|
komiks, książki, książki dla dzieci, muzyka i inne rzeczy
Blog > Komentarze do wpisu
Recenzyjka "recenzyjki"
W zasadzie to miałem pisać dzisiaj o czymś innym, ale jako że Daniel podlinkował mi pewną przezabawną recenzję, to napiszę o niej właśnie. Autorem tej przezabawnej recenzji jest Radek "C.Z." Czyż, po części zamieszany w wypadki ostatniej afery na linii "Aleja komiksu - podrzędni blogerzy". Jak wiadomo, Kojot (świadomie lub nie) zgapił parę zdań od Łukasza i Radka, ci się upomnieli o swoje, Aleja ich generalnie olała, wyrzucając tylko dwa najbardziej kłujące w oczy zdania, żywcem zerżnięte z Łukaszowej recenzji. Tak szczerze, to bardziej przypomina zacieranie śladów niż przyznanie się do winy. C.Z. olano zupełnie, co uważam za bardzo nieładny gest ze strony alejowców. Wspominam o tym wszystkim tylko dlatego, że tekst nad którym zaraz będę się pastwił, dodaje tej sprawie dodatkowy smaczek. Otóż C.Z. popełnił parę dni temu reckę "Bajabongo" Marka Turka - i muszę przyznać, że Kojot musiał naprawdę nisko upaść, by zgapiać od takiego "miszcza pióra". No dobra, bądźmy sprawiedliwi - tekst C.Z. o "Najgorszej kapeli świata" nie był aż tak zły, ale ten o "Bajabongo" to naprawdę nieziemska wpadka. No chyba, że C.Z. znalazł złoty sposób na to, by go różne bałamuty nie kopiowały, to wtedy OK. Ale po kolei. (na wszelki wypadek z góry zapowiadam, że wszystkie cytaty w tekście są autorstwa Radka Czyża, ja je tylko złośliwie komentuję) ![]() > Bajabongo - recenzyjka Już po przeczytaniu samego tytułu zapala mi się w głowie lampka ostrzegawcza... "Recenzyjka"? Co do gada? Osobiście jestem dość uczulony na wszelkiego rodzaju pieszczotliwe zdrobnienia, zwłaszcza używane nagminnie w mediach - z nieśmiertelnymi "pieniążkami" na czele. Zawsze mam takie wrażenie, że osoba ich używająca w pewien sposób dewaluuje dane pojęcie, często ironizując na jego temat. Widząc "recenzyjka", już mam przed oczami jakiś mały, naprędce napisany i nie do końca przemyślany tekst. Jak się okazało - nie myliłem się ani odrobinę. >Bajabongo Marka Turka, to rzecz o której ciężko coś konkretnego napisać nie przekraczając tej magicznej bariery w której napisze się już za dużo. ... więc, jak zobaczymy w dalszej części tekstu, autor na wszelki wypadek w ogóle nie napisze nic konkretnego. >Ale po kolei. W komiksie tym nie ma prawie ani jednego dyma, a o jakimkolwiek tekście już możemy już tylko pomarzyć. Nie wiem co mniej bardziej w tym zdaniu irytuje: "dyma", podwójne "już" czy charakterystyczna dla wielu recenzentów maniera pisania w pierwszej osobie liczby mnogiej, w ramach niejakiej bratania się z czytelnikiem... ... chociaż może do tego ostatniego nie będę się tak przyczepiał, bo jeszcze mnie się zdarzy gdzieś użyć tej właśnie formy i mnie zjedzą. >Jest to zatem raczej jakaś historia graficzna niż komiks jako taki. ... a to ciekawa spojrzenie na definicję komiksu. Dla C.Z. pełnowartościowym komiksem jest dopiero historia graficzna nafaszerowana dymkami. Wszystko inne bez dymków nie będzie już komiksem, tylko co najwyżej "historią graficzną". Ott, schowaj się cieniasie. >Zasiadając do oglądania nie ma się jednak wrażenie ,że „czegoś brakuje”. Np. fotela na którym zasiadamy. Wsadzanie różnych rzeczy w cudzysłów kiedy nie trzeba to też zmora wielu tekstów. >Wręcz przeciwnie – dodanie tekstu sprawiło by ,że Bajabongo stało by się tworem o wiele uboższym w treść którą przekazuje. ... nie do końca wiadomo dlaczego. Czy gdyby Marek Turek zdecydował się na wprowadzenie dialogów/monologów to rozmyłby swoją koncepcję? A może właśnie komiks by na tym zyskał, gdyby dialogi były na wysokim poziomie? Skąd to przeświadczenie, że jakikolwiek tekst zubożyłby "Bajabongo" treściowo, skoro z definicji powinno wręcz ubogacić? Czy w ten sposób recenzent sugeruje, że Marek Turek nie umie pisać dialogów, więc lepiej gdy tego nie robi? Czy mordercą okazał się ogrodnik? PS. Cząstka "by" pisana od razu po czasowniku przytula się do niego czule i namiętnie! >Dobra wiadomość dla bywalców empiku! Całość można zrobić od deski do deski w niespełna 10 minut! ... zamarłem. To chyba jedno z najbardziej odważnych stwierdzeń, na jakie trafiłem w czasach poprawnej politycznie środowiskowej nagonki na niszczących rynek empikowych czytaczy (i ściągaczy skanów). I to jeszcze opublikowane na stronie serwisu internetowego Komikslandii - było nie było, konkurenta rynkowego Empiku w niszy sklepów komiksowych. C.Z., normalnie posiadasz urokliwą bezczelność, którego tak brakuje 95% członków tego środowiska. Swoją drogą, jeżeli taki album komiksowy można ZROBIĆ od deski do deski w ciągu 10 minut - to świadczyć może to albo o nadnaturalnych zdolnościach Marka Turka albo o kompletnym chłamie jakim może okazać się zawarty tam materiał. Szybko rzucam okiem do "Bajabongo"... Marek Turek jest chyba jednak superherosem, skoro zrobił tak dobry album od deski do deski w 10 minut. >Pytanie tylko po co ? A to dobre pytanie jest, chociaż trochę rzucone w przestrzeń. >Całość jest wręcz naćkana alegoriami, metaforami i parafrazami więc przyswajanie tego komiksu na szybko powinno podlegać karze grzywny. ... podobnie jak używanie słów, których znaczenia nie do końca się rozumie oraz mieszanie ze sobą różnych stylów, jak "naćkanie alegoriami". Nota bene - zwróciliście uwagę na to, że autor recenzji między wierszami zdaje się sugerować, że gdyby Marek Turek nie napakował tego komiksu różnistymi "alegoriami i metaforami", to całość niewarta byłaby kupna, jeno dziesięciominutowego przelecenia w Empiku? Przynajmniej ja tak odczytałem ten wtręt o bywalcach. >Fabuła jest tylko pretekstem do przekazania tej wesołej gromadki odniesień do kultury szeroko rozumianej (tej „pop” też), która składa się na jakieś drugie dno. "Wesoła gromadka" to idealne określenie zestawu słów użytych do napisania tej recenzji. Autor recenzji strasznie często używa w tym tekście tego nieokreślonego "jakiegoś", zwróciliście na to uwagę? Tak jakby widział, że coś tam jest, ale nie do końca wiedział co. >Jeśli nie zahaczymy go chociażby jednym palcem prawej stopy, nie ma mowy żeby Bajabongo się nam spodobało. ... a rysunki? A treść? A poprowadzenie intrygi? Wygląda na to, że jedynym aspektem mogącym trafić do odbiorcy dzieła kultury jest zawarcie tego "drugiego dna" właśnie. Cała reszta to gustowne opakowanie. >Od strony warsztatowej znowu słodzenie z mojej strony. Jest świetnie. Turek bardzo ładnie operuje tuszem i mimo, że komiks jest dwukolorowy to dzięki różnym trickom uzyskujemy bardzo ciekawe efekty w światłocieniu. To chyba Marek Turek je uzyskał a nie znowuż bliżej niesprecyzowani "my". Poza tym "bardzo ładnie" jest takim mało szczęśliwym określeniem jeżeli chodzi o opisywanie grafiki. "Bardzo ładnie" zazwyczaj rysują amatorzy w wieku przeróżnym - w znośny dla oka sposób, ale bez zbytnich rewelacji. >Zbierając to wszystko w całość mamy naprawdę kawałek porządnej roboty. Prosta historia przekazująca już mniej proste przesłanie, przedstawiona za pomocą pierwszorzędnych rysunków. Rzecz bez wątpienia wielokrotnego użytku. Gorąco polecam mimo, że inaczej wyobrażam sobie wakacje. Kompletnie nie rozumiem o co biega w tym zakończeniu, szczególnie w ostatnim zdaniu. Czy to odniesienie do treści komiksu - o której nie ma w tym tekście ani słowa - czy do tego że mamy (hhsss, użyłem tej formy!) już czerwiec, gorące lato za pasem i bez wątpienia ciekawsze rzeczy do roboty podczas wakacji niż siedzenie w zaciemnionym pokoju i czytanie w kółko komiksów Marka Turka? Ja w ogóle z tej recenzji nic nie wyniosłem. Poziom jej ogólnikowości poraża - po podmienieniu paru słów mogłaby być poświęcona dowolnemu komiksowi. Nie wiem nawet o czym w ogóle jest ten album - czy to kryminał, horror, historia o miłości a może ilustrowany esej filozoficzny w rodzaju "Zostawiając powidok wibrującej czerni" Daniela Chmielewskiego? Z tego całego sapania recenzenckiego zrozumiałem tylko tyle, że "Bajabongo" jako twór jest piękny, napakowany alegoriami i ma "jakieś" drugie dno. Może gdyby C.Z. nie trzymał jedną ręką lodu, chłodząc rozpaloną po zachwycającej lekturze "Bajabongo" głowę, drugą klepiąc bez ładu i składu w klawiaturę, to w większym stopniu uzasadniłby bardziej powód swoich zachwytów, popełniając przy okazji mniejszą liczbę błędów interpunkcyjnych i karkołomnych lapsusów językowych. Temu tekstowi ewidentnie zabrakło ponownego przeczytania, zredagowania i koniecznie korekty - dokonanej zarówno przez samego autora jak i kogoś z zewnątrz. Gdyby C.Z. odetchnął parę chwil po skrobnięciu tej "recenzyjki", zajął się czymś innym a do tekstu wrócił później - pewnie sam by wyłapał to i owo. A tak wyszedł jeden wielki fanowski spazm, w pośpiechu napisany i wrzucony na stronę. Ja rozumiem zachwyty nad twórczością Marka Turka, ale tym niemniej... niechłodno to wyszło, panie C.Z., niechłodno. Wszystkie cytaty pochodzą z tekstu C.Z., o czym już wspomniałem wielokrotnie, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże. wtorek, 03 czerwca 2008, robweiller
Komentarze
Gość: turucorp, sgpx.saint-gobain.com
2008/06/03 17:49:38
nie wiem
nie znam sie niewiele rozumiem wlasciwie to nic, a zreszta, co mnie to.
Gość: Kuba, chello089079028158.chello.pl
2008/06/03 23:02:44
dwaj poeci
sie znaleźli na jednym blogu :)
Gość: karolkonw, chello084010249231.chello.pl
2008/06/03 23:33:36
Turu
nie błaznuj napisz ze ci sie bajabongo podobało ale nie polecasz i jest to świetna lektura na lato!!! 2008/06/06 00:05:05
Hehehe... uśmiałem się :-)
Ale bez dwóch zdań mi się należało. Czasem odwalając chałturę między zaległymi tekstami do szkoły, zdarza się popełnić coś takiego. No ok, przynajmniej mi się zdarza. Nie to żebym chciał się teraz z tego tłumaczyć, czy wykręcać, bo zupełnie nie o to chodzi. Chyba zapomniałem ,ze internet to nie szuflada gdzie można wrzucać wszystko co się pod palce nawinie i obejść się bez konsekwencji. Dzięki za szyderę i powytykanie palcem. Bardzo mi się taka krytyka przyda i gdybym w niedalekiej przyszłości znowu takie cudo popełnił, rugaj dalej. Zapewne moja postawa do zajęcia, z którym niejako chciałbym wiązać swoją przyszłość jest nazbyt ignorancka. Pozdrawiam. |
|
generalnie to na to leje
generalnie...
generalnie to mnei bardziej drażni od baboli durnoty i nieuctwa strzelanie przysłowiową kulą w płot przez recenzentów z większym stażem przez co czasami mama wrażenie że czytam jakies zupełnie inne komiksy od tych ktore ktoś w recenzji ganił/polecał