komiks, książki, książki dla dzieci, muzyka i inne rzeczy
Blog > Komentarze do wpisu
Mucha, Maksym Osa i Betelgeza - trzy dobre komiksy

Do rzeczy, nie mam czasu (już nie mówiąc o sieci w domu) na rozpisywanie się tak jak kiedyś. Dlatego jeno po kilka zdań będzie o każdym z tych komiksów.

Betelgeza - Leo

Zacznijmy od tego najsłabszego. "Betelgeza" to kontynuacja cyklu "Aldebaran", który opisywałem jakiś czas temu. Jest nieźle, ale moim zdaniem gorzej niż w pierwszej serii. Za zaletę niewątpliwie można uznać niesamowitą pomysłowość autora w kreowaniu fauny i flory kolonizowanych planet. Ciekawie (choć w sumie dość prosto) zarysowana fabuła, dwa zwalczające się obozy i ludzie stojący pośrodku. Gdzieś w tle ukryta tajemnica i wielkie niebezpieczeństwo. Staranne realistyczne rysunki, które jednak jakoś specjalnie nie zachwycają. Ale to generalnie komiks, którego jednym z głównych tematów jest pociąg seksualny. W skrócie: Kim kontra tabuny napalonych facetów. Ejno w "Aldebaranie" powolne i bolesne dorastanie bohaterów miało dużo uroku, tu ich życie seksualne jest mocno przerysowane. I nie przekonuje. Reasumując: czytadło niezłe, choć bez rewelacji.

Maksym Osa - Baranko

Igor Baranko trzasnął bardzo przyjemny komiks o charyzmatycznym Kozaku. I to w sumie jest kryminialna historia skonstruowana wedle schematu: kto zabił? Może lokaj, żona, kochanka, córka, przyjaciel domu albo wspólnik? Wszystko wskazuje na wspólnika ale to nie on więc może jednak kochanka? Potem podejrzenia padają na lokaja, potem na córkę, potem znowu na kochankę... Niby nic nowego, ale czyta się świetnie, dodatkowym atutem jest fakt, że sprawnie poprowadzoną fabułę autor okrasił soczystymi czarno-białymi, realistycznymi rysunkami. Bardzo dobra rzecz! Kupować!

Mucha - Trondheim

A tu się fest uśmiałem. Lewis Trondheim znów w komiksie bez słów, ale bliżej temu do "Mister O" czy "Mister I" niż do "A.L.I.E.E.N.-a". Mucha się pojawia, bryka, szaleje, poznaje świat znajduje kumpli, poznaje niebezpieczeństwa czychające zewsząd, itd. itp. A przy tym jest masa gagów i ogólnie pojętych "jajec". Prosty cartoonowy rysunek, ale trafnie oddający wszystko co oddane być powinno. Kilka razy głośno buchnąłem śmiechem, a przez cały czas lektury z mojej gęby nie schodził szeroki uśmiech. Jakby powiedział krl: LUBIEJĘ TO! Nawet bardzo. A Mucha jest pełna wdzięku, taka Anna Mucha to może jedynie zazdrościć!

piątek, 27 listopada 2009, edgar82