komiks, książki, książki dla dzieci, muzyka i inne rzeczy
Blog > Komentarze do wpisu
Dobrze wydane pieniądze

8 czerwca 2012 w dniu inauguracji Euro 2012 zakupiłem sobie książkę "Wyjście z getta. Rozmowy o kulturze komiksowej w Polsce" i zacząłem lekturę w czasie meczu Rosjan z Pepikami. Skończyłem jakoś o czwartej w nocy i cieszę się, że tak dobrze wydałem geldy. To bardzo dobra pozycja jest - Sebastian Frąckiewicz przepytał ludzi z komiksowa (i nie tylko) i wyszedł z tego bardzo ciekawy i różnorodny zestaw spojrzeń na komiks. Także kupcie koniecznie bo warto.

Wyjście z getta. Rozmowy o kulturze komiksowej w Polsce - Sebastian Frąckiewicz

Z wywiadami jest tak, że czytając czyjeś opinie na różniste tematy nie zawsze się człowiek zgadza. Frąckiewicz zagrał cwanie bo w "Wyjściu" są zestawienia ludzi "z różnych stron barykady" (nie zawsze ale jednak) i myślę, że najlepiej odczytywać te publikację właśnie porządkując sobie lekturę. Najciekawiej wypadają zderzenia wypowiedzi Moniki Powalisz i Witolda Tkaczyka w kontekście komiksu historycznego oraz Jerzego Szyłaka i Jakuba Woynarowskiego w kontekście story artu i komiksu w ogóle. Ale do tego może przejdę później.

Z książki wynika również jakie zagadnienia głównie interesują Frąckiewicza. Zresztą uczestniczyłem w spotkaniu jakie miało miejsce w katowickim Rondzie Sztuki gdzie Sebastian te tezy formułował i bronił ich z zaciekłością rosomaka a poza tym pisał o tym także w "Arteonie". Czyli wejście komiksu w obieg galeryjno-muzealny. Jak wynika z wypowiedzi przepytywanych twórców, zdecydowana większość z nich nie ma absolutnie takiej potrzeby. Woynarowski z sensem mówi o tym jakie powinny być sposoby myślenia o przygotowywaniu takich wystaw. I teraz coś z prywatnej mańki. Tak, jestem zadufanym w sobie bucem ale wydaje mi się, że wiem jak takie komiksowe wystawy powinny wyglądać i śmiem twierdzić, że potrafię taką wystawę zrobić. Wieszanie wyrwanych z kontekstu plansz czy całych szorciaków bez atrakcyjnego wyeksponowania jest z dupy, bo chyba mało jest twardzieli, którzy de facto są taką wystawę (na której jest np. 300 plansz komiksu) przetrawić. Tylko, że tu się nie ma co oglądać na galerie i muzea, tylko atrakcyjne dla niekoniecznie komiksowej publiczności wystawy muszą powstawać w komiksowie! Podczas festiwali np. I tam zaprosić ludzi z obiegu galeryjnego i pokazać - patrzcie jaka fajna wystawa! Ale u nas jakoś tak na festiwalach, które są głównymi kanałami potencjalnej promocji gatunku (pomijam bo nie widziałem wystaw "Black & White" ani "Czas na komiks") to te ekspozycje... No kochani, to granda jest po prostu. Kto nie wierzy niech przypomni sobie którąkolwiek z wystaw pokonkursowych MFK. A wystarczy przecież przesunąć dedlajn nadsyłania prac, żeby było więcej czasu na kombinowanie jak to pokazać odwiedzającym a potem zatrudnić kogoś, zapłacić mu godziwe honorarium i dać środki na zrobienie z tych komiksów zajebistej wystawy. Serio, wierzę, że świetnie pomyślane wystawy mają dużą szansę przyciągnięcia na MFK kupy nowych ludzi, którzy być może komiksem zainteresowani nie są ale przyjdą zobaczyć ciekawą wystawę (konieczne jest zaproszenie ludzi z różnych galerii - nawet im sfinansować przyjazd, żeby zobaczyli, oswoili się, polubili). Przyjdą, zobaczą i uwierzą a galerie na komiks się otworzą jeszcze szerzej. Włodarze MFK jeśli naprawdę chcą promować sztukę komiksu, muszą to robić na różnych polach. Same dwustronicowe wyimki z prac rysowników w Tokio nie wystarczą. Dostają dofinansowanie, być może warto te pieniądze wydać w jakiś inny sposób niż dotychczas?

Szyłak pisze ponadto o stypendium, które powinno przyznawać MFK zamiast wywalać kasę na jakieś średnie antologie itd. i trudno się z tym nie zgodzić. Zamiast ściągać jakichś rysowników z Włoch czy Belgii nie lepiej inwestować w polskich twórców? Odnoszę wrażenie, że twórca komiksu w Polsce, przez segmenty komiksowa, które teoretycznie powinny go wspierać jest traktowany jako zło konieczne. Bo twórcy u nas to hobbyści i tak zrobią po godzinach bo "muszą", to się nie ma nimi co przejmować a tym bardziej opiekować. No super.

Dobra wróćmy do "Wyjścia". Generalnie to bardzo przyjemnie się te rozmowy czyta, jedne są poważniejsze inne luźniejsze i dzięki temu książka jest zróżnicowana i ciekawa. Rozmowy z Krzysztofem Ostrowskim, Bartoszem Minkiewiczem czy Maciejem Sieńczykiem i inne są w pytę, także każdy znajdzie dla siebie coś świetnego. Twórców też inaczej odbiera się czytając z nimi rozmowy niż tylko poprzez dzieła.

Ale w końcu czas uderzyć w burzowy dzwon!

Monika Powalisz vs. Witold Tkaczyk czyli moja racja jest najmojsza kontra duża doza dystansu.

Czytając wywiad z Powalisz to mi się tak jakoś przykro robiło. Wiadomo, każdy ma swoje zdanie, swoje gusta itd. ale ze słów scenarzystki wynika, że wydaje jej się, że posiada złoty środek i monopol na tworzenie właściwych komiksów historycznych.

Słuchajcie ja naprawdę nic osobiście do Powalisz nie mam, nie mam na jej punkcie obsesji i nie tropię każdego jej tworu, żeby udowodnić, że jest taka czy siaka. Po prostu nie zgadzam się z jej wizją komiksu, nie zgadzam się z wygłaszanymi przez nią teoriami, nie przemawiają do mnie jej dzieła.

I właśnie teoria a praktyka to jak dwie równoległe drogi, tylko czasem się zdarzy, że jedna z tych dróg sobie nagle gdzieś skręci. Czytam wypowiedzi scenarzystki i wszystko pięknie ładnie - research, kompozycja, dramaturgia, mrówcza praca i zaangażowanie. Czytam komiksy scenarzystki i już tak pięknie ani nawet ładnie nie jest. A przy okazji wygłaszanie sądów jakie to "konkurencyjne" tytuły są złe i niedobre... Hmm. 

Tymczasem Tkaczyk ma konkretne podejście do proponowanego przez swoje wydawnictwo typu komiksu. Dystans, jasno określone cele. Serio - szacunek panie Witoldzie. 

Polecam przeczytanie tych dwóch rozmów tuż po sobie - naprawdę daje to po czerepie.

Jednak dużo ciekawsze jest zestawienie wypowiedzi Szyłaka i Woynarowskiego. O story arcie i nie tylko (bo każdy z nich też mówi o innych rzeczach) i generalnie jest tak, że właściwie pod 95% tez Szyłaka mógłbym się podpisać, natomiast Woynarowski przedstawia swoje poglądy,  które akceptuję, choć nie jestem przekonany.

Odnoszę także wrażenie, że wypowiedzi krakowskiego rysownika na temat story artu są nie do końca spójne. Bo tak naprawdę po co mu ten cały story art? Serio pytam. Z jednej strony mówi, że nie chce dorabiać gęby komiksowi z drugiej zaś wyciąga z kapelusza story art? Po co?

Nota bene Woynarowski ubolewa, że jego tekst z "Ha!Artu" napisany wespół w zespół z Markiem Turkiem jest tak jakoś mało komentowany. Nie wiem czemu tu się dziwić. Fajny, ciekawy tekst, taka komiksowo-historyczna fantastyka. Tylko, że jak w każdej fantastyce są fragmenty, które nie przekonują i to są właśnie te fragmenty gdzie marginalny story art wchodzi jako nie wiadomo jak wielkie halo.

Uważam, że przygraniczne eksperymenty i nowatorstwo jest ciekawe, ale nie należy się nad wszystkim strasznie zachwycać. W moim odczuciu Woynarowski i otaczająca go grupa nie prezentują jakiegoś nowego kosmosu i mają nikły wpływ na polski komiks. 

Apropo zawieruchy wokół story artu jeszcze, bo się czuję wywołany do tablicy. Tutaj postanowiłem, że napiszę z pełna premedytacją; tak jak różni mądrzy mówią, że komiksy są dla dzieci; że sztuka współczesna jest chujowa - zobaczcie jak to fajnie. Przez myśl mi nie przeszło, że ta głupawa prowokacja zostanie wzięta serio...

Ale wracając jeszcze na koniec do "Wyjścia" - naprawdę godna uwagi pozycja. Być może zabrakło jeszcze kilku osób, które dopełniłyby spektrum spojrzeń na komiks - może jakiś inny scenarzysta? Wydawca? Fanzinowiec? No i trochę literówek jest niestety...

Tak czy inaczej "Wyjście z getta. Rozmowy o kulturze komiksowej w Polsce" to pozycja, która obowiązkowo powinna znaleźć się na półce, każdego przedstawiciela komiksowa.

sobota, 09 czerwca 2012, edgar82

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: hayley, *.adsl.inetia.pl
2012/06/09 19:40:05
Pani Powalisz to jakaś tragikomiczna postać. Wywiad z nią byłby śmieszny, gdyby nie był tak diabelnie przygnębiający. Z jednej strony chciałbym, żeby w polskim świecie komiksowym było coraz więcej dziewczyn, ale raczej nie takich, jak ta Pani, a ona się niestety przebija i publikuje. Pani Powalisz zupełnie nie czuje sprzeczności w swoich wypowiedziach. Nie widzi, że odrzuca jeden sztywny kanon, który jej nie odpowiada, by zastąpić go drugim równie sztywnym i ograniczającym :/
A książka zdecydowanie warta przeczytania :)
-
Gość: gili, *.gl.digi.pl
2012/06/09 20:08:39
generalnie myślę że na niekorzyść Powalisz działają 2 fakty, bo to, że robi wg. mnie słabe komiksy to insza inszość, nie ona pierwsza i nie ostatnia. Ale:
fakt 1 - Powalisz napierdala we wszystko inne, a to Grzeszkiewicz słaby, a to Tomecki słaby a to MFK pełne pryszczatych chłopaków. No kaman! A Monika Powalisz to po prostu ósmy cud świata.
fakt 2 -krytycy nadmuchali wokół niej balon objawienia i przełomu. Niezasłużenie.
-
Gość: giera, *.wireless.poznan.pl
2012/06/10 10:44:46
wywiad z Witkiem Traczykiem, jest bardzo smutny i przygnębiający w swej wymowie, ale bardzo prawdziwy, chyba jeden z najlepszych w całej książce;
myślę, że Monika Powalisz ma wiele racji w swoich wypowiedziach, jednakże poziom ukierunkowanej agresji (w kierunku mężczyzn), bardzo zaciemnia owe racje;
dobra książka, potrzebna, mam nadzieję, że wywoła dyskusję nie tylko w komiksowie, ale także w obiegu galeryjnym - bo w końcu takie jest założenie książki, aby w dyskusję o komiksie włączyły się także inne dziedziny sztuki. zobaczymy.
choć jestem zdania, że książka "zostanie" w komiksowie - obym się mylił.
dla mnie najmniej ciekawy jest wywiad z Łukaszem Rondudą....
-
Gość: hayley, *.adsl.inetia.pl
2012/07/20 18:21:46
@giera
o jakie konkretnie racje Pani Powalisz chodzi? To jest najgorszy wywiad w całym tomie. Poczynając od języka wypowiedzi na treści kończąc. Tak, Powalisz wykazuje się agresją wobec mężczyzn, chociaż to mnie nie mierzi aż tak bardzo, zważywszy na silną maskulinizację polskiego środowiska komiksowego. Agresja, czy też niechęć przebija z jej wypowiedzi. Ale nie, przecież ona nie jest feministką - to parafraza z jej wywiadu, nie mam niestety teraz książki pod ręką. Już sama ta wypowiedź budzi poważne logiczne zastrzeżenia, a to dopiero pierwsza z wielu wewnętrznie sprzecznych wypowiedzi. Po prostu Pani Powalisz nie wie o czym mówi, bo zgłębianie tematu jej nie interesuje. Co nie przeszkadza jej się wypowiadać. w tym konkretnym przypadku chodzi o feminizm, ale słyszałam jej super powierzchowne wypowiedzi na różne inne tematy.
Nie twierdzę, że polskie komiksy historyczne są świetne, bo nie są. Ale twierdzenie, że istnieje tylko jeden przepis na dobry komiks historyczny i ten przepis zna właśnie osoba twierdząca - a coś w tym stylu można wyczytać z wypowiedzi Powalisz - jest śmieszne. A właściwie żenujące. Pani Powalisz krytykuje wszystko co jest i uważa, że jak jej sypną kasą to stworzy wielkie dzieła - bo ona musi stworzyć wielkie dzieła, bo ona wie jak dobry komiks powinien wyglądać, a jak ktoś się nie zgadza to jest dyletantem o tandetnym guście. Dyskurs na poziomie polskiego piekiełka: skrytykowanie po całości i stwierdzenie, że ja tylko mam rację i tylko ja mam prawo do racji.
I skoro już wylewam tu żółć to dodam jeszcze jedną obserwację. Tylu kalek językowych i karkołomnych konstrukcji zdaniowych, co w jej wywiadzie, nie było w żadnym z pozostałych. A Pani Powalisz jest jeżeli dobrze pamiętam po polonistyce, a ponadto zajmuje się teatrem i komiksem, czyli bądź co bądź dziedzinami związanymi w jakimś stopniu z językiem. Ja wstydziłabym się, by ktoś opublikował w książce moje wypowiedzi w takiej formie, ale jej to najwyraźniej nie przeszkadza.