komiks, książki, książki dla dzieci, muzyka i inne rzeczy
piątek, 27 listopada 2009
Mucha, Maksym Osa i Betelgeza - trzy dobre komiksy

Do rzeczy, nie mam czasu (już nie mówiąc o sieci w domu) na rozpisywanie się tak jak kiedyś. Dlatego jeno po kilka zdań będzie o każdym z tych komiksów.

Betelgeza - Leo

Zacznijmy od tego najsłabszego. "Betelgeza" to kontynuacja cyklu "Aldebaran", który opisywałem jakiś czas temu. Jest nieźle, ale moim zdaniem gorzej niż w pierwszej serii. Za zaletę niewątpliwie można uznać niesamowitą pomysłowość autora w kreowaniu fauny i flory kolonizowanych planet. Ciekawie (choć w sumie dość prosto) zarysowana fabuła, dwa zwalczające się obozy i ludzie stojący pośrodku. Gdzieś w tle ukryta tajemnica i wielkie niebezpieczeństwo. Staranne realistyczne rysunki, które jednak jakoś specjalnie nie zachwycają. Ale to generalnie komiks, którego jednym z głównych tematów jest pociąg seksualny. W skrócie: Kim kontra tabuny napalonych facetów. Ejno w "Aldebaranie" powolne i bolesne dorastanie bohaterów miało dużo uroku, tu ich życie seksualne jest mocno przerysowane. I nie przekonuje. Reasumując: czytadło niezłe, choć bez rewelacji.

Maksym Osa - Baranko

Igor Baranko trzasnął bardzo przyjemny komiks o charyzmatycznym Kozaku. I to w sumie jest kryminialna historia skonstruowana wedle schematu: kto zabił? Może lokaj, żona, kochanka, córka, przyjaciel domu albo wspólnik? Wszystko wskazuje na wspólnika ale to nie on więc może jednak kochanka? Potem podejrzenia padają na lokaja, potem na córkę, potem znowu na kochankę... Niby nic nowego, ale czyta się świetnie, dodatkowym atutem jest fakt, że sprawnie poprowadzoną fabułę autor okrasił soczystymi czarno-białymi, realistycznymi rysunkami. Bardzo dobra rzecz! Kupować!

Mucha - Trondheim

A tu się fest uśmiałem. Lewis Trondheim znów w komiksie bez słów, ale bliżej temu do "Mister O" czy "Mister I" niż do "A.L.I.E.E.N.-a". Mucha się pojawia, bryka, szaleje, poznaje świat znajduje kumpli, poznaje niebezpieczeństwa czychające zewsząd, itd. itp. A przy tym jest masa gagów i ogólnie pojętych "jajec". Prosty cartoonowy rysunek, ale trafnie oddający wszystko co oddane być powinno. Kilka razy głośno buchnąłem śmiechem, a przez cały czas lektury z mojej gęby nie schodził szeroki uśmiech. Jakby powiedział krl: LUBIEJĘ TO! Nawet bardzo. A Mucha jest pełna wdzięku, taka Anna Mucha to może jedynie zazdrościć!

wtorek, 24 listopada 2009
Jeśli będziecie 3 grudnia w Łodzi...

to marsz na wernisaż wystawy Anny Miśkiewicz!

Lokalizacja: Łódź, Akademicki Ośrodek Inicjatyw Artystycznych ul. Zachodnia 54.

Start: 3 grudnia. g. 19.00.

Poniżej plakat wystawy:

1

Żałauję, ale nie dam rady przyjechać...

15:22, edgar82 , inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 listopada 2009
Once - Oh, Boy!

"Once" - super film, prosty, słodki i optymistyczny. Z cudną muzyką. Bardzo przyjemny poranek (13.45-15.10) dziś z nim spędziłem.

A zresztą co będę ględzić:

 

coś się filmik nie chce ładować, no to bezpośredni link.

 

16:39, edgar82 , film
Link Komentarze (4) »
wtorek, 03 listopada 2009
Urlopowe obcowanie z kulturą

No właśnie, bo urlop mam. To sobie to i owo czytam i oglądam. A jak urlop to przypałętało się choróbsko (witajcie w świecie nieustającego pecha), podczas którego nie zwlekając się z łóżka odbębniłem maraton mojego ulubionego serialu czyli "Battlestar Galactica". Oprócz tego przypominam sobie "Trylogię Husycką" Sapkowskiego.

Natomiast szybciutko kilkoma zdaniami opiszę to co mnie ostatnio wgniotło w ziemię. Właściwie dwa tytuły. Najpierw książka:

Koniec Eksperymentu

"Koniec eksperymentu "Arka"". I to mnie poskładało. Rewelacyjny pomysł (to w sumie taki standard u Strugackich), fenomenalnie nakreśleni bohaterowie, niesamowity nastrój. I po raz kolejny to za co Strugackich uwielbiam. Sztafaż sf dający furtkę do refleksji na temat natury człowieka i możliwośc próby spojrzenia nań z zupełnie innej perspektywy. Jak dla mnie bombowa bomba, czytać koniecznie! A na marginesie oryginalny tytuł brzmi "Małysz", książkę wydano u nas w 2006 i tytuł jakiś inny. Bali się, że fani Adama Małysza ich pozwą czy co?

Film dobry polecić? Prosze bardzo:

Miasto Gniewu

"Miasto Gniewu" to film, który kilka lat temu jakieś oskary pozgarniał. Ja tam w kinematografii mam mocne braki, więc obejrzałem dziś rano. O kurde! Kilkanaście historyjek rozgrywających się w LA, opowiadających głównie o tym jak ludzie postrzegają innych ludzi przez pryzmat uprzedzeń na tle rasowym. Niesamowicie dołujący film, podczas oglądania mnie ściskało w gardle momentami. Genialnie grający Matt Dillon, błyszczący talentem Ludacris, świetny Don Cheadle. I Sandra Bullock w czymś co nie jest prostacką sensacyjką czy głupawą komedią romantyczną. Do tego naprawdę fenomenalna muzyka Marka Ishama (troszkę kilmacikiem podobna do ścieżki dźwiękowej serialu "Pitbull" i podobnie podbudowująca klimat). Sceny, w której Dillon wyciąga kobietę z samochodu (ofkors w połączeniu z kontekstem) nie zapomnę do końca życia. Jeśli nie widzieliście, koniecznie musicie zobaczyć.

 

Dobra na dzisiaj tyle. Idę korzystać z urlopu...

 

poniedziałek, 02 listopada 2009
Jazzowe Radiohead?

Nie byłem na sierpniowym koncercie Radiohead w Poznaniu, choć miałem być. No ale wyszło tak, że w końcu nie byłem. A Radiohead bardzo lubię. I ostatnio całkowitym przypadkiem snując się po empiku, natrafiłem na płytkę, gdzie jakaś pani wzięła na warsztat ich piosenki i zapodała jazzowe interpretacje. Pani się nazywa Eliza Lumley, a płytka ma tytuł "She Talks In Maths".

E. Lumley - She Talks In Math

I szczerze mówiąc mam mieszane uczucia. Bo spodziewałem się faktycznych interpretacji, jakiegoś twórczego podejścia do tych piosenek, a w większości przypadków, Lumley śpiewa dokładnie tak samo (oczywiście jej głos różni się od głosu Thoma Yorke'a), w ten sam sposób wskakując na wyższe czy niższe tony, w tych samych miejscach robiąc przerwy i na ten sam rytm (jestem muzycznym laikiem więc nie znam fachowej terminologii by to opisać). Muzycznie różni się to tym, że elektronikę zastąpiły akustyczne instrumenty. I tak naprawdę to taki zbiór coverów, który szumnie nazwano "interpretacjami". Ok niby np. "How To Dissapear Completely" jest inaczej zagrany i zaśpiewany, ale taki "Street Spirit" to oprócz innej barwy głosu niczym się nie różni od oryginalnego wykonania.

Lumley śpiewa czysto, ma ładny głos i generalnie płyta jest spokojna i przyjemna dla ucha ale jakoś jestem rozczarowany. Spodziewałem się chyba większej odwagi w "masakrowaniu" oryginałów. U tu jest tak grzecznie.

Zakładki:
Blogi
Fotoblogi
Galerie i inne miejsca z kulturą
Komiksy i nie tylko na facebooku
Komiksy internetowe
Link do wszystkiego (prawie) komiksowego PL
POLISH'D SILENCE
Serwisy/magazyny
Strony www
Wydawnictwa komiksowe
Tagi