komiks, książki, książki dla dzieci, muzyka i inne rzeczy
Blog > Komentarze do wpisu
Stan Sakai w Warszawie
Byłem. Kilkanaście minut właściwie. Porobiłem zdjęcia, wysępiłem trzy autografy (w tym jeden nie dla mnie) i uciekłem w siną dal.

Różnistych relacji z wizyty Stana było już w polskiej blogosferze już paręnaście, co czyni go chyba najchętniej relacjonowanym twórcą komiksowym. Ale facet w pełni na to zasługuje, bo sympatyczny jest jak mało kto z komiksiarzy.

Po bardziej sążniste relacje zapraszam na blog Kolca oraz motywdrogi.pl - ja tutaj ograniczę się wyłącznie do skomentowania paru zdjęć.

(w zasadzie powinienem to zrobić jakiś tydzień temu, ale z powodu różnych problemów technicznych foty wrzucam dopiero teraz)



Miejsce akcji, Centrum Komiksu, Warszawa, 23 kwietnia 2008 r., krótko przed godziną 16.00. Zwróćcie uwagę na ten urokliwy napis na murze. Biorąc pod uwagę profity jakie zapewnia korzystanie ze sklepowego programu lojalnościowego - ta uwaga zdaje się zupełnie nie na miejscu.



Stan zaczął podpisywać ok. 15.30. Ja tam dotarłem o jakiejś 15.45 i nie napotkałem żadnych dzikich tłumów - ledwo siedem osób w kolejce przede mną i siedem po mnie, jak już odchodziłem od Stana. Możliwe, że ze względu na dość wczesną dla wielu czytelników porę (praca, szkoła etc.) większość postanowiła się zjawić w Komikslandii.



Każdemu chętnemu do autografów Mistrz Stan wyrysowywał Usagiego w jednej z dwóch standardowych póz. Ja o takiego poprosiłem w "Roninie". Teraz ten egzemplarz wart jest jakieś ćwierć zyliarda dolarów, tak na moje oko.



Zagaiłem Stana o rysunek Donatella w "Cieniach śmierci". Po szybkim upewnieniu się, że to ten z wielkim kijem (jako że zazwyczaj wyrysowuje fanom Leonarda z kataną), Sensei ochoczo przystąpił do pracy...



.. et voila! Bardzo fajnie się te strony komponują ze sobą. Ten egzemplarz wart już jest cały zyliard.



To już ostatni request, za to najpoważniejszy. Zlecenie niejakiego Steve'a aż zza oceanu, co wzbudziło niemałą wesołość Stana.



"Usagi experiences vodka for the first time. To Steve". From Poland with love, normalnie.



Mistrz i fanboj. Znaczy, fanboj i mistrz, patrząc od lewej.



Ostatnie zdjęcie pstryknięte tuż przed ucieczką do szarości dnia codziennego.



... no to do następnej wizyty w Polsce, eh?
piątek, 02 maja 2008, robweiller

Komentarze
Gość: gou, smrw-91-193-84-32.smrw.lodz.pl
2008/05/05 13:28:36
no tak..
warszawiokom to różne wypasy rysował a Ci nie chciał...
-
2008/05/09 19:40:22
Eh! Do następnego!