komiks, książki, książki dla dzieci, muzyka i inne rzeczy
Blog > Komentarze do wpisu
Przegląd polskich zinów komiksowych część 7 - dyskusja panelowa (część 2)
1
Dalszy ciąg dyskusji o zinach.

4. Czy po wielu latach funkcjonowania zinów w Polsce dostrzegacie jakieś trendy i kierunki, które się w zinach wykształciły i funkcjonują do dziś (lub nie)?

Maciej Pałka: Dostrzegalną tendencją są ziny jako antologie tematyczne. Mam ambiwalentny stosunek do tego zjawiska. Podoba mi się stosunkowo szeroki zakres zadania (deszcz, guziki, kobieta - to jednak mniej szczegółowo określony temat niż "człowiek w pigułce"). Z drugiej strony, czasami przeraża mnie że pomimo potencjalnej wielości alternatyw realizacja wypada blado. Wolałbym żeby zamiast tematu określić konwencję lub gatunek. Może w takich ramach łatwiej byłoby coś fajnego wykrzesać twórcom?

Tomasz Pastuszka: Nie śledziłem rynku w "czasach zinów kserowanych". Trudno mi zatem odpowiedzieć. Obserwuję progres w jakości tych publikacji. Dopinguję wszelkiemu rozwojowi. Tak zinów jeśli chodzi o formę wydania jak i samym autorom w sferze jakości komiksów rysowanych.

Marek Turek: Trendy-srendy, nic takiego nie widzę. Każdy z zinów jest, jakąś tam, realizacją wizji autora/autorów, i porównując ziny sprzed lat, z tymi, które są wydawane obecnie, nie widać między nimi jakichś poważniejszych różnic.

Hubert Ronek: Ciężko mówić o trendach i kierunkach. Każdy zin był swego rodzaju indywiduum i miał własny kierunek. Bardziej można mówić o trendach wyznaczanych w kolejach czasu przez możliwości techniczne.

Mikołaj Tkacz: Obecnie wydaje mi się, że najbardziej zależy wielu osobom na odejściu od kserowanej jakości, na ładnym wydaniu najlepiej w kolorowej okładce. Oczywiście jest to pewna droga, jednak mnie niesamowicie ucieszył fakt wydania przez Prqa zina "RRY", gdyż brakuje mi takich naturalnych inicjatyw.

5. Jaką przyszłość przewidujecie dla zinów? Czy właśnie obserwujemy ich zmierzch?

Maciej Pałka: Ziny trzymają się mocno. Niestety, swój renesans przeżywają kosztem magazynów komiksowych, których nakład jest mniejszy niż nakłady zinów sprzed ponad dekady („Prosiacek”, „AQQ”).

Tomasz Pastuszka: Nie widzę szans by komiksowe ziny wskoczyły na poziom komercyjnych magazynów w najbliższym czasie. Nowe tytuły coraz trudniej się sprzedają. Po ostatnim wysypie publikacji niezależnych przewiduję raczej powrót twórców do internetu. Czy to w formie komiksów internetowych, czy e-zinów. Za jakiś czas znów pewnie pojawi się nowa fala publikacji niezależnych, z których większość znów albo wtopi ze zbyt optymistycznymi nakładami, bądź nie wytrzyma emocjonalnie zalewu krytyki.

Marek Turek: Pamiętam czasy, w których odbicie czegokolwiek na ksero graniczyło z niemożliwością (bo dostęp do tego typu urządzeń był mocno ograniczony), zina składało się za pomocą nożyczek i kleju, a info o jego wydaniu rozchodziło się jakąś kosmiczna metodą poczty pantoflowej. W tym kontekście dzisiejsze warunki techniczne wydają się być wręcz idealne do robienia zinów. Z drugiej strony właśnie ten komfort techniczny może być największym problemem, bo po co robić coś, co każdy może zrobić? Ale to już nie problem komiksowych zinów, tylko praktycznie wszystkiego. Mamy idealne warunki do tworzenia w domowych zaciszach własnej muzyki, filmów czy komiksów i niezależnej, nieograniczonej dystrybucji przez Internet; i jakoś mało kto potrafi z tego korzystać.

Hubert Ronek: Poniekąd tak. Ciężko mi dostrzec ruch taki jaki był kiedyś na tym polu. Chociaż możliwe, że wtedy, z boku, wyglądało to podobnie a ja wpleciony w środowisko Zinów (hmm… hucznie to zabrzmiało) odbierałem je jako intensywne. Nie wiem więc, czy można to nazwać zmierzchem zinów w ogóle, ale raczej zmierzchem Zinów w starej, kserowanej formie. Znakomitym przykładem wydaje mi się tutaj „Jeju”. Pamiętam dwa pierwsze nieporadne numery. Pamiętam, że wypowiadałem się o pisemku dość krytycznie, życząc wytrwałości. Po latach zakupiłem najnowszy numer i… bardzo miłe zaskoczenie. Chłopaki trzaskają zina, że hoho! No właśnie, ale czy zina? Niegdysiejsza kserowana forma takich pisemek, która nadawała klimat, odeszła. Ale widać w „Jeju” to podejście do tworzenia komiksów, o którym wspominałem. Ten wewnętrzny przymus na tworzenie komiksów, poparty kilkoma latami solidnej pracy. I tak jak kiedyś dawałem sobie prawo do udzielania rad, dziś mogę śmiało napisać, że chłopaki robią pismo dojrzałe i lepsze od „KGB” z najlepszych dni. Gdyby jeszcze mieli potrzebę pisania i dodali tam trochę publicystyki, byłby zin, że palce lizać. Albo magazyn. Bo już teraz jest lepszy od wielkich powrotów „Ziniola” i „Znakomiksu”. Te dwa magazyny są udawane, „Jeju” nie. I być może przez to jest właśnie zinowy. Zmierzch zinów? Ciężko powiedzieć…

Mikołaj Tkacz: Myślę, że kolejne ziny mają coraz lepiej określony profil i dla redaktorów coraz ważniejsze staje się by zin trafiał do konkretnych osób. Około 1,5 roku temu rozbawiła mnie sytuacja, w której faktycznie na parę zinów składała się niemal ta sama grupka osób rozsiewających swoje komiksy w każdym z nich. Nadal jest tak, lecz w mniejszym stopniu, a sam mam wrażenie, iż twórcy dając materiał do danego tytułu starają się wpisywać w jego estetykę stającą się wyróżnikiem. Możliwe, że ziny będąc zbyt hermetyczne będą trafiały do jeszcze mniejszych grup odbiorców, co może oznaczać pewien zmierzch, jednak nie sądzę by było to poważne zmartwienie.

A na koniec kilka słów o osobach, które wzięły udział w dyskusji.

Maciej Pałka: Rysownik i scenarzysta. Publikował m.in. w takich zinach jak: „Katastrofa”, „Ziniol, „KGB”, „Jeju”, „Maszin”, „B5”, „RRY”. Wydawał własnym sumptem zin „Wdruq” a także opublikował autorski albumik „Laleczki”. Obecni na półkach księgarń można zakupić albumy narysowane przez Macieja takie jak choćby „Waciane Kafliki Żyttu”, „10 Bolesnych Operacji” (oba do scenariuszy Dominika Szcześniaka) czy „Strange Places” (Scen. Jerzy Szyłak).

Tomasz Pastuszka: Redaktor naczelny zina „Jeju”. Publikował także w „B5”, „Maszinie”, „Demonach seksu” oraz w prasie codziennej.

Marek Turek: Publikował w większości zinów komiksowych jakie ukazały się w tym kraju. W oficjalnym obiegu ukazały się następujące komiksy Marka: „Fastnachtspiel” (tetralogia, na którą składają się następujące albumy: „Koniec początku”, „Zadziwiający Pan Burmistrz”, „Bezsensowny Styks”, „Infinitum”), „Międzyczas” i „Bajabongo”. Publikował także za granicą (Czechy, Słowenia, Włochy, USA).

Hubert Ronek: Redaktor naczelny zina „KGB”, publikował także w wielu innych niezależnych pisemkach. Ma na koncie takie albumy jak: „Kraina Herzoga” (scenariusz napisany wspólnie z Dominikiem Szcześniakiem), „Henryk i Bonifacy” oraz „Ziarnko prawdy” (scen. Jerzy Szyłak).

Mikołaj Tkacz: Redaktor naczelny zina „Maszin”. Opublikował także własnym sumptem liczne autorskie albumiki jak choćby „LBDY”, czy „Balkon”. Oprócz twórczości komiksowej jest muzykiem – eksperymentatorem.

Zaprzaszam wszystkich do własnych wypowiedzi na podane tematy oraz do dyskusji z tezami postawionymi przez szanownych rozmówców.

 

piątek, 14 listopada 2008, edgar82

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: pjp, *.chello.pl
2008/11/15 13:16:01
Fajnie, że można się dowiedzieć co myślą o zinach poszczególne osoby związane z jednym czy z innym, ale nazywanie tego "dyskusją" to jakieś nieporozumienie. Ja tu widzę tylko, że poszczególni "dyskutanci" indywidualnie odpowiadają na Twoje pytania, a nie nawiązują do swoich wypowiedzi i faktycznie dyskutują. Multiwywiad to prędzej niż dyskusja, symultana wywiadowa, ale nie dyskusja.
-
Gość: gizicki, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/11/15 13:17:46
masz rację.
-
Gość: pjp, *.chello.pl
2008/11/15 13:39:14
Dobra, a teraz w temacie.

O tym czym jest zin...

Asu pisze: "Teoretycznie niezależnym i bardziej trwałym (w sensie fizycznym) niż zaśmiecony internet.".

Turek pisze: "Apoteozą komiksowej niezależności, bo wymaga znacznie więcej wysiłku niż zrobienie strony komiksowej[...]".

Ja bym się zgodził z Asu, że "teoretycznie niezależnym" natomiast z turkową "apoteozą komiksowej niezależności" się nie zgodzę.

Dla mnie właśnie internet jest najbardziej niezależny i tam można sobie pozwolić na wszystko, nie filtruje cię nawet redaktor. Inna rzecz jest taka, że jeżeli chodzi o jakiś blog to pewnie... dwa kliki i się ma, ale stworzenie dobrej strony to jest naprawdę duży wysiłek, a przebicie się z nią może być jeszcze większym. Bo z zinem jest tak, że on się sprzeda w tym nakładzie 100 sztuk przecież, szczególnie jak się go wypuści na festiwalu itd., bo jest wiele osób kupujących "jak popadnie" i jest wiele osób kupujących tylko ziny - i się nie dziwię bo to interesujący temat. A ze stroną internetową bywa różnie.

Prawdą jest, że internet jest zaśmiecony, ale to nie oznacza, że jest złym miejscem do prezentowania twórczości. Ba, niektórym bym radził publikować najpierw w internecie, by zobaczyli jakie są reakcje ludzi, bo czasem mam wrażenie jakby niektórzy mieli "parcie na papier" i później w druku są takie koszmarne rzeczy, że szkoda gadać...
-
Gość: turucorp, 195.68.31.*
2008/11/15 21:41:56
O, ni dudu... zrobienie strony jest teraz rownie prozaiczne jak wpis na blogu (naprawde musze tutaj wrzucac linki do portali oferujacych gotowe szablony?), w papierowego zina trzeba zainwestowac czas i pieniadze, trzeba to poskladac do kupy, dostosowac zawartosc do warunkow technicznych druku/xero, zebrac calosc w okreslonym terminie etc.
Na siec mozna wrzucic kiedy sie chce i co sie chce, a potem korygowac, wywalac lub dokladac.
Nie widze powodu, dla ktorego siec mialaby gwarantowac wieksza "niezaleznosc" niz papier?
Papier uczy odpowiedzialnosci (przy pelnym zachowaniu niezaleznosci), robiac zina ponosi sie odpowiedzialnosc za to co sie opublikowalo, siec pozwala na anonimowosc i nadmierna latwosc (w publikowaniu i usuwaniu), co powoduje, ze zbyt wiele osob po prostu traktuje siec jak kibel (czyli nawet gorzej niz smietnik).
Niezaleznosc to nie anonimowe sranie gdzie popadnie, tylko umiejetnosc przyznania sie, ze tak, to moja kupa, bo ja zrobilem.
-
Gość: pjp, *.chello.pl
2008/11/15 22:20:20
Ale przecież w prowadzenie strony też trzeba zainwestować pieniądze (naprawdę mam Ci pokazać strony, na których za DOBRE gotowe szablony płaci się co najmniej 200 dolarów?) i czas. I ten wkład jest czasem znacznie większy niż w przypadku zinu. Zresztą, to nie powinno być wyznacznikiem - chcę Ci tylko uświadomić, że masz błędne przeświadczenie. Jeżeli chcesz zrobić DOBRY zin poświęcasz temu dużo czasu, jeżeli chcesz zrobić DOBRĄ stronę internetową TEŻ poświęcasz temu dużo czasu. Po prostu.

W internecie też ponosi się odpowiedzialność za publikacje i tak samo uczy odpowiedzialności, wszystko zależy od ludzi, którzy tworzą. Bo z drugiej strony przecież mamy zinowych twórców, którzy publikują anonimowo, mamy przykład pierwszego "Czaka Norysa" gdy chłopaki publikowali anonimowo.

Nie chodzi o to, co można (bo można być anonimowym i nieodpowiedzialnym zarówno na papierze jak i w sieci), ale jak możliwości dane przez medium są wykorzystywane przez odpowiedzialnych ludzi właśnie. Internet jest przy tym miejscem gdzie można sobie pozwolić na większą niezależność (będąc odpowiedzialnym), a problemem jest tylko znalezienie odbiorców.

Zauważ też, że sam podajesz argument za swoistą niezależnością internetu - "Na siec mozna wrzucic kiedy sie chce i co sie chce". A w przy publikacji zinowej musisz czekać na termin, a w internecie nie - czy nie jest to niezależność? Przynajmniej w tym aspekcie.
-
Gość: turucorp, 195.68.31.*
2008/11/15 22:55:54
Jak sam zauwazyles, obecnosc na sieci nie jest rownoznaczna z obecnoscia w swiadomosci czytelnikow, a papierowy zin, niezaleznie od tego czy dobry czy zly, jest, praktycznie zawsze, dostrzegany i oceniany.
Kwestie anonimowosci i "niezaleznosci", wydajac zina musisz go jakos rozprowadzic, i zawsze znajduje sie ktos kto bezposrednio czy posrednio zna tego "anonimowego wydawce", papier to papier, mam na polkach ziny komiksowe z lat 80-tych i 90-tych, czy jestes w stanie dotrzec do komiksowych stron sprzed 10-ciu lat?
Moim zdaniem popelniasz blad stawiajac znak rownosci miedzy "niezalezny" a "robiacy wszystko co mu przyjdzie do glowy".
"Moge zrobic co chce, ale robie to co uwazam za sluszne" jest, jak dla mnie, znacznie blizsze "niezaleznosci", a publikowanie na sieci jest po prostu zbyt latwe i ulotne zeby ludzie mieli sie przejmowac tym co wrzucaja i konsekwencjami tego jak jest to oceniane.
Acha, kwestia poziomu, jasne, ze mozna znalezc rewelacyjne strony komiksowe, ale to promil tego co laduje w sieci, w papierowych zinach te proporcje sa odwrotne, praktycznie w kazdym mozna wypatrzec cos ciekawego, nawet jezeli to tylko jedna strona, to jest i tak nieproporcjonalnie wiecej niz przegladanie setek stron na sieci, ktore zieja calkowita pustka.