komiks, książki, książki dla dzieci, muzyka i inne rzeczy
niedziela, 09 lutego 2014
Życie z tworzenia komiksów

Taki świetny pasek Toma Gaulda na dzień dobry:

Tom Gauld Short story

Przeczytałem dzisiaj dwa wywiady z twórcami komiksów - Sławomirem Zajączkowskim i Przemysławem Truścińskim. W obu rozmowach poruszony jest wątek, dla każdego z nas - twórców komiksu - dość bliski, czyli jak żyć?

Jak żyć z robienia komiksów w Polsce?

Nijak.

Zajączkowski mówi wprost: fakt, że autorzy z samego robienia albumów wyżyć nie mogą to wina wydawców. Bo ci wolą tytuły zagraniczne niż promowanie i inwestowanie w rodzime komiksy i ich twórców. Trywializując - łatwiej i szybciej nachapać się wydając gotowy produkt z renomą z zagranicy niż promować coś nowego i polskiego od zera dodatkowo płacąc komiksiarzom godną kasiutę. To tak trochę jak w PL piłce nożnej. Łatwiej i szybciej ściągnąć szrot z zagranicy niż inwestować w szkolenie i wychowanków. A przecież zagranicą się inwestuje w autorów i młodych piłkarzy. Tak, tak, Francuzi wychowują pokolenia kolejnych rysowników i scenarzystów lepiej niż Polacy, a szkółka piłkarska Ajaksu Amsterdam czy Barcelony... STOP.

STOP moi mili.

Tu jest Polska, nie elegancja-Francja.

Zajączkowski z sensem mówi, że dola komiksiarza ciężka, a wydawcy mogliby w niego bardziej inwestować, lepiej promować i w ogóle - i tu zgoda. I nawet to wszystko w miarę logicznie argumentuje.

Tylko, że wychodzi od błędnego założenia porównując wydawnictwa komiksowe do wydawnictwa IPNu, w którym pracuje. Bardzo łatwo stawiać zarzuty jacy to wydawcy są źli z pozycji autora publikowanego przez PAŃSTWOWĄ INSTYTUCJĘ, suto dotowaną przez budżet kraju.

Oczywiście, że byłoby bajkowo, gdyby wydawnictwa komiksowe mogły płacić autorom stawki godne ilości pracy włożonej w zrobienie albumu. Byłoby fantastycznie, gdyby wydawnictwa były w stanie wypromować polskie komiksy za granicą i tam sprzedać licencję, bądź otworzyć własne odnogi i nie oglądając się na Lombard, Delcourt czy DC po prostu wydawać jednocześnie polskie komiksy w innych językach.

Ale.

Rynek przecież to już dawno zweryfikował Panie Sławomirze. Wydawnictwa nie robią nie wiadomo jakich pieniędzy na wydawanych komiksach. Nie mają nie wiadomo jak przepastnych zasobów gotówki na promowanie, inwestowanie i honoraria. Jest jak jest. Autor dostaje procent od ceny okładkowej razy nakład. Nie ma cudownych zastrzyków gotówki w postaci dotacji na realizowanie jakiejś polityki historyczno-światopoglądowej, za to twórcy mają możliwość odnalezienia tego o czym mówi Truściński - własnej drogi twórczej. I szczerze mówiąc mnie osobiście to dużo bardziej interesuje niż robienie czegoś bo tak chce sypiący pieniędzmi wydawca.

Zamiast narzekać na to jak twórcom jest źle może warto spojrzeć na inną stronę medalu. Autorzy polskich komiksów mają to o czym pewnie marzą autorzy taśmowo robionych serii we Francji czy Ameryce - robią co chcą i co im w duszy gra. A zarabiają gdzie indziej (czasem robiąc zlecenia komiksowe pod bardzo surowe dyktando - ale tu jest kwestia rozdzielenia tego co się robi dla kasy, a tego co się robi dla hmm "artystycznej ambicji"). Jasne, że w idealnym świecie powinno się zarabiać krocie na tym co się chce robić, ale idealny świat ma to do siebie, że jest tylko ideą.

IPN nigdy nie wyda komiksu SF albo horroru i nie zapłaci za to stawki jak za komiks historyczny. Wydawca komiksowy raczej nie wyda komiksu historycznego w stylu komiksów IPNu (żyjący z dotacji ZIN ZIN PRESS się nie liczy) za to wyda AUTORSKIE projekty, za które zapłaci mało. 

Bo Rynek w Polsce jest mały. Mało ludzi kupuje komiksy więc mało pieniędzy trafia do wydawców. Być może IPN nie musi się przejmować wynikami sprzedaży. Wydawcy komiksowi muszą. To jest podstawowa różnica.

 

niedziela, 02 lutego 2014
Gilles McCabe w maju 2014

To jest (dla mnie) najważniejszy news ostatnich dni. Pierwszy tom komiksu "Gilles McCabe" ukaże się na Festiwal Komiksowa Warszawa (maj 2014) nakładem Wydawnictwa Komiksowego (ale na stronie wydawcy jeszcze się zapowiedź albumu nie pojawiła ;)). Drugi tom ukaże się jeszcze w tym roku lub w przyszłym (zobaczymy). Wszystko jest gotowe więc nie ma stresu, że czytelnicy zostaną z kolejną niedokończoną historią. 

Gilles McCabe t.1 - Daniel Gizicki, Barbara Okrasa

Twarda oprawa, 52 strony, cena 44,90.

Ale to nie koniec dobrych wiadomości. Skończyłem pisać scenariusz 2 tomu "Postapo". Co w środku? Sporo się dzieje, pojawiają się nowe postacie, główny bohater zostaje bardziej dookreślony, co nieco zdradzam też na temat przyczyn apokalipsy. Album powinien mieć podobną objętość jak pierwsza odsłona serii. Teraz wszystko w rękach Krzyśka. Trzymajcie za niego kciuki! Jeśli się uda, to oprócz "Gillesa" w maju pojawi się także "Postapo".

Co do pierwszego tomu czyli "Postapo: Nienormalna normalność" pojawiły się kolejne recenzje - Czas na komiks i ArtPapier

Jest także szansa na dodruk pierwszego tomu oraz edycję cyfrową (w kolorze).

Ponadto, jeśli ktoś nie ma jeszcze mnie dość, to odpowiedziałem na pytania zadane w kwestionariuszu K2 - na dawnej Komiksomanii, obecnie po prostu serwisie komiksowym Wirtualnej Polski.

To chyba tyle.

Zakładki:
Blogi
Fotoblogi
Galerie i inne miejsca z kulturą
Komiksy i nie tylko na facebooku
Komiksy internetowe
Link do wszystkiego (prawie) komiksowego PL
POLISH'D SILENCE
Serwisy/magazyny
Strony www
Wydawnictwa komiksowe
Tagi