Massive Attack, Mii Doi Todd, Oh No Ono i OK GO. „Paradise Circus” (reż. Toby Dye) przybliży wam historię życia 74-letniej dziś byłej gwiazdy filmów porno, „Open Your Heart” (reż. Michel Gondry) zabierze was do tańca w kolorowym tłumie na ulicach Los... Angeles, „Swim” (reż. Adam Hashemi) pokaże, jak upiorne mogą być pierwsze seksualne doświadczenia, a „This Too Shall Pass” (reż. James Frost, OK Go and Syyn Labs) sprawi frajdę podążania śladem niezwykłej reakcji łańcuchowej... Ponadto zobaczycie: „Voyage D'Affaires” (reż. Sean Ellis) - zaskakującą historię pewnego wyjazdu służbowego, „The Girl with the Yellow Stockings” (reż. Grzegorz Muskala), gdzie idylla dnia spędzanego przez młodą parę w łóżku zostaje niespodziewanie zakłócona przez... oświadczyny, oraz „The Lost Tribes of New York City” (reż. Carolyn i Andy London) – zbiór wywiadów przeprowadzonych na ulicach słynnego miasta z bardzo nietypowymi rozmówcami. Pokażemy również nominowane do Oscara „Miracle Fish” (reż. Luke Doolan), „Stig” (reż. Henrik Gyllenskiold, Tomas Nordstrom) – opowieść o normalnym Szwedzie, którego większość ludzi uznałaby za szaleńca i „I'll Wait for the Next One” (reż. Philippe Orreindy) – film o poezji w zatłoczonym wagonie metra...

Wstęp 6zł
Program pokazu i opisy filmów

Kino Amok

Dolnych Wałów 3

Gliwice

start: 20.00"

Pokaz organizuje przede wszystkim Stowarzyszenie 12:10.

Trzeba być! Pokazy shortów zawsze dają dużo radości!

wtorek, 14 grudnia 2010
Drobiazgi

Czyli troszkę takich malutkich informacji o tym i owym, bzdurek i pierdółek.

"EMMAPAK" to takie fajne przedsięwzięcie, w którym w jednej kopercie zawarte są ulotki z instytucji kulturalych (galerii, teatrów, kin, klubów) z danego regionu. Na razie obejmuje Warszawę, Poznań i Śląsk. A co to ma wspólnego z komiksami? Ano czasem "nasi" projektują ilustrację na tej głównej kopercie. Był już Jakub Babczyński i Filip FIL Wiśniowski.

Z cyklu "komiksiarze robią okładki & ilustracje" do książek: jakoś w okolicach końca wakacji ukazała się powieść Marty Mizuro i Roberta Ostaszewskiego "Kogo kocham, kogo lubię" (wyd. W.A.B.) a okładkę wykonała znana z "Kartonu" Ewa Juszczuk. Okładka poniżej

 

Ewa Juszczuk - Kogo kocham, kogo lubię - Mizuro Ostaszewski

Z cyklu "bełkot panie!" konia z rzędem temu, kto przebrnął przez ten tekst bez zgrzytania zębami. Takie zdania jak: "Chcąc nie chcąc, ucieka wraz z przystojniakiem przed gangsterami, poznając podczas podróży różne przedstawicieli różnych warstw społecznych czeskiego społeczeństwa." wymuszją okrzyk: panowie redaktorzy, ktoś to czyta przed publikacją? Komiksu nie znam, ale o co chodzi z tą rosyjską Odessą ścigającą bohatera? Niech mi ktoś to wytłumaczy (bo recenzent nie raczył) czemu leżąca na Ukrainie Odessa, jest rosyjska (skoro akcja dzieje się kilkadziesiąt la temu to chyba raczej powinna być radziecka...) i jak miasto może kogoś ścigać? Chyba, że to nazwa jakiejś organizacji (może tej rzekomo założonej przez Himmlera - to czemu rosyjskiej/radzieckiej?)? Nic z tego nie kapuję.

A tymczasem w nowej kolekcji łotewskiego magazynu "Kus!" o nazwie "mini kus!" swój albumik zaprezentuje Kuba Woynarowski, laureat grand prix MFK-owego konkursu na krótka formę (2007) i organizator bardzo ciekawych wystaw.

poniedziałek, 13 grudnia 2010
Koniec Ladidy

Właśnie, wydawnictwo Ladida Books z dniem wczorajszym zakończyło wydawniczą działalność, a właściwie ogłosiło tę decyzję na swoim blogu (i na forum Gildii). Odpowiedzią (i komentarzem) na to stał się poniekąd wpis na blogu Sebastiana Frąckiewicza, z którego wynika, że to wszystko wina tych niewyedukowanych estetycznie czytelników nad Wisłą. Ale zaraz, zaraz. Jak to?

Nicolas Mahler - Pragnienie

Bo chyba nie do końca jest tak, jak mówi Sebastian.

Żeby nie było, to ogromna szkoda, że Hans Lijklema sobie odpuszcza wydawanie, no bo wycowanie się z gry kolejnego edytora na naszym kurczącym się ryneczku to na pewno nie powód do radości. Zwłaszcza, że Ladida Books prezentowało polskiemu czytelnikowi komiks współczesny, ambitny i wymagający. Ale czy pozycje oferowane przez to wydawnictwo aż tak bardzo różniły się od oferty (a przynajmniej części) Kultury Gniewu, Timofa, Postu czy Taurusa? Jest jakaś kolosalna różnica pomiędzy Robelem i Dieckiem a Gipim i Jasonem? Mahler został wydany i przez Ladidę i przez Kulturę Gniewu, no to u jednych się nie sprzedaje a u drugich tak? Przecież potencjalny target tych komiksów jest taki sam...

No to może są jakieś inne przyczyny, że Ladidzie się nie udało?

Ceny? Nie no, przecież te komiksy jakieś strasznie drogie nie były. To, że wszystkie opublikowano w jednej szacie graficznej? No to chyba raczej zaleta i miód na serce wszystkich zwichrowanych kolekcjonerów, którzy sarkają, że poszczególne albumy jakiejś tam serii różnią się formatem o pół centymetra. No to nie wiem, jakość komiksów? "Pragnienie" wszak jest świetne, "Józek" mi się nie podobał, "Niewinnego pasażera" kupiłem i... nie zdążyłem przeczytać, "Spacedog" jakoś mi umknął. Generalnie jednak ladidowe tytuły były chwalone a i to chyba standard, że jedne albumy się troszkę bardziej podobają inne mniej...

Więc może przyczyna leży w tym, że w ciągu kilku lat Ladida wydała tylko cztery tytuły? Czytelnik nie przyzwyczaił się do tego edytora? Nie miał stałej i niezachwianej pewności, że w jakichś równych odstępach czasu pojawią się kolejne albumy ze znanym logo na okładkach? Czy w Polsce jest tak, że konkretni wydawcy mają swoich czytelników a Ladida się takiego grona nie doczekała?

Może tu (w sensie wydawania "więcej") też by była pewna droga wyjścia z (finansowego) impasu? Okej, jeden album się nie sprzedał najlepiej, ale ten następny już tak i jakoś pokrył koszta poprzedniego? Przecież pewnie nawet Vertigo nie zarabia kokosów na każdym tytule, a hiciory zarabiają na te mniej popularne... Tak myślę przynajmniej.

No bo sorry, ale nikt mi nie wmówi, że polski czytelnik, który przyswaja Trondheima, Bruna, de Crecy'ego czy Hommera nagle nie może przełknąć Robela czy Diecka.

Gdybam sobie trochę i być może wypisuję głupoty więc chętnie poznam zdanie innych osób.

A Ladidzie szczerze dziękuję za sercę i trud włożony w eleganckie wydawanie komiksów na tym niewdzięcznym rynku i za zapoznanie polskiego czytelnika z Mahlerem. Powodzenia w innych projektach!

 

 
1 , 2
Zakładki:
Blogi
Fotoblogi
Galerie i inne miejsca z kulturą
Komiksy i nie tylko na facebooku
Komiksy internetowe
Link do wszystkiego (prawie) komiksowego PL
POLISH'D SILENCE
Serwisy/magazyny
Strony www
Wydawnictwa komiksowe
Tagi